Amator donosi: “to nie była letnia przejażdżka” – Mazovia 24h Marathon, Zagnańsk

HomeRelacje

Amator donosi: “to nie była letnia przejażdżka” – Mazovia 24h Marathon, Zagnańsk

Amator donosi: “u nas wykrzykniki nie są w przypadkowych miejscach” – Ochotnica MTB 4 Towers #3
Amator donosi: Gwiazda Południa #1
Amator donosi: “wynik poniżej możliwości zawsze boli” – Bike Maraton, Zdzieszowice
Amator donosi: “Banany wywołują mieszane uczucia” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Miedziana Góra
Amator donosi: “dobry rozjazd to podstawa treningu” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Masłów Ciekoty

W miniony weekend w Zagnańsku koło Kielc odbył się jedyny w swoim rodzaju maraton. Maraton trwający całą dobę, Mazovia24h organizowany przez ekipę Cezarego Zamany od kilkunastu(!) już lat.

Decyzję o starcie w tej imprezie podjąłem na początku roku zachęcony pozytywnymi opiniami dotyczącymi nowej lokalizacji, a w szczególności trasy. Ponieważ dwukrotnie, w poprzednich latach startowałem w Krubinie byłem bardziej niż ciekaw jak to będzie w bardziej pofałdowanym niż Mazowsze terenie.

W sobotę, 22.06 pobudka o 6 rano, dopakowanie potrzebnych rzeczy i w drogę. W miasteczku melduję się o 9:30 i tu pojawia się (w moim przypadku jedyny) zgrzyt. Otóż okazuje się, że pole namiotowe należące do „partnera” wydarzenia jest płatne. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby dalej nie okazało się, że koszt pobytu na miejscu jednej osoby i jednego samochodu to 30zł (koszt jednej doby to 15zł, a z nie do końca jasnych przyczyn Pan w kasie liczył każdemu po dwie doby). Niby nie dużo, ale jest to jakiś niesmak. Oczywiście można było ulokować się na darmowej polance, ale pole namiotowe oferowało zwyczajnie więcej miejsca. To na szczęście nie było najważniejsze, bo kto zamierza spać w taką noc?

Po ogarnięciu się na miejscu szybki odbiór numeru startowego i chipa, montaż ich na rowerze i czekam na start. Punktualnie o 12 startujemy do swoich rowerów (star w formule le mans – biegniemy do rowerów ułożonych w wyznaczonym miejscu), po krótkim biegu wskakujemy i ruszamy na rundę! Trasa w mojej opinii (amatora w pełnym tego słowa znaczeniu), jak na taki wyścig trudna. Pierwszy mocny akcent to długi, niekończący się odcinek szutrowy prawie cały czas pod górę, następnie singiel przez las (to nowy odcinek w stosunku do poprzedniej trasy, na który wielu zawodników narzekało). Fakt, dawał się we znaki głównie przez wszechobecne korzenie oraz błoto, które nie ułatwiały płynnej jazdy bądź co bądź pod górę. W gruncie rzeczy jednak nie głosowałbym za usunięciem tego odcinka z trasy. Zjazd, który czekał na nas w tej części trasy rekompensował trud dostania się w to miejsce. Następnie przyjemne leśne single, wyczerpujący podjazd z krótkim asfaltowym odcinkiem i kolejny szybki zjazd. A od tego miejsca tylko kilkaset metrów do mety (mój ulubiony odcinek). Za zjazdem w lewo, szybki odcinek po lokalnej drodze kończącej się asfaltem, w prawo przy schodkach, zjazd ze skarpy, w lewo po kładce i jesteśmy w miasteczku. Tam stały doping kibiców i zawodników odbywających właśnie przerwy (wiadomo, taktyka ?). Trasa wg. mnie miała wszystko co powinna, może rzeczywiście singiel w lesie był zbyt męczący, ale z drugiej strony nikt nie mówił, że to będzie letnia przejażdżka. Wg wskazań GPS pętla miała około 15,5km długości i 170m w pionie.

Podczas gdy zawodnicy walczyli na trasie, w miasteczku panował ciągły ruch. Lokalne Koło Gospodyń Wiejskich serwowało posiłki dla zawodników (ryż z jabłkiem i cynamonem jako podwieczorek, makaron z sosem pomidorowym na kolację oraz naleśniki jaki śniadanie). Odbywał się również wyścig dla dzieci, a wieczorem puszczanie wianków zgodnie z lokalnymi, tradycyjnymi obrządkami Nocy Świętojańskiej. Oczywiście ognisko i bufet dostępny przez 24h.

Podsumowując, całą imprezę uznaję za udaną i godną polecenia dla każdego kto chce sprawdzić siebie, swoje możliwości i przeżyć fajną przygodę (dla nie zdecydowanych: w tym samym czasie i na tej samej trasie odbywała się również rywalizacja na dystansie 12h). To też świetna możliwość spędzenia weekendu ze znajomymi, którzy niekoniecznie jeżdżą na rowerach. Sprawa jest prosta: zabierasz znajomych, oni mogą się zrelaksować przy grillu, nad wodą, a jednocześnie być Twoim wsparciem tak technicznym jak i mentalnym. No a przede wszystkim, z bliska zobaczyć i poczuć, dlaczego co weekend gnasz te kilkadziesiąt kilometrów, żeby ścigać się z innymi wariatami ?

Być może wrócę za rok, żeby poprawić wynik z tej edycji! do zobaczenia na trasie!

COMMENTS

DISQUS: 0