Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Extreme MTB Challenge 2020, Głuszyca

HomeKomentarze

Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Extreme MTB Challenge 2020, Głuszyca

Krzysztof Łukasik (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Kamptal Klassik Trophy, Austria
Jarosław Wołosiuk (CryoSpace Olsztyn) – Milko Mazury MTB, Mrągowo
Podsumowanie Goodman Sokół Zator – SPP CX, Koziegłowy
Barbara Borowiecka (TKK Pacific Nestle Fitness Team) po trzech startach w Belgii
Gabriela Wojtyła (Superior Zator) – Puchar Świata XCO, Niemcy

Nie będzie ścigania, sezon stracony, bez sensu jeździć i trenować. A w ogóle to trzeba siedzieć w piwnicy, bo nie będzie niczego… Pamiętam te mądrości z kwietnia i maja. Właśnie przejechałem piąty stukilometrowy maraton w ściągu dwóch miesięcy. Po drodze dwie świetne etapówki i w sumie bawię się najlepiej od wielu lat. Wybrałem z kalendarza imprezy kierując się długością, sumą przewyższeń i ogólnie pojętą „fajnością”.

Po Ochotnicy był krótki odpoczynek. Potem Silesia Bike Marathon, gdzie na Pucharze Czech XCM udało mi się wbić w dyszkę Open. Tydzień temu dwudziesty na Malevilu. Ten weekend kończę ze zwycięstwem w Głuszycy. Rodzimy rynek maratonowy nie obfituje, mówiąc oględnie, w długie wyścigi. Więc już prawie dorobiłem się czeskiego obywatelstwa:) Jeśli pojawiła się możliwość przejechania ponad 100km i około 4 tys w pionie na rodzimym podwórku, nie mogłem odpuścić. Okolice Głuszycy znam od lat. Trasa jest naprawdę świetna. Mega pokręcona, pełna nagłych zwrotów akcji i urozmaicona. Przede wszystkim na jednej pętli i w całości w terenie. Na stu kilometrach przejeżdżamy niejako przez trzy krainy. Masyw Włodarza, zielony szlak graniczny i okolice Sokołowska. Zupełnie różna charakterystyka trasy, podłoże, krajobrazy. Wyszło mi 106 km, 3800 m i 5:49 czasu jazdy.

Wyścig w Głuszycy wygrałem już raz, dwa lata temu. W zeszłym roku zawodów nie ukończyłem (podobnie jak wszystkich ważnych startów w czerwcu i lipcu). Można zaliczyć kontuzję ręki, nogi czegokolwiek. Można i głowy… W pewnym momencie coś idzie nie tak i cała robota zaczyna się chrzanić. Ten rok jest za to bardzo udany. Sam wyścig przebiegał bez nagłych zwrotów akcji. Premiowana raczej „profesorka” jazda. Tempomat, cyferki, jedzenie, picie, dobra prędkość przelotowa i uważne, bezbłędne pokonywanie kilometrów. Duży plus za możliwość zostawienia swoich bidonów z doczepionym do nich ewentualnie żarciem na poszczególne bufety. Niskokosztowa, a bardzo przydatna dla zawodników opcja. Dzięki temu nie traciłem czasu na postoje i miałem daktyli pod dostatkiem. Organizacja i oznakowanie trasy bardzo dobre. Za tydzień jadę Rallye Sudety. Za dwa zwieńczenie sezonu w Harrachovie i na ten rok pod względem wyścigów będę chyba zaspokojony.

COMMENTS

DISQUS: 0