Michał Topór (Superior Zator) – Puchar Szlaku Solnego Lubaszowa

HomeKomentarze

Michał Topór (Superior Zator) – Puchar Szlaku Solnego Lubaszowa

Adrian Jusiński (TRW MTB Team) – Mała Liga XC, Celestynów / Mazury MTB, Mikołajki
Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski) – Górale na Start UCI C1, Warszawa
Maxime Marotte (Cannondale Factory Racing) – Copa Catalana Internacional, Banyoles, ES
Puchar Świata i Bike Maraton w wykonaniu zawodników Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team
Michał Topór (Superior Zator) – Puchar Szlaku Solnego, Termy Chochołowskie

Tegoroczny sezon jest dla mnie wyjątkowo obfity w wyścigi wpisane do kalendarza UCI, zarówno w naszym kraju, jak i poza jego granicami. Głównie z tego powodu brakuje więc czasu na starty w mniejszych zawodach, które również potrafią przecież dostarczyć dużo frajdy. Szczęśliwie, w ostatni weekend nadarzyła się ku temu okazja, w dodatku niedaleko od mojego domu – żal więc było nie skorzystać i nie wybrać się na czwartą eliminację tegorocznego Pucharu Szlaku Solnego, zorganizowaną w gminie Tuchów przez Grupę Kolarską 4BIKE.

Pierwsze okrążenia wyścigu – jak widać jechało nas razem całkiem sporo

Ostatni raz w tej lokalizacji miałem okazję startować dwa lata temu, a trasa przeszła od tego momentu kilka modyfikacji. Najbardziej charakterystyczny element, czyli długi asfaltowy podjazd, przekształcający się najpierw w betonowe płyty, a następnie w polną drogę pozostał bez zmian. „Właściwa” część, znajdująca się w lesie została jednak mocno rozbudowana i usiana niezliczoną ilością ciasnych zakrętów pomiędzy drzewami oraz nierównościami terenu. Przyznam szczerze, że podczas pobieżnego kółka zapoznawczego przed wyścigiem, niespecjalnie przypadła mi do gustu, ale chyba głównie dlatego, że ‘sekcja leśna’ jest dość wymagająca i trudna do przejechania płynnie za pierwszym razem. Po kilku następnych okrążeniach na wyścigu zaczęło mi się bardzo podobać.

W tle miasteczko zawodów

Po starcie szybko okazało się, że dwaj moi potencjalnie najgroźniejsi rywale, czyli Staszek Nowak oraz Jarek Żur bardziej niż efektywną jazdą zainteresowani są pilnowaniem mnie – muszę przyznać, że zabrali się do tego całkiem sprytnie, nie pozwalając abym wjechał pierwszy do lasu, gdzie następnie swobodnie mogli zwolnić i oszczędzać siły na następne okrążenie i ponowną walkę o wjazd na kręte sekcje. Z tego też powodu, pierwsze kilka okrążeń przejechaliśmy w dość licznej grupce, która z siedmiu osób stopniała następnie do czterech.
Widząc co się dzieje, początkowo planowałem po prostu jechać spokojnie i czekać na rozwój wypadków, jednak na czwartym okrążeniu straciłem niestety cierpliwość i zaatakowałem na zjazdowym odcinku powracającym do mety. W połączeniu z mocniejszym akcentem na początku następnego okrążenia, poskutkowało to zredukowaniem naszej grupki do dwóch osób – mnie oraz Staszka.
Na przedostatnim okrążeniu, pod koniec asfaltu Stanisław bardzo mocno przyspieszył i odjechał mi na kilkadziesiąt metrów przed wjazdem do lasu. W tym momencie przemknęła mi przez głowę myśl, że „już pozamiatane”, błyskawicznie została jednak wyparta przez inną – „Ucieknie to ucieknie, jedziesz do końca, bo tak trzeba i kropka”. Ku mojemu własnemu zdziwieniu, udało mi się skasować ucieczkę niedaleko przed początkiem zjazdu, przejechałem jednak dość wyścigów, aby być pewnym, że na następnym, ostatnim okrążeniu czeka nas powtórka z rozrywki.
Tak też się stało – ponownie Staszek odjechał mi na płytach oraz łące, a mnie jakimś cudem ponownie udało się go dogonić na leśnych singlach. Tym razem jednak dorzuciłem coś od siebie i na finałowy zjazd wjechałem jako pierwszy, a tam mogłem czuć się już dość bezpiecznie i rzeczywiście – do mety udało mi się przyjechać z kilkunastosekundową przewagą. Nigdy nie byłem dobry w szachy, ale wyjątkowo mi się udało.

Podium wyścigu Elity

Na koniec chciałbym pochwalić organizatorów całego wydarzenia, czyli wspomnianą już wcześniej Grupę Kolarską 4BIKE, gdyż przygotowali naprawdę dobrą imprezę. Trasa wytyczona została z należytą starannością, wszystko zostało przeprowadzone punktualnie, na miejscu nie zabrakło innych atrakcji (szczególnie wypieki domowej roboty przypadły mi do gustu), a do tego oprócz regulaminowych nagród finansowych, postarano się także o bardzo fajne upominki rzeczowe. Ogólnie rzecz biorąc, wielki kciuk w górę ode mnie. Może czas na powrót do kalendarza Pucharu Polski..?

Sezon wchodzi w swoją decydującą fazę – do Mistrzostw Polski pozostał już tylko niespełna miesiąc. Tymczasem jak zwykle zapraszam do śledzenia moich przygotowań na moim Facebook’u, Instagramie oraz Stravie – do zobaczenia :)

COMMENTS

DISQUS: 0