Grzegorz Maleszka (Dachland Centrum Rowerowe Olsztyn): „wszystko ułożyło się po mojej myśli” | Mistrzostwa Polski w maratonie MTB, Bike Maraton, Bardo

HomeSportKomentarze

Grzegorz Maleszka (Dachland Centrum Rowerowe Olsztyn): „wszystko ułożyło się po mojej myśli” | Mistrzostwa Polski w maratonie MTB, Bike Maraton, Bardo

Jak na Mistrzostwa Polski przystało w tle rywalizacji zawodników i zawodniczek elity na tej samej, blisko 90 km trasie o tytuły kolarze walczyli w kategoriach Masters. Stawka była wyrównana, a przez to walka na trasie bardzo zacięta. Ostatecznie ze złotymi medalami i biało-czerwonymi koszulkami do domu wrócili Piotr Truszczyński (Masters I), Grzegorz Maleszka (Masters II), Szymon Zacharski (Masters III) i Marta Garnek (Masters Kobiety).


Komentarz postartowy:

Były to moje szóste Mistrzostwa Polski w maratonie MTB i jeszcze nigdy zakończyły się moim zwycięstwem. Byłem już dwa razy trzeci i raz drugi, ale nigdy pierwszy.

Na stracie zostałem wyczytany do sektora, co było już dobrą informacją, gdyż uniknąłem zbędnego ryzyka i przepychania się, aby być z przodu stawki w kluczowym momencie. Niestety rozbiegówka i start honorowy umożliwił zawodnikom z dalszych pozycji przeciśniecie się do przodu przez co zrobiło się nerwowo i tłoczno. Po starcie ostrym stawka się rozciągnęła i na pierwszym podjeździe było już bezpieczniej, ale cały czas w wężyku jechaliśmy do samego szczytu podjazdu. Początek po starcie ostrym oraz na podjeździe pojechałem bardzo mocno, aby być w odpowiedniej grupie i zabrać się w odpowiedni odjazd, bo wiedziałem, że będzie to miało znaczenie dla dalszej części rywalizacji.

Po kolejnym podjeździe zobaczyłem, że zamykam grupę i za mną już bezpośrednio nikogo nie ma. Tak wisiałem na ogonie dużej grupy zawodników tracąc na podjazdach i zyskując na zjazdach.

Jak się okazało tempo w grupie nadawał mój trener Maciej Jeziorski.

Była to grupa kilkunastoosobowa z zawodnikami, których znałem i wiedziałem, że są mocni. Po drugim bufecie na około 24 km jadąc na ogonie tej jak się okazało drugiej grupy, mylę trasę. Jadąc na tyłach byłem pierwszym zawodnikiem, który zawrócił i pojechał prawidłową trasą wraz z Maćkiem Jeziorskim. Wtedy jadąc po zmianach próbowaliśmy jak najwięcej zyskać, aby nie dać się dojść goniącym nas zawodnikom.

Na pętlach Singletrack Glacensis dojeżdża do nas Piotr Śliwiński z RK Exclusive Doors MTB Team i we trzech jedziemy dalej. Niestety brak koncentracji na jednej z drewnianych kładek skutkuje utratą przyczepności i przewracam się uderzając kolanem w ostre kamienie. Wywrotka nie była na szczęście bardzo bolesna gdyż i prędkość nie była zbyt duża. Tracę kontakt z dwójką zawodników i zauważa to Maciej, który później dociąga mnie do Piotrka.

Po trzecim bufecie jadąc w miarę mocnym, ale w równym tempie łapie nas Piotr Truszczyński z Klubu Kolarskiego Komobike i dojeżdżamy do kolejnego podjazdu, na którym każdy jedzie swoje i grupa dzieli się. I tu chyba miałem najgorszy kryzys, bo jest połowa etapu a ja już odczuwam skutki początkowej szarży. Dopada mnie zmęczenie i powoli chłopaki mi odjeżdżają.

Jadąc dalej swoim tempem zmotywowałem się na tyle, że na jedynym słusznym technicznie zjeździe z Kłodzkiej Góry do Przełęczy Łaszczowa (parking z bufetem) bardzo ryzykując łapię Piotra Truszyńskiego i jak się później okazało na segmencie Stravy łapię KOMa.

Jadąc przed Piotrem nie wiedziałem, który jestem OPEN, ani który jestem w kategorii. Wiedziałem natomiast, że jadę dobry wyścig, noga jeszcze podaje, nie mam skurczy, więc dalej pozostało mi cisnąć do mety na tyle ile starczy mi sił.

Na jednym z zakrętów widzę leżącego zawodnika, a przy nim Maćka, który z nim rozmawia – był to Kamil Lach z Kamyk Radzymin MTB Team.

Po kilku kilometrach Maciek mnie dogania i dalej do mety jedziemy już we dwóch, widząc co jakiś czas przed sobą Piotrka Truszczyńskiego.

Wpadamy na metę po 4 godzinach i 10 minutach, czekając na wyniki, rozmawiamy o przebiegu rywalizacji oraz o trasie.

Po chwili okazuje się, że w wynikach „online” nie ma nikogo w mojej kategorii. Radość i wzruszenie było przeogromne, że w końcu się udało, że wszystko ułożyło się po mojej myśli. Cała rywalizacja przebiegła wzorowo, wszystko zagrało, miałem 5 bufetów, które jak zawsze obstawia moja żona Hania, wiec był to mój dzień, noga była bardzo dobrze przygotowana, co zwiastowały ostatnie zawody w Głuchołazach.

Bardzo dziękuję za przygotowanie mojej dyspozycji oraz za pomoc na trasie zawodów mojej żonie i trenerowi, sezon uważam za bardzo udany, jeszcze jeden wyjazd na Południe Polski do Rybnika na ostatni finałowy PP w XCO oraz kilka startów w lokalnych zawodach i odpoczynek.

Pełne wyniki

COMMENTS

DISQUS: 0