Michał Ficek (CST Accent): “koszulka to koszulka” | MP XCM, Srebrna Góra / BAM, Wisła

HomeSport

Michał Ficek (CST Accent): “koszulka to koszulka” | MP XCM, Srebrna Góra / BAM, Wisła

W sobotę 11 września w Srebrnej Górze w ramach cyklu Bike Maraton rozegrane zostały Mistrzostwa Polski w maratonie MTB, które w kategorii elita padły łupem zawodników ekipy SGR Specialized. Mistrzem Polski został Filip Helta, a podium uzupełnili Karol Rożek i Piotr Konwa. W elicie kobiet bezkonkurencyjna była Maja Włoszczowska. W kategorii Cyklosport najlepszy okazał się Michał Ficek, który dodatkowo dzień później “poprawił” sobie stając na podium Bike Atelier MTB Maraton w Wiśle.


Komentarz postartowy:

Po czterech latach ponownie zakładam koszulkę Mistrza Polski Cyklosport w Maratonie MTB. W Wałbrzychu w 2017 roku cieszyłem się tak samo szczerze, jednak tegoroczne zwycięstwo smakuje zupełnie inaczej. Sinusoida mojej formy przez ostatnie lata ma tak dużą amplitudę i okres, że możliwość odświeżenia tych pozytywnych emocji jest na wagę złota. I ja wiem, że to tylko Cyklosport, ale koszulka to koszulka. Nie ja tą kategorię wymyśliłem, a ktoś wygrać musi. Sam jestem zdania, że prawdziwi Mistrzowie Polski są tylko w Elicie, dlatego z tego miejsca ogromne gratulacje dla Filipa Helty i całego SGR za niesamowity pokaz mocy. W moim przypadku tytuł ma wymiar symboliczny i jest nagrodą za drogę do celu, a nie samo jego osiągnięcie.

Odnośnie odczuć z trasy to, prawdę mówiąc, dla mnie wyścig rozpoczął się dopiero po pierwszej godzinie jazdy, kiedy zorientowałem się, że przyczyną niedziałającego napędu jest poluzowana oś tylnego koła. Szybka naprawa i mogłem rozpocząć przebijanie się do przodu z czwartej dziesiątki zawodników… Starałem się cały czas jechać równo i zachowawczo, co finalnie przełożyło się na dwunaste miejsce OPEN na mecie.

Po sobotnich emocjach, kolejnego dnia zdecydowałem się na start w Bike Atelier Maraton w Wiśle. Wyścigu w moich ukochanych Beskidach nie mogłem odpuścić. Od startu nogi delikatnie puste, jednak z biegiem czasu odnalazłem swoje tempo i finalnie na mecie melduję się na pudle OPEN z niewielką stratą. W tym roku nie jechałem trudniejszej i bardziej defektogennej trasy, co odczuły także moje opony. Na szczęście mleczko CST kilkukrotnie spełniło swoje zadanie, a ja tylko zaaplikowałem solidną dawkę sprężonego CO2 i kolejne zjazdy pokonywałem już tempem emeryckim…

Trudy weekendowego ścigania dały mi się we znaki, jednak mam to szczęście, że mogę sobie w poniedziałek wstać przed szóstą rano i pojechać na rowerze do pracy jak normalny człowiek.

Do zobaczenia za tydzień podczas 7R CST MTB Gdynia Maraton!

COMMENTS

DISQUS: 0