Krzysztof Łukasik (JBG-2 CryoSpace): “jazda w parze dodatkowo mobilizuje” | Andorra MTB Classic, La Massana

HomeKomentarzeSport

Krzysztof Łukasik (JBG-2 CryoSpace): “jazda w parze dodatkowo mobilizuje” | Andorra MTB Classic, La Massana

Czterodniową etapówkę Andorra MTB Classic w Pirenejach ekipa JBG-2 CryoSpace w składzie Krzysztof Łukasik i Kuba Zamroźniak po zaciętej walce zakończyła na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej. Po czterech dniach i ponad siedmiu godzinach “w siodle”, tylko o dwie minuty szybsza od dwójki Polaków była ekipa Team Bulls w składzie Martin Frey i Simon Schneller.


Poniżej komentarz postartowy Krzysztofa Łukasika podsumowujący rywalizację w Pirenejach:

W poprzednich “raportach z trasy” wspomniałem o przygodach jakie nas spotkały podczas prologu i pierwszego etapu Andorra MTB Classic. Na szczęście drugi dzień był dla Nas bardzo udany. Był to najdłuższy etap podczas całego wyścigu – 60km i 2000m przewyższenia.  Dzień zaczął się od solidnej, liczącej 22 km wspinaczki. Po godzinie od wyjazdu z Canillo, w mocno okrojonym składzie, znaleźliśmy się na wysokości 2322 m n.p.m. i powoli zaczęliśmy kierować się w dół. Po drodze, Hans Becking z hiszpańskiego zespołu Buff Scott musiał odpuścić z powodu jakichś problemów, w rezultacie czego na czele pozostały już tylko cztery zespoły. Po ciekawym singlu ponownie zawitaliśmy w Canillo, by zacząć finałową wspinaczkę na Coll d’Ordino. Nieśmiało przyznam, że tego dnia wziąłem na siebie rolę “szefa” i narzucałem tempo czołówce, co pozwoliło nam dosyć szybko zyskać znaczącą przewagę, którą utrzymaliśmy do końca trasy, wygrywając tym samym etap. Niezła jazda, połączona z drobnymi problemami zespołu Buff Scott Team, pozwoliła Nam wskoczyć na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. 

Ostatni dzień, podobnie jak poprzedni, zaczął się od prawdziwie maratońskiego podjazdu. Ku mojemu zdziwieniu, tempo od startu było stosunkowo wysokie. Niestety, trochę z lekkomyślności i może trochę z nieuwagi, na długiego singla prowadzącego pod górę wjechaliśmy jako piąty zespół. Zupełnie niespodziewanie, jadące przed nami “Bullsy” lekko popuściły koło i zawodnicy z teamu Willier odskoczyli na kilkanaście sekund. Trzeba przyznać, było widać, że chłopaki mają chrapkę na etapowe zwycięstwo. My, pomimo wszelkich starań, podjazd skończyliśmy z pewną stratą. Dopiero na długim, kilkunastokilometrowym zjeździe udało nam się doścignąć uciekinierów. Włosi, widząc nasze tempo na zjeździe, robili wszystko, aby w kolejnego singla wjechać przed nami. Tak też się “drocząc” dojechaliśmy wspólnie do Andory, skąd wydawało się, że mamy już stosunkowo łatwy odcinek do mety. Nieco ośmielony wygraną z poprzedniego dnia, starałem się dawać mocne zmiany, które w kluczowym momencie okazały się być zgubne. Zupełnie niespodziewanie, na 10km do mety, wyrosła przed Nami minutowa ścianka, na której musieliśmy odpuścić. Włosi, widząc naszą chwilę słabości “docisnęli” zyskując kilkanaście sekund, które dowieźli do mety. Nam pozostało się cieszyć z drugiego miejsca na etapie.

Taki sam wynik zanotowaliśmy w klasyfikacji generalnej, przegrywając z zawodnikami z Niemiec o dwie minuty. Można by sobie gdybać, jak zakończyłaby się rywalizacja, gdyby nie pech podczas czasówki, ale nie ma to chyba większego sensu. Cieszy niezła dyspozycja. Bez wątpienia była to ciekawa odmiana od startów XCO, których w tym sezonie zaliczyłem już kilkanaście. Myślę, że było to dobre przetarcie przed drugą częścią sezonu. Tym bardziej, że jazda w parze dodatkowo mobilizuje i często pozwala wykrzesać z siebie jeszcze “ciut” więcej.  

COMMENTS

DISQUS: 0