Trenażer Elite Suito – idealny nabytek do (małego) kolarskiego mieszkania

Trenażer Elite Suito – idealny nabytek do (małego) kolarskiego mieszkania

REKLAMA
Wystartował Tour de Bike Atelier – rywalizowano w Tychach i Kartuzach
Zacięta rywalizacja w Tour de Bike Atelier w Nowym Sączu
Ostatnie eliminacje Tour de Bike Atelier w Poznaniu i Dąbrowie Górniczej
Tour de Bike Atelier w Lubinie zdominowany przez triathlonistów
Trenażery tradycyjne, smart oraz interaktywne [2019]

Choć jesień nas póki co rozpieszczała i kazała po raz kolejny zastanowić się nad globalnym ociepleniem, sezon na człowieko-chomika zbliża się nieubłaganie. Dla tych co nie lubią zimna i błota przełajowych ustawek (jakiego zimna?!), a dojazd na tor do Pruszkowa uważają za skrajnie trudną misję (ze względów niekoniecznie odległości) pozostaje tylko on – król zimy – trenażer.

U mnie zaczęło się nietypowo – w maju tego roku. Przygotowując się na Nowy Targ Road Challenge i na narodziny syna, uciekłem przed deszczową aurą na Elite Direto w salonie.

Dziś, po kilku miesiącach, dostałem do testów najnowsze dziecko Elite  – Suito. Będzie to więc częściowo recenzja porównawcza.

Pierwsze wrażenie…

… jest bardzo dobre. Pudełko jest mniejsze, lżejsze (to akurat później okazał się minus), a w środku oprócz niemalże gotowego do pracy trenażera z kasetą (105 R7000 11-28) jest:

  • podstawka pod przednie koło,
  • zasilacz o dłuższym niż w Direto kablu (mała rzecz a bardzo cieszy),
  • komplet adapterów pod różne osie,
  • instrukcja,
  • darmowe kody na testy programów (w tym Zwift).

Nieźle!

Sam trenażer jest mniejszy, optycznie lepiej zaprojektowany (bardziej ergonomicznie umieszczone wtyki i diody), dzięki mniejszym nóżkom lepiej składający się (choć już Direto miał tu dużą przewagę nad konkurencją) i z wygodną rączką ułatwiającą przenoszenie (tu znów konkurencja bywa w tyle). 

Generalnie idealny nabytek do kolarskiego (małego) mieszkania.

Jazda!

Dzięki temu, że trenażer wystarczy wyjąć z pudelka, rozłożyć na bok nóżki i podpiąć zasilacz, pierwsza jazda odbywa się już po 10 minutach od wejścia do domu.

Na pierwszy ogień idzie nasz ulubiony Zwift, swobodna jazda po Watopii. 

Trenażer jest szybko znajdowany. Sam korzystam z Bluetooth, gdyż ANT+ na moim Mac czasem przerywa. Gdy podpinam trenażer tylko pod Garmina nie ma tego problemu, więc to ewidentnie problem z komputerem. O dziwo napotykam problemy z kalibracją – ta w Zwift się nie udaje, ale bez problemu przechodzi w myETraining, czyli aplikacji Elite. Możliwe że jest to kwestia poprawki w samym Zwift, która pojawi się niebawem.

Skalibrowany trenażer pokazuje waty stabilnie i zgodnie z oczekiwaniami Te, w porównaniu z pomiarem w pedałach, którego używam na co dzień, są minimalnie niższe – jest to oczekiwana strata na napędzie. Oznacza to, że trenażera można używać jako powtarzalnego narzędzie do monitorowania treningu.

ERG obciąża płynnie podczas podjazdów, podczas zjazdów, po puszczeniu korb małe koło zamachowe niestety powoduje że musimy mocniej rozkręcać, tutaj Direto ma odczuwalną przewagę – coś za coś, mniejsze koło za cenę bardziej kompaktowej konstrukcji.

Podobnie sprinty udaje mi się dociągnąć tylko do około 1000W podczas gdy na Direto 1200W+ spokojnie wskakiwało. Choć pewnie “spokojnie” to może nie to słowo ;)

A, no i nieco krótsze, pod kątem 45 stopni ustawione nóżki boczne są mniej stabilne niż te w Direto. Niemniej podczas wszelkich jazd, poza ekstremalnymi sprintami, nie czułem żadnego dyskomfortu z tego wynikającego.

Co do ogólnego hałasu to według mnie jest zbliżony do Direto. Niektórzy piszą, że ten model jest cichszy. Może, choć nadal potrafi obudzić mojego synka, więc w tym małym mieszkaniu mocne treningi odpadają.

Dodatkowo miałem szczęście korzystać ze specjalnej maty do trenażera, też marki Elite. Ta nie dość, że trochę wyciszała całą maszynę – głównie tłumiąc drgania, co zapewne najważniejsze było dla sąsiadów z dołu, to ładnie chroniła parkiet przed strugami potu. Wg mnie absolutnie konieczny dodatek do każdego trenażera.

Kolejny trening to już klasyczny trening „na krokach”. Parafrazując Amerykanów – „chleb i masło” kolarskich przygotowań.

Interwałowy trening VO2 max – 30/30, sprawnie przygotowany w kreatorze Zwift. Tutaj serie 30 sekundowe mocnej jazdy przeplatane są z tyle samo trwającym odpoczynkiem.

I tutaj widać jasno ze ERG w Suito działa i szybciej i płynniej niż w Direto. Oznacza to tyle że początek i koniec interwału dużo bardziej precyzyjnie zbiega się z tym wyznaczonym w treningu. Jeśli jednak miałbym się do czegoś przyczepić, to w Suito moc bardziej „faluje” niż w Direto – znów kwestia mniejszego kola zamachowego. Ale ogólnie całość oceniam na plus.

Na koniec:

Podoba mi się filozofia firmy Elite, która dostarcza „mądre” (znaczy smart) trenażery w konkurencyjnej cenie. Poprzez mądre mam także na myśli, takie które łatwo złożyć, przenieść i schować np. do szafy, a które nawet rozłożone są dostatecznie ciche i coraz bardziej estetyczne – szczególnie to widać porównując wygląd Direto i Suito, oczywiście na korzyść tego ostatniego.

Podczas używania, choćby w salonie – nie przeszkadzałem domownikom (no może poza wspomnianym bąblem ;). Firma Elite zdaje się rozumieć, że nie każdy z nas ma luksus tzw. pain cave.

Suito ogólnie mi się spodobał i bez wahania polecam go wszystkim, poza najbardziej wymagającymi kolarzami. Jeśli chcesz przetrwać zimę pod dachem, a jednocześnie zrobić nogę na wirtualnych treningach i wyścigach – chyba nie ma tańszej, sensownej opcji. Jeśli jednak zależy Ci jednak na jak najlepszym odczuciu jazdy, większe koło zamachowe będzie niezbędne.

Sugerowana cena: 2 899 PLN

Więcej informacji o Elite Suito znajdziesz na stronie elite-trenazery.pl.

COMMENTS

DISQUS: 0