3 stycznia 2011 roku założyłem fanpage, który wtedy nazywał się „Maratony MTB / XC”. Dziwna nazwa? No pewnie! Ale taka była moja ówczesna wiedza o kolarstwie górskim, którym zacząłem się interesować mocniej kilka lat wcześniej. Minęło 15 lat. PIĘTNAŚCIE LAT. Jak bardzo zmieniło się kolarstwo, nie tyle górskie, co „off-road” przez ten czas? Czy kolarstwo sprzed 15 lat ma jeszcze coś wspólnego z tym, czym jest dzisiaj?
Kiedy ruszałem z dzisiejszym mtbxcpl toczyła się batalia między producentami rowerów na kołach 27.5” i 29” o to, jaki rozmiar wyprze obecne od ponad dwóch dekad koła 26″.
W 2011 roku przed Mistrzostwami Świata w kolarstwie górskim pisałem, że prawdopodobnie zarówno Maja Włoszczowska, jak i Marek Konwa, będą startować na – wtedy innowacyjnych – rowerach górskich na 29 calach!
Dziś 29” jest standardem, ale coraz głośniej słychać o 32”.
Co jeszcze się zmieniło w rowerach górskich na przestrzeni tych 15 lat? Bardzo dużo, a najważniejsze, które muszę wymienić, to:
- elektroniczne przerzutki – Shimano wprowadziło XTR na Di2 w 2014 roku, a SRAM Eagle AXS w 2019!
- przednia przerzutka w rowerze górskim? Jeszcze trochę i nikt nie będzie pamiętał, że coś takiego było.
- 15 lat temu dropper w rowerze górskim był raczej ciekawostką. Dziś jest standardem.
- ośki QR? Nie dość, że sztywne osie, to jeszcze Boost.
- wąskie kierownice i opony w cross country o szerokości 2.0-2.1? To odeszło z kołami 26”. Dziś kierownica ma co najmniej 700 mm, a opony 2.2-2.4”.
- geometria – rower górski sprzed 15 lat był „kwadratowy”, później pojawiły się bardziej strome i techniczne trasy, a wraz z nimi progresywna geometria.
Ale rowery, to nie tylko sprzęt. Trzeba przede wszystkim gdzieś jeździć, a to na przestrzeni 15 lat zmieniło się bardzo!
Złote czasy maratonów MTB
Górskie cykle maratonów, o których dziś pewnie niewielu pamięta – MTB Marathon, Cyklokarpaty – a które miały jedną z najwyżej powieszonych poprzeczek, zarówno pod względem dystansu, jak i trudności tecznicznyh. Nie było mi dane poczuć tego na własnej skórze. Kto wie czy w ogóle bym to udźwignął. Z drugiej strony amatorskie ściganie w prostszych albo prostych lokalizacjach, przyciągające na start nawet DWA TYSIĄCE osób.
To wszystko było i raczej nie wróci, ale nadaje się na osobny wątek: Dlaczego organizatorzy imprez biegowych z roku na roku – po pandemicznej zapaści – świętują kolejne rekordy popularności (ponad 20 tysięcy na Półmaratonie Warszawskim oraz Półmaratonie Wrocławskim), a imprezy kolarskie nie mogą się odbić? Z gravelowymi włącznie.
Maratony MTB w większości przypadków, szczególnie poza górami, wypaliły się, co roku, przez kilkanaście lat, oferując te same miejscówki, te same trasy, skracając dystanse, wprowadzając jazdę na pętlach, często też podnosząc techniczną poprzeczkę czyli jeszcze bardziej obniżając atrakcyjność.
Bike Parki
Czesi byli zawsze o krok przed nami. W okolicach 2009-2010 otwarte zostają Singltrek pod Smrkem, Rychlebskie Stezky i Koprivna. W tym samym czasie Słowacy otwierają Kalnicę. W Polsce pierwszym bike parkiem z wyciągiem jest chyba Kasina, która otwarta została w 2012 roku. Prawdziwy boom na infrastrukturę do uprawiania kolarstwa górskiego w Polsce, to dopiero lata 2015-2018, kiedy ruszają takie miejscówki jak Enduro Trails, Świeradów Zdrój, Słotwiny. W 2015 roku rusza także Srebrna Góra, a kolejne lata to kolejne inwestycje, z tą najbardziej flagową, żeby nie powiedzieć unikatową w skali co najmniej Europy – Singletrack Glacensis.
Pierwszy raz w bike parku byłem w 2014 roku w Dolni Morave na zaproszenie Specialized, który robił tam swoją prezentację. Ale tamta Dolni Morava nie ma wiele wspólnego z tym, co dziś tam jest. Z kolei w Singletrek pod Smrkem byłem w 2015 roku także na prezentacji kolekcji, tym razem był to nasz polski KROSS. A potem były kolejne miejscówki…
Rowery elektryczne
Bike parki i centra ścieżkowe bez wyciągów idą w parze z elektryfikacją rowerów górskich – Bosch, Shimano, Brose, Yamaha, Giant, Specialized, TQ, Mahlee, Bafang. Długo by wymieniać. Wprowadzenie wspomagania do rowerów, przede wszystkim górskich, całkowicie wywraca stolik. W 2024 roku w Niemczech aż 91% sprzedanych rowerów górskich było wyposażonych w we wspomaganie. Analogi zostały chyba tylko dla ambitnych, bo Ci w płaskopolsce raczej kupują gravele.
Pierwszy raz wsiadłem na elektryka w 2016 roku i był to Specialized Turbo Levo. W 2025 razem z Michałem na rowerach Cube ze wspomaganiem Bosch przejechaliśmy cały Główny Szlak Beskidzki. Coś czego bym prawie na pewno nie zrobił na rowerze analogowym. Jak to ktoś słusznie powiedział: „rowery ze wspomaganiem otworzyły góry” – co wiąże się zarówno z jasną, jak i ciemną stroną tego zjawiska, ale to – znowu – na osobny wątek.
Cyclocross
Kolarstwem zacząłem się interesować kilka lat przed tym, jak założyłem fanpage. Cyclocross mocno wrył mi się w pamięć w 2010 roku, kiedy to po chwili ogromnej radości, okazało się, że bracia Paweł i Kacper Szczepaniak, którzy zdobyli medale U23 na Mistrzostwach Świata, zostali przyłapani na dopingu. Pisałem o tym wtedy na swoim blogu, który kilka lat temu umarł i wyparował z internetów.
Pierwsza przełajówka trafia do mnie w 2014 roku i jest to Merida Cyclo-Cross na mechanicznych hamulcach tarczowych z podwójnymi klamkami. Wtedy już od dobrych 2-3 lat hamulce tarczowe są już standardem w kolarstwie przełajowym, oficjalnie zaakceptowane przez UCI w 2010 roku. Nawet ta, najbardziej konserwatywna odmiana kolarstwa musiała ulec i otworzyć się na zmiany.
Moja zajawka na przełaje zaowocowała projektem Syrenka CX, który na przestrzeni prawie 10 lat konkretnie rozbujał cyclocross w Warszawie.
Gravel – „przełajówka tylko z szerszymi oponami”
Bodajże w 2017 roku, na Kielce Bike Expo po raz pierwszy zobaczyłem rowery, które chyba wtedy nie nazywane były gravelowymi. W sumie to nie pamiętam jak. Mowa o Rondo Ruut, jak i Accent Feral. Rok wcześniej, w 2016 roku, jeździłem na BMC grandfondo, który miał opony 32C – jak na tamte czasy, wyjątkowo szerokie.
Jesienią 2019 organizujemy „Przygodę w Kampinosie” – jadę wtedy na Accent Furious, ale większość rowerów z barankiem na tej ustawce, to przełajówki, reszta to rowery górskie. Rok później wybucha gravelowy boom, który potęguje pandemia – ludzie uziemieni w domach szukają pomysłu na ruch na świeżym powietrzu i pada na rowery, przede wszystkim gravelowe! Tani rower górski jako rower uniwersalny powoli zaczyna odchodzić w niebyt.
Ultra
Choć historia Unbound Gravel (d. Dirty Kanza) zaczyna się w 2006 roku, to w tamtym momencie jeszcze mało kto chyba wiedział jak bardzo zmieni się scena rowerowa, nie tylko w Polsce. Jak wielką rewolucję za sobą pociągnie wejście na rynek rowerów z barankiem, ale z szerokimi, terenowymi oponami – coś co było ponad 30 lat, czyli trochę monster-crossy, ale po nowemu.
W 2018 roku odbywa się pierwsza Wisła 1200, której legenda rośnie z roku na rok, w końcu to królowa polskich rzek. W kolejnych latach przybywa kolejnych imprez „ultra”. Sam wsiadam do tego wagonika w 2020 roku jako organizator Great Lakes Gravel, a w kolejnych latach także Sudovii Gravel i Varmii Gravel. Kalendarz imprez MTB zaczyna się powoli kurczyć, a tych gravelowych puchnąć. W 2022 roku do gravelowego ultra dochodzi formuła gravel racing, która przyciąga ludzi ze wszystkich światów – szosy, kolarstwa górskiego i cyclocrossu.
Ultra, coś co zaczęło się jako wyzwanie dla ciała i głowa, na przestrzeni lat popularności zostało totalnie zdewaluowane. Wiele imprez umieściło Ultra w nazwie, jednocześnie nie mając nic wspólnego z jazdą długodystansową. O samowystarczalności nie wspominając.
Gravel racing staje się niszą w niszy, którą realnie jest zainteresowany niewielki procent uczestników, bo reszta przyjeżdża na start, żeby zmierzyć się z samymi sobą, z dystansem, przejechać wspólnie ze znajomymi, poznać nowe rejony.
Gravel to nie ściganie, to przygoda, rajdy rowerowe i ustawki oraz kawa, serniczki i lody!
Ustawki
Jakieś 10 lat temu w mojej świadomości hasło ustawka w kontekście kolarstwa kojarzyło się tylko z przełajami. Brałem udział w przełajowych ustawkach, sam takie organizowałem. Od kilku lat określenie to w zasadzie zostało całkowicie zagarnięte przez gravelowe społeczności. Ktoś narysuje trasę, ktoś założy wydarzenie na FB czy na Stravie i ustawka gotowa.
Przy okazji zapraszam do moich grup na stravie: ustawki gravelowe oraz ustawki MTB.
Społeczność
Zanim pojawiły się i rozwinęły social media były fora internetowe. Każdy szanujący się cykl zawodów rowerowych miał swoje forum, gdzie mniej lub bardziej funkcjonowała społeczność. Miało to swój urok.
Nie Instagram, nie YouTube, nie TikTok, a konkretnie Facebook totalnie wywrócił dotychczasowy ład w internecie. Nie tylko jeśli chodzi o fora internetowe, ale w zasadzie o wszystko. Facebook dziś ma ponad 20 milionów użytkowników i dla wielu osób jest serwisem pierwszego wyboru. A jak nie FB, to pewnie Instagram, TikTok albo YouTube. Dlatego też klasyczne strony internetowe tracą na znaczeniu, wiele osób nie wychodzi poza media społecznościowe, które stanowią dla nich pierwsze i jedyne źródło informacji.
Mimo, że FB staje się coraz bardziej ściekiem sterowanym przez algortym, to jednak ludzie cały czas tam zaglądają. Chyba trochę z przyzwyczajenia, a trochę z braku alternatywy.
Trochę powoli przejmują tę funkcję społeczności na WhatsApp (to samo korpo czyli META), które pozwalają na tworzenie dużych społeczności i tematyczne podgrupy.
Tak jak wyżej, tu też zapraszam, do społeczności na WhatsApp: mtbxcpl oraz gravel.love
Polski Związek Kolarski
Nie mogę nie wspomnieć o instytucji, która zabrała mi trochę życia na przestrzeni lat, a która jest w takiej samej ruinie i długach albo i gorszych, niż wtedy kiedy mieliśmy pierwszy kontakt.
Zabrała, nie dając nic. Szkoda roztrząsać. Kropka.
Kiedyś byli sportowcy, dziś są influenserzy
Chociaż Instagram czy Snapchat wystartowały w 2011 roku, to dopiero kilka lat później, może około 2017 roku, kiedy pojawił się TikTok i równolegle mocno rozwinął się YouTube – rozpoczęła się era influenserów. Jedni znaleźli swoje nisze, inni udają ekspertów od wszystkiego.
Zmiana ta uderzyła też mocno w sportowców, nie tylko w kolarzy. Przestało się liczyć to, że stajesz na starcie, że trenujesz, że dajesz z siebie wszystko. Jeśli nie wygrywasz, przegrywasz z influenserami, dlatego musisz opowiadać swoją historię. Najlepiej posłużę się tu cytatem z wywiadu z Andrzejem Wroną:
„Mimo że nie widać tego w moich mediach społecznościowych, powiem ci jedno: sport zajmuje mi 80 % życia. Tylko jakbym wrzucał dwa razy w tygodniu coś z podróży, treningu i meczu, to podejrzewam, że ludzie przestaliby mnie śledzić, ponieważ to monotonne i nudne. Poza tym spotkania Plusligi wszyscy mogą zobaczyć w telewizji, w której są też komentarze i wywiady. Istnieją też portale, które szczegółowo zajmują się siatkówką, dlatego nie widzę sensu, żebym i ja to robił. Wolę zaprezentować kibicom te pozostałe 20% Andrzeja Wrony, czyli część niesportową.”
Żeby też nie przypinać jakieś łatki całego zła świata do influenserów, warto podkreślić, że w każdej bańce są wartościowe osoby, dzielące się swoją pasją, naprawdę inspirujące i motywujące do działania. Jednak większość, to tak naprawdę kręcące zasięgi słupy reklamowe, a na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy znaleźli złoty środek na zachowanie twarzy przy jednoczesnym monetyzowaniu swoich zasięgów.
Nie umiem jednoznacznie wskazać osób, które dziś naprawdę są opiniotwórcze w środowisku rowerowym czy kolarskim.
Media czyli prasa rowerowa
Płynnie przechodzę do tradycyjnych mediów, które na przestrzeni tych 15 lat w zasadzie umarły. Przegrały przede wszystkim z samymi sobą i internetem. Pierwszy zniknął chyba Magazyn Rowerowy, później Rower Tour. Pojawiły się Magazyn Bike oraz Tour, pojawił się Magazyn Szosa. bikeBoard zmienił właściciela, by najpierw przejść do wersji cyfrowej, a potem umrzeć.
Kiedyś była oknem na świat. W pewnym momencie świat odjechał.
Pandemia, cyfryzacja, zmiana nawyków – wszystko to sprawiło, że żaden z tych tytułów nie przetrwał.
Media czyli strony internetowe
Najnowsze czasy to nie jest dobry czas dla słowa pisanego. Zniknęły takie serwisy jak mtbnews.pl, pro-cycling.org, kolarsko.pl czy jedna z naprawdę najstarszych, będących jedną wielką encyklopedią kolarstwa stron, rowery.org. Niektóre z tych stron wisi w sieci w formie archiwum, niektóre zniknęły, a niektóre zostały przejęte i kierują do nowych właścicieli.
To mogę napisać sporo ze swojej perspektywy. Przez wiele lat sporą część ruchu na stronach mtb-xc.pl i gravel.love generowały linki publikowane przeze mnie w social mediach, przede wszystkim na FB. W najlepszych czasach mtb-xc.pl generował ponad milion wyświetleń. Ale te czasy minęły, dlatego też od jakiegoś czasu (nie tylko ja), na FB publikuję często i regularnie, a nowe wpisy na www pojawiają się rzadziej. Odpłaca się to wirtualnie, bo 2025 rok na FB zamykam rekordowymi 11 milionami wyświetleń!

Kto oprócz mnie został na tzw. planszy? 43ride.com, BikeWorld, ETNH oraz Bike. Cztery serwisy, a za każdym stoi w najlepszym przypadku 2-3 zajawkowiczów.
W osobnym akapicie wymieniam naszosie.pl, bo to jedyny w Polsce serwis kolarski z prawdziwego znaczenia. I choć bazuje – jak większość – przede wszystkim na źródłach zagranicznych, to muszę oddać jego właścicielowi, Markowi Bali, że udało mu się zbudować redakcję, która działa 24/7 i publikuje na bieżąco wszystkie informacje ze świata kolarstwa szosowego oraz przełajowego.
Dodatkowym hamulcowym ruchu na stronach internetowych są wszelkiej maści „AI overview”, w które wyposażone zostały przeglądarki oraz silniki LLM. W efekcie wpisując jakieś zapytanie do przeglądarki dostajesz najważniejsze fakty bez konieczności wchodzenia na stronę internetową.
Wideo is a king
O tym, że przyszłość będzie należała do treści wideo mówiło się od naprawdę wielu lat. Kiedy jeszcze prowadziliśmy #mtbxcpl razem, we dwóch z Tomkiem Hoppe, to po jego stronie były m.in. treści wideo, które lądowały na kanale Tomka, który wtedy nazywał się #mtbxcpl. Myślę, że z niektórymi formatami i jakością wyprzedziliśmy czasu. Niestety po tym jak nasze drogi się rozeszły, kanał zmienił nazwę i przestał być rozwijany.
Do wagonika pod hasłem „wideo” sam wsiadłem dopiero jesienią 2022, o kilka lat za późno. Pierwszym moim wideo była relacja z zawodów – „Owocowego Przełaju”. Dziś na kanale PROJEKT KOLARSKI mam ponad 450 filmów, a łączna suma wyświetleń zbliża się powoli do pół miliona. Nie wiem czy dogonię pociągi, które już odjechały, ale np. Rowerowe Szorty, które nagrywam regularnie, co tydzień, notują coraz więcej wyświetleń, a z każdym kolejnym nagraniem przybywa mi bardzo pozytywnych komentarzy i subskrybujących.
Ludzie
15 lat rozwijania rowerowej zajawki i dzielenia się nią ma jedną, ogromną wartość. Tą wartością są ludzie. Nie przesadzę pisząc, że w dowolnym miejscu w Polsce znajdę towarzystwo na rower albo do rozmowy o rowerach. Ba! To wykracza mocno poza granice Polski, czego dowodem niech będzie moje spotkanie to Tomkiem mieszkającym w Szkocji, kiedy spotkaliśmy się przy okazji Mistrzostw Europy MTB XCO 2018, które odbywały się w Glasgow czy ostatnio z Grzegorzem przy okazji wizyty w Londynie.
Najbliższa okazja do spotkania? Velo Days w dniach 13-15 marca 2026 w Hali B w Warszawie.
I wiele wiele więcej…
Mógłbym tu pewnie rozwijać kolejne tematy, kolejne wątki, bo przecież 15 lat nie da się zamknąć w kilku tysiącach znaków. Wydaje mi się, że największe rewolucje w sprzęcie rowerowym już za nami, więc pozostaje nam jedno – radość z jazdy. Tym bardziej, że miejscówek nie brakuje, rowery już wiele lepsze nie będą.
Nie ma co czekać, nie ma co gadać.
Do zobaczenia na rowerze!
// Paweł




COMMENTS