Udane Bike Adventure dla zawodników IM Motion Specialized Skoda Gall ICM

Udane Bike Adventure dla zawodników IM Motion Specialized Skoda Gall ICM

Amator donosi: “RRRR!” – Bike Adventure #4, Szklarska Poręba
Amatorzy donoszą: „Ja nie wstaje…” Bike Adventure, Etap IV
Wojciech Halejak (JBG-2 CryoSpace) – CryoSpace Bike Adventure, Szklarska Poręba
Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Bike Adventure, Szklarska Poręba
Na półmetku Bike Adventure. Dwa etapy za nami

Właśnie rozpakowujemy torby po bardzo udanym Bike Adventure. Nie ulega wątpliwości, że to najbardziej prestiżowy i najmocniej obsadzony kilkudniowy wyścig MTB w Polsce, który nie dość, że gromadzi na starcie bardzo mocnych zawodników, to jeszcze oferuje trasy, które sprawdzają nogę i przygotowanie technicznie w 100%. Poza tym, daje po prostu mnóstwo frajdy.

My tę frajdę nieco sobie urozmaiciliśmy o mocną sportową rywalizację. Drużynowo udało nam się wygrać generalkę w składzie (Marcin Kawalec, Marcin Mokiejewski, Piotr Berdzik i Andrzej Onyśko). Nie próżnowaliśmy też w klasyfikacji solo, ,,Kawal” do końca walczył o triumf na prestiżowym najdłużsym dystansie PRO, by ostatecznie zająć drugie miejsce w swojej pierwszej etapówce w życiu! Popularny Mop rozkręcał się z dnia na dzień i wprawdzie ostatecznie był 5. Open, ale do podium brakło ledwie minuty z małym okładem… Piotrek, nasz najbardziej doświadczony w wielodniowym ściganiu zawodnik, skończył 9. Open, ale jednocześnie ogolił kategorię M3. Andrzej pojechał dobry, równy wyścig, a widoczni byliśmy też na krótszym dystansie Classic, gdzie Łukasz Reiter plasował się w czołówce na każdym z etapów.

Co ciekawe, Kawal i Piotrek jechali na Epic’ach Fullach, a Mopu na Epic’u HT. Z relacji Piotrka wiemy, że oba Marciny zjeżdżali jak natchnieni. Patrząc na ich czasy, to generalnie widać, że poziom jest niebotyczny i gaz szedł po prostu przez całe 4 dni.

Kilka słów komentarza od naszych zawodników:

Marcin Kawalec – 2. Open dystans PRO

Etap I starałem się jechać zachowawczo gdyż doświadczeni koledzy przestrzegali mnie abym nie jechał 100%  pierwszego dnia, gdyż zapłacę za to w dniu następnym … oraz kolejnym … Jednak samopoczucie było dobre i  noga kręciła się rześko aż do około 50km gdzie na końcówce popularnej “katorgi” nagle wybiło mi korki. Rywale odjeżdżali w oczach, a resztę szutro-strad, aż do mety zmuszony byłem pokonywać solo na sporej bombie. Etap ten ukończyłem ze sporą – ponad 5 minutową stratą do lidera. Zapewne był to efekt przekroczenia magicznej granicy 2:30h – gdyż tyle zazwyczaj trwają maratony dystansu Mega do których jestem fizycznie przygotowany. Na mecie dochodziłem do siebie dobre 30 min, nie licząc ogromnego bólu pleców.

Etap II z małymi problemami technicznymi m.in. poluzowaną linką od przerzutki udało się ukończyć w top 3 z niewielką stratą do zwycięzcy  Macieja Stanowicza.

Etap III okazał się tym, co tygryski lubią najbardziej czyli trudne zjazdy i kręte single na których współpracując wraz z Oskarem Plucińskim zrobiliśmy sporą przewagę nad rywalami. Po tym etapie wskoczyłem na 3 miejsce w tabeli generalnej ze startą ~1:20 do drugiego miejsca.

Etap IV rozpoczął się piekielnym tempem, gdyż każdy chciał jako pierwszy wjechać na fragment singli “Olbrzymy” zaczynający się od 10km. Był to decydujący moment, na którym wraz z Oskarem i Mop’em meldujemy się jako pierwsi i wspólnie pokonujemy około 20km trudnych singli czerpiąc z nich wielką przyjemność – kwintesencja MTB. Na metę tego etapu przyjeżdżamy całą trójką w kilkusekundowych odstępach. Teraz włączam stoper i wypatruję kolejnych zawodników… Jest! Udało się powiększyć przewagę i w generalce przesuwam się oczko wyżej, na 2 miejsce. Była to dla mnie pierwsza etapówka MTB w życiu, nie byłem świadom jak zachowa się mój organizm, jak zareaguję na zaledwie 22 godziny czasu na regenerację z etapu na etap oraz jak będzie kumulowało się zmęczenie.

Resumując: 4 etapy | 235km | 6300m przewyższenia | 10h:58min:11s  ścigania | 04min:31s  straty do lidera| 0 defektów | 1 gleba | 20 wypitych bidonów | 16 zjedzonych żeli | ~10 000 spalonych kcal | 825 TSS | 270 – 290 NP z każdego etapu |

Marcin ,,Mop” Mokiejewski – 5. Open dystans PRO

Dla mnie wyścig “ułożył” się już na pierwszym etapie, gdzie dzięki temperaturze, za dużemu ciśnieniu w oponach, paru małym problemom technicznym, kompletnemu zdechnięciu już na starcie i natychmiastowemu zgubieniu czołówki udało się stracić, wybitnie wręcz, ok. 11minut. Następne etapy szły coraz lepiej i paradoksalnie czułem się na nich coraz mocniej. Jak pokazały wyniki, zdecydowanie na moją korzyść były bardziej techniczne odcinki, single i zakrętasy, szczególnie etap 3. i 4. gdzie udało mi się odrobić jakieś 10 min do 3. miejsca w generalce. Co i tak niestety nic nie pomogło i ukończyłem ściganie na 5 pozycji.

Ogólnie wyścig super, straszny ognień na każdym metrze, trasy bardzo fajne, szczególnie ostatni etap, który dla mnie był esencją tego jak powinny wyglądać trasy maratonów. Poza tym szczęśliwie brak większych awarii i dzwonów zarówno u mnie, jak i kolegów z teamu, co chyba jest najważniejsze. Wszystkie minusy wyścigu są po mojej stronie, szczególnie pomysł jechania tam hardtailem oraz brak zdecydowanego ataku i pchania się łokciami na czub już od startu, bo jak się okazało byłem w stanie się tam utrzymywać i mogłem na luzie zakończyć rywalizację na 3. miejscu.

Piotrek Berdzik – 9. Open dystans PRO

To był mój siódmy z rzędu Bike Adventure i zapewne nie ostatni. Formuła tej etapówki po prostu mi leży – baza wyścigu w jednym miejscu, etapy takiej długości, że pozwalają się wyjechać do zera, ale nie są walką o przetrwanie i zostaje jeszcze czas dla rodziny i przyjaciół, piękne Izery i Karkonosze. W dodatku Organizator nie spoczywa na laurach i każdego roku wprowadzane są jakieś zmiany w trasach i tak choćby w tym roku 3 i 4 etap zostały wzbogacone o nowe single Olbrzymy.

Brawa dla Orga za odwagę – ostatni etap był naprawdę wymagający technicznie, momentami byłem w szoku, że jestem na trasie maratonu mtb i podejrzewam, że nie tylko ja. Pomimo sporego zmęczenia bawiłem się jednak przednio, duża w tym zasługa Epica, którego świetne prowadzenie i Brain pozwalają skoncentrować się na trasie i poczuć prawdziwy flow. Jestem całkiem zadowolony ze swojej jazdy – pierwsze dwa etapy pojechałem mocno, przez co nacierpiałem się trochę na ostatnich dwóch, ale z doświadczenia wiedziałem, że ciężko odrabiać straty. Udało mi się wygrać swoją kategorię wiekową, co cieszy tym bardziej, że na prowadzenie wychodziłem dopiero w końcówce każdego z etapów. Wielkie gratulacje dla chłopaków z teamu – rozkręcali się z każdym dniem i aż szkoda, że BA to tylko 4 dni, bo pewnie by pozamiatali rywali w kolejnych dniach.

Łukasz Reiter – 12. Open dystans Classic

Pierwsze dwa etapy były dla mnie walką z samym sobą. Tropikalna temperatura i tempo narzucone przez przeciwników nie dały szansy wspiąć się na podium w kategorii wiekowej. Noga rozkręciła się na trzecim i czwartym etapie. Pozwoliło to bawić się na ciekawych trasach, wymagających, technicznych zjazdach oraz stromych podjazdach.

Organizator zapewnił super zabawę i wysoki poziom organizacji zawodów.

COMMENTS

DISQUS: 0