Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Harrachov Nova CUP, Czechy

HomeSport

Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Harrachov Nova CUP, Czechy

Katarzyna Hendrzyk Majewska (Euro Bike Kaczmarek Electric) – Maraton Lang Team, Krokowa / LLR, Góra
Wyniki – 13 – 14 września 2014
Ratujemy Puchar Polski?!
Komentarze postartowe 19(1)/2014
Mistrzostwa Świata MTB 2016 – sztafety [live]

Poniedziałkowy poranek w robocie… znów po czeskiej setce na powyścigowym kacu. Jakoś trzeba przeżyć… Sześć i pół godziny zmagań na trasie finału Pucharu Czech XCM w Harrachovie. 125km i ponad 3800m przewyższeń. Wyszarpane na ostatnich kilometrach 8. miejsce open!  Powoli można kończyć sezon, bo cele zrealizowane, a wyścig wyeksploatował siły do cna.

Startujemy o 7.00 po pokrytej szronem trawie. Jest w okolicy zera, więc uwzględniam większą ilość smaru rozgrzewającego. I tak zawsze jadę na krótko. Po starcie podjazd pod skocznię narciarską i zjazd przy stalowych schodkach technicznych, niegdyś używanych przez skoczków. Niektóre pomysły na trasę przypominają mi jakieś zakłady po sporej porcji czeskiego nomen omen piwa. W stylu „ja tu nie zjadę?”.

Poza samym nabijaniem przewyższeń i kilometrów trasa obfituje też w sekcje techniczne. Zjazd trasa DH w Spindlu, wjazd pieszym szlakiem po kamulcach na Odrodzenie i zjazd trasą enduro w stronę Przesieki, około 20km po singlach Rowerowe Olbrzymy, zjazd z Dwóch Mostów i szlak pieszy wzdłuż Kamiennej. Same klasyki. Trasę można znaleźć pod tym linkiem. Polecam przejechać nawet w formie turystycznej.

Od startu jadę z pięcioma Czechami i w niezmienionym składzie docieramy aż do Piechowic. Następnie czeka nas żółty szlak. Tak to ten, na który wszyscy tak się jarają, gdy pojawi się na Bike Adventure lub Bike Maratonie. Ale Czesi mają fantazję puszczać nim trasę… w przeciwnym kierunku! Od samej rzeczki w Piechowicach, aż do schroniska na szczycie.

Moi rywale na podjazdach nie puszczają koła nawet na metr. A zjeżdżają lepiej. W nogach mamy ponad 100km, pięć godzin ścigania i około 3tys w pionie. Masz opcję dojechania do mety i przepuszczenia pięciu pozycji lub atakowania, nawet najbardziej szaleńczo. Cisnę więc max pod Wysoki Kamień. Na szczycie mam 2 minuty przewagi, do mety 20 kilometrów izerskich szutrów, asfaltów głównie w dół. Za plecami siłę pięcioosobowego peletonu i wizję nieszczęśnika z wyścigu szosowego, który nigdy nie wiadomo po co ucieka, skoro zawsze go kasują przed metą. Pozostaje tylko jazda reszty dystansu aż do odcięcia. Ostatecznie kilometr przed metą dogania mnie dwójka zawodników z jednej drużyny. Trzech pozostałych jednak pokonuję i poza dyszką open jest to dodatkowy, mały sukces.

Dla mnie był to ostatni ważny wyścig tym sezonie. Wpadło naprawdę dużo ciężkich startów, a równa forma pozwoliła na uzyskanie praktycznie na wszystkich przyzwoitych wyników.  Lista maratonów i etapówek do przejechania w przyszłości wcale się nie skraca i za rok też będzie gdzie się ścigać.

COMMENTS

DISQUS: 0