Komentarze postartowe 26(2)/2013

HomeKomentarze

Komentarze postartowe 26(2)/2013

bike maraton podium bogdan czarnota marcin piecuch bartosz janowski wroclawW tym tygodniu komentarze “tylko” na dwa rzuty. Poniżej ten drugi wyczerpujący temat Mistrzostw Europy w Bernie oraz szereg komentarzy z amatorskich imprez długodystansowych czyli maratonów.

Mistrzostwa Europy MTB w Bernie

Marlena Droździok:

Mistrzostw Europy w Bernie nie mogę zaliczyć do udanych. Na miejsce przyjechaliśmy w przeddzień zawodów, co nie pozwoliło nam na dostateczną aklimatyzację i wypoczynek po długiej podróży. Po przejechaniu trasy w piątek na treningu miałam nadzieje na lepszy wynik. Trasa mi odpowiadała ponieważ była techniczna i siłowa. W sobotę, w dzień zawodów, przed startem zostałam wyczytana w środku stawki, co rokowało dobry start, ale dziewczyny narzuciły zabójcze tempo już od samego początku. Na rozjazdówce nie utrzymałam dobrej pozycji, a potem to już było tylko gorzej. Nadrabiałam dużo na technicznych fragmentach trasy, ale to nie pomagało. Do tego wszystkiego na ostatnim okrążeniu dopadł mnie kryzys, z którym nie mogłam sobie poradzić. Do mety dojechałam wyczerpana i niezadowolona ze swojej pozycji. Moje następne zawody to Puchar Polski w Jeleniej Górze i Mistrzostwa Polski w Żerkowie. Myślę że tam się pokażę z lepszej strony.

Piotr Konwa:

Tegoroczne Mistrzostwa Europy rozgrywane był na wymagającej trasie, zarówno pod względem fizycznym jak i technicznym. Również organizacyjnie jak to na Szwajcarów przystało wszystko było dopięte na ostatni guzik. W noc poprzedzającą start juniorów spadł obfity deszcz przez co zjazdy zrobiły się jeszcze ciekawsze. W sam dzień startu nie czułem „pod nogą” jak to zawsze bywało i moje obawy okazały się niestety słuszne. Od samego startu jechałem w czubie lecz już pod koniec pierwszej rundy zacząłem tracić dystans do czołówki, tak było przez większą część sobotniej rywalizacji. Na szczęście pod koniec wyścigu trochę odżyłem i udało mi się nawet wykręcić czwarty czas ostatniego okrążenia co ostatecznie dało mi 10 pozycje na mecie. Z wyścigu nie jestem specjalnie zadowolony bo apetyt po ostatnim Pucharze Świata był trochę większy.

A już w pierwszym tygodniu lipca wraz z drużyną 4F Racing Team wystartuje w Mistrzostwach Polski MTB w Żerkowie.

Adrian Siarka:

Wyścig zacząłem z dalszej pozycji. Samego początku rywalizacji nie mogę zaliczyć do moich mocnych stron. Na pierwszych 2 rundach w stawce uplasowałem się około 60 miejsca. Następnie noga coraz lepiej się kręciła co pozwalało mi na przebicie się do przodu. Z rundy na rundę przechodziłem do przodu i na jedną rundę do końca zajmowałem 41 pozycje, lecz na końcówkę ścigania zabrakło mi sił na dowiezienie tego. Ostatecznie ukończyłem 43. Jak dla mnie wynik nie jest najgorszy, pierwszy rok juniora , myślę ze za rok można powalczyć o czołowe lokaty.

MTB Cross Maraton – Suchedniów

Mirosław Borycki (Murapol Twomark Grupa PM Specialized):

Był to już mój 3 start w Suchedniowie w ramach MTB CrossMaraton’u, więc wiedziałem czego mogę się spodziewać. Trasa była bardzo podobna do zeszłorocznej, jednak w odróżnieniu od zeszłego roku (było sucho i upalnie) tym razem, szczególnie w lasach było sporo błota.

Po długiej rozbiegówce początkowo asfaltowej, później leśną bitą drogą, gdzie jechała długo spora grupa, wjechaliśmy w ścieżki leśne. Zaczęły się błota, śliskie koleiny itp., na szczęście udało mi się wyskoczyć na pierwszą pozycję, więc mogłem spokojnie skupić się na jeździe. Jechaliśmy niewielką grupą w której ostatecznie utrzymały się 4 osoby: Szymon Zacharski, Jarek Kleczaj, Łukasz Matusiak i ja. Niestety na ok. 35 km zatrzymałem się z powodu awarii hamulca, niestety regulacja nie przyniosła efektu. W międzyczasie dogonił mnie Kamil Pomarański. Awaria zmusiła mnie do zbiegania niektórych fragmentów zjazdów, na szczęście na podjazdach i płaskich zacząłem odrabiać straty. Dogoniłem kolejno Łukasza, Jarka i Kamila, a przede mną pozostał już tylko Szymon. Po drugiej rundzie na 5 bufecie sędziowie chcieli mnie skierować na kolejną rundę, ale nie posłuchałem ich i pojechałem do mety. Na mecie zjawiłem się jako pierwszy. Okazało się, że Szymon wprowadzony w błąd przez sędziów na trasie pojechał na 3 rundę.

Decyzją sędziów na mecie Szymon został zwycięzcą, z czasem identycznym z jakim ja wjechałem na metę. Myślę, że decyzja ta była słuszna i pozwoliła rozsądnie wybrnąć z zaistniałej sytuacji.

Maraton w Suchedniowie był całkiem konkretną dawką ścigania. Warunki na trasie może nie zaskoczyły mnie, ale sprawiły, że za sprawą kolein i kałuż doszły nowe fragmenty wymagające technicznie. Do tego jeszcze kilka ciekawych technicznych podjazdów, trawersów i zjazdów. Nie było jakichś spektakularnych alpejskich podjazdów i zjazdów, ale na niewielkich „hopkach” na dystansie Master uzbierało się 1850 m przewyższenia.

Tomasz Dygacz (JBG-2 Diagnostix):

Start w Suchedniowie zaliczam do udanych, chodź na początku nie czułem się za dobrze. Noga była lekko zmęczona po wczorajszym wyścigu XC w Mikołowie, który również udało mi się wygrać. Jednak z każdym kolejnym przejechanym kilometrem jechało mi się lepiej, co potwierdza ogólny wynik na mecie. Trasa o dziwo okazała się dość wymagająca, a ilość błota była aż nazbyt wystarczająca .

Cyklokarpaty – Polańczyk

Albert Głowa (jmp.race):

Start w tych zawodach traktowałem bardziej treningowo co nie oznacza, że sobie odpuszczałem. Niedaleko po starcie na pierwszym podjeździe oderwałem się samotnie od całej grupy, lecz nie forsowałem zbytnio tempa i zostałem doścignięty przez 4 zawodników i tak jechaliśmy zgodnie współpracując do końca rozjazdu dystansu. Zostałem sam z Arkiem Krzesińskim i do końca jechaliśmy razem. Postanowiłem poczekać na końcowe kilometry i próbować gdzieś odskoczyć na jakimś podjeździe. Niestety nie udało mi się to, a co gorsza na ostatnim km trochę się zamotałem podczas wyprzedzania zawodników z dystansu mega i tym samym udało mu się dojechać z przewagą 20 sek. Niestety jestem sam sobie winny, bo mogłem próbować odjazdu gdzieś wcześniej. Trasa ogólnie łatwa jak dla mnie. Jedynie trudność sprawiało błoto w początkowej fazie wyścigu i końcówce, dużo odcinków po asfalcie przez co jechało się bardzo szybko. Poza tym było trochę podjazdów, ale krótkich. Ogólnie forma była dobra i było to dobre przetarcie przed kolejnymi ważniejszymi startami.

Bike Maraton – Wrocław

Marcin Piecuch (BGŻ Eska):

Maraton we Wrocławiu nie należy do ciekawych. Na początek sezonu, kiedy ciągnie nas głód ścigania jeszcze można go przełknąć, ale w środku sezonu po prostu jest nudny. Z racji zbierania punktów, a przede wszystkim ilości edycji do klasyfikacji generalnej jednak musiałem się tam pojawić. Sporo czasu zabiera mi teraz dopięcie tematów uczelnianych. Treningi są okrojone, a ślad infekcji po MTB Trophy nadal odczuwam. Miałem jednak nadzieję, że będzie lepiej niż na maratonie w Karpaczu. Jakby tego było mało, do Wrocławia dojechałem po 1 w nocy, mimo to zaraz po 8 podjechałem na start, żeby przekazać bidony obsłudze bufetów. Plan był dobry i wydawałoby się prosty (dwa bidony na podwójny bufet), ale z pewnych przyczyn bidony nie dojechały, co niestety miało wpływ na przebieg rywalizacji…

Brak rozdzielonego startu, w dodatku na płaskiej trasie, stwarzał sporo nerwowych sytuacji po starcie. Długo utrzymywała się spora grupka i trzeba było jechać bardzo czujnie. Rower obułem w nowe oponki, które chciałem przetestować przed Transalpem. Trochę obawiałem się, jak zachowają się w deszczu i błocie, ale już po pierwszych kilometrach byłem spokojny. W dodatku niskie opory toczenia i lekkość przyśpieszenia dawały mi możliwość spokojnej jazdy. Cały czas ktoś podkręcał tempo, w wysokiej trawie kompletnie przesłaniającej podłoże przyszła kolej na mnie. Ogólnie, jadąc na dalszych pozycjach w peletonie, naprawdę nie wiele się widziało. Komuś wybuchła opona, ktoś się wywrócił. Tak jest na takich z pozoru łatwych trasach. Sztywne podjazdy podzieliły naszą grupkę i zostałem oddzielony od rywali z Giga. Odrabiałem starty, ale dojeżdżając do drugiego bufetu musiałem zatrzymać się i zatankować bidon, który początkowo miałem tylko wymienić na wcześniej dostarczony. Trwało to tyle, że po ruszeniu zobaczyłem za sobą kolejną grupę, a w niej zawodnika Eska Team. Zaczekałem licząc na współpracę. Grupka jednak szybko się podzieliła, część osób skręciła na Mega, a ja razem z Marcinem Urbaniakiem poleciałem dalej na Giga. Żeby nie było nudno, jadąc drugi raz tą samą pętle, teraz mieliśmy naturalne przeszkody. W dodatku ruszające się. Uważam, że rozdzielenie dystansów Giga i Mega dałoby ten komfort, że czołówka nie musiałaby przeciskać się pomiędzy wolniej jadącymi zawodnikami. Przynajmniej na takiej trasie. Początkowo utrzymywałem stratę czasową do prowadzących, ale czekając na możliwość wyprzedzania traciłem wenę. Jeszcze raz musiałem się zatrzymać na bufecie i generalnie tylko wyczekiwałem końca. Pocieszałem się tym, że forma powoli wraca, że przetestowałem opony i start nie jest całkiem na darmo. Natomiast zadowolenia z przejechania maratonu nie czułem i nie chciałbym, żeby w przyszłym roku znowu wszyscy ruszali razem o jednej godzinie.

[srp]

COMMENTS

DISQUS: 0