Mateusz Rejch (Serwis Bajka): „chicken’em czy trasą?” | Dakar Toyota Lubenia MTB Maraton, Straszydle

HomeSportKomentarze

Mateusz Rejch (Serwis Bajka): „chicken’em czy trasą?” | Dakar Toyota Lubenia MTB Maraton, Straszydle

MTB Lubenia Maraton Rowerowy w tym sezonie rozegrany został już po raz siódmy. Impreza na stałe wpisała się już w kalendarz nie tylko podkarpackich pasjonatów kolarstwa górskiego. W ramach zawodów rywalizowano na trzech dystansach od 30 do 40 km i różnym stopniu trudności. Ponadto rozegrane zostały także wyścigi dla dzieci. Stałym bywalcem nie tylko imprezy, ale i podium jest Mateusz Rejch. Przeczytajcie co działo się w tym roku.


Komentarz postartowy:

Czy można nie ścigać się przez cały sezon i na wyścigu jesienią prezentować całkiem dobrą formę? Dlaczego wybrałem się na najważniejszy dla pracowników Toyoty wyścig MTB w Polsce?

Na te pytania szukałem odpowiedzi w Gminie Lubenia na Podkarpaciu, gdzie od kilku lat organizator Wojtek Kwiatek organizuje we współpracy z rzeszowskim dealerem marki Toyota Dakar wyścig w kolarstwie górskim Dakar Toyota MTB Lubenia. Wojtek nie tylko organizuje ten event, ale mam wrażenie, stał się ambasadorem kolarstwa w regionie. W tym sezonie mieliśmy festiwal rowerowy w Rzeszowie, od kilku lat odbywa się wyścig klasyk podkarpacki, szosowy wyścig, który przyciąga nietuzinkowych zawodników (w ubiegłym roku startował Michał Glanz – obecnie team JBG-2 CryoSpace). Co będzie dalej? Może wyścig etapowy?? Wszystkie te imprezy mają jedną wspólną cechę: topowy poziom organizacji i pełen profesjonalizm. Udział w firmowym wyścigu Toyoty miał dla mnie w tym roku szczególne znaczenie. Po 9 latach w dealerstwie Forda, pożegnałem się z tą marką i od maja jestem pracownikiem specjalistycznego salonu Toyoty, który zajmuje się samochodami: dostawczymi, użytkowymi i rodzinnymi. Czyli coś co kocham i robię od wielu lat!

Trudności w starym miejscu pracy w tym roku położyły się cieniem na wszystkich przygotowaniach. Spore załamanie jakie przeszedłem zimą tamtego roku spowodowało, że nie było mi dane przetrenować zimy. Zdecydowałem, że pora na zmiany w życiu, w tym zmianę miejsca pracy. Z wielką wyrozumiałością podszedł do mnie mój trener, który dbał o moje dobre samopoczucie i zadecydował, że czekamy do czasu aż dam zielone światło na treningi. Podobnie mój sponsor tytularny czyli Serwis Bajka podszedł z wielkim zrozumieniem do mojego stanu. Bardzo za to dziękuję. Kiedy mój nowy przełożony zaproponował mi udział w Dakar Toyota MTB Lubenia i zaprezentowanie się przed kibicami w nowej roli, dostałem wiatru w żagle i wystartowaliśmy z treningami. To był maj, więc trenowaliśmy bardzo pilnie aż do dziś. Cztery miesiące intensywnych przygotowań, to czas na zbudowanie całkiem fajnej formy a wieloletnie doświadczenie w ściganiu również bardzo mi pomaga! Bardzo dziękuję Serwisowi Bajka, który w tygodniu poprzedzającym wyścig ekspresowo naprawił moje tylne koło!

Wyścig miał swoją bazę w miejscowości Straszydle, obok szkoły, na rozległym zielonym terenie, w pobliżu zabudowań. Jest to świetna baza dla zawodników, ale również firm biorących udział w wydarzeniu (catering, kawiarnia, wystawcy). Trasa to ekstremalnie trudny teren, zbierający na około 40 kilometrach prawie 1500 m. przewyższenia. Podjazdy trwające do 5 minut i ciągłe zmiany tempa jazdy, przeplatające się z naprawdę trudnymi zjazdami, gdzie każdy błąd może sporo kosztować. Moje nastawienie do tego typu wyścigów jest konsekwentne od wielu lat: stawiam na bezpieczeństwo i wygodę. Waga sprzętu to dla mnie drugorzędna sprawa. Na starcie melduję się na swoim w pełni amortyzowanym rowerze Yeti SB 100 z oponami 2.25 od Pirelli oraz czterotłoczkowymi hamulcami Shimano XT na obu kołach.

Podczas pierwszych minut wyścigu staram się wyrównywać tempo, nie jechać zbyt forsownie, bo wiem, że granica 2 godzin nie jest do złamania w nowej, trudniejszej wersji trasy. Kiedy mijają pierwsze kilometry, widzę, że jeden z zawodników w ciasnych zakrętach nie jedzie w pełni dynamicznie i wychodzę na prowadzenie, robiąc kilka metrów przewagi. To zawsze zmusza rywali do jechania powyżej granic komfortu i pomaga mi oszczędzać siły. Niestety, na którymś ze zjazdów tracę z oczu strzałkę sugerującą jazdę w lewo i gubimy na moment trasę. Na szczęście wszyscy pojechali za mną: cała czołówka. Kiedy zorientowaliśmy się gdzie leżał błąd, nie kalkuluję, tylko wracam na trasę i jadę ile mam sił. Trzeba będzie się przebić przez kilku zawodników, którzy pojechali prawidłowo, ale są wolniejsi, takie manewry dodatkowo zużywają siły wyprzedzających.

Jedyną osobą, która poszła w moje ślady był Piotr Sajdak. Piotrka nikomu z branży nie trzeba przedstawiać: mocny pretendent do czołówki polskich maratończyków od wielu lat, 3 lata młodszy niż ja i po jego tempie pokonywania podjazdów, wiedziałem że nie będzie to niedzielna „bułka z masłem”. Wszystko co udawało mi się wypracować jazdą w dół, Piotrek niwelował na podjazdach. Po pokonaniu wspólnie 75% trasy, wiedziałem że nie dam rady w takim tempie jechać dalej. Na jednym z dłuższych podjazdów zostaję nieco w tyle i przewaga Piotrka zaczyna się powiększać. Należy dodać tutaj wzmiankę, że na trasie pojawiły się nowe sekcje zjazdowe. Niektóre były tak zaskakująco strome, że nawet my: zawodnicy którzy wiele już widzieli na wyścigach w Polsce i za granicą, mieliśmy problem z wyborem: chickenline czy trasa :) Naprawdę wielka zasługa w tym sprzętu, że wszystkie zjazdy pokonałem bezbłędnie i po wyznaczonej linii!

Do mety dojeżdżam na 2. miejscu, mam dwie minuty z okładem straty do lidera. Jak na pierwszy wyścig w tym sezonie, jest naprawdę dobrze!

Pełne wyniki

Dwa słowa trzeba jeszcze dodać o partnerze całego wydarzenia, rzeszowskim dealerze Toyoty: to bardzo dobra impreza, zrobiona w myśl marketingu z prawdziwego zdarzenia. Nie jednorazowy zryw a regularna współpraca, zero taniej reklamy i wciskania produktu a raczej budowa wizerunku opartego na współpracy i zaufaniu. Życzę każdemu dealerowi w Polsce, aby tak pojmował współpracę ze swoimi klientami.

Zabrakło mi tylko większej ilości atrakcji dla najmłodszych, wszyscy wiemy że ostatnie miesiące to był trudny czas w warunkach obecnej gospodarki, ale za rok, bardzo chętnie wrzuciłbym moich dwóch najmłodszych asów do basenu z piłkami! I możemy go zrobić nawet na pace Hiluxa!

Na sam koniec, chciałbym życzyć Piotrkowi owocnej walki o koszulkę Mistrza Polski Masters w najbliższy weekend w Bardzie! Trzymam za Ciebie kciuki!

COMMENTS

DISQUS: 0