Amator donosi: Maja Race według Kuby “RAT’a”

Amator donosi: Maja Race według Kuby “RAT’a”

Amatorzy donoszą: “to tylko defekty, jedziemy dalej!” – Sudety MTB Challenge, Etap II
Amator donosi: “Banany wywołują mieszane uczucia” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Miedziana Góra
Amator donosi: “dobry rozjazd to podstawa treningu” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Masłów Ciekoty
Amator donosi: “Jesteś mgłą. Stań na peronie, znajdę tobie miejsce w wagonie…” – Bike Maraton, Wisła
Amator donosi: “DNF, ale była walka do końca” – Bike Atelier MTB Maraton, Rybnik

Witam serdecznie wszystkich czytelników w mojej pierwszej relacji z zawodów na portalu mtb-xc.pl. Chyba nie ma lepszej możliwości, żeby debiutem był opis najlepszych zawodów w tej części Europy, a jest nim niesamowity wyścig “Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska MTB Race XCO UCI HC 2019”, który już od kilku lat przyciąga zawodników i zawodniczki z ścisłej czołówki świata!

Słowo “niesamowity”, które przytoczyłem w powyższym akapicie odnosi się do jednej z najlepszych tras w całym cyklu wyścigów cross-country, uroków otaczającej przyrody, możliwością poznania zawodników z całego świata i oczywiście przybicia piątki z Mają Włoszczowską.                     

Teraz czas na trochę krytycznych uwag odnośnie wyścigu:

  • brak możliwości startu kategorii masters/amator, która u naszych południowych sąsiadów jest bardzo dobrze rozwinięta i występuje na każdym Pucharze Czech (nawet na trasie w Pec pod Sněžkou, której charakter techniczny jest podobny jak przy Pałacu Paulinium).

Może zamiast organizacji maratonu, władze wyścigu powinny zrobić trzydniową imprezę poświęconą tylko wyścigom XCO!

*Proszę obudźcie się organizatorzy i w przyszłym roku dajcie możliwość wystartowania pasjonatom (amatorom/mastersom), którzy są motorem wzrostu rynku rowerowego!

  • sprawę z błędem sędziów zostawię bez komentarza…

Chciałbym przejść teraz już do szybkiego opisu weekendowego ścigania z mojej perspektywy. W Jeleniej Górze zjawiłem się w piątkowe popołudnie i od razu pojechałem na objazd trasy, którą bardzo lubię ze względu na dużą ilość głazów. Wjeżdżając na trasę zobaczyłem jadącego Ondrej’a Cink’a, który robił okrążenie w szybkim tempie, więc siadłem mu na przysłowiowe “koło”. Podjeżdżanie w tempie zawodnika z TOP 10 rankingu UCI, było dość ciężko, ale zjeżdżanie i pokonywanie technicznych elementów On-Sight było czymś niesamowitym, a jak jeszcze doganiasz zawodnika z czołówki świata to, aż banan pojawia się na twarzy.

Film z wykonanego whipa na rock-gardenie w wersji slow-mo:

Sobota – dzień wyścigu rozpoczynam szybką modyfikacją nowej maszyny do ścigania, której jeszcze dobrze nie poznałem, a po piątkowym objeździe stwierdziłem, że muszę obniżyć mostek, bo na stromych podjazdach jakich jest bardzo dużo na tej trasie, przednie koło traciło kontakt z podłożem. W przerwie między wyścigami młodszych kategorii, a kategorią Elita Kobiety, szybko pojechałem sprawdzić jak rower zachowuje się na podjazdach i co najważniejsze dla mnie, czy dobrze się prowadzi. Okazało się, że idealnie trafiłem z ustawieniami i mogłem wrócić jeszcze na posiłek przed startem.

Po 15.00 wyjechałem z trenażerem na barku w stronę startu, a po chwili okazało się, że niepotrzebnie brałem go, bo miałem dość spory dystans do miejsca docelowego plus jedno porządne wzniesienie, gdzie rozgrzewali się najlepsi z kategorii Elita Mężczyzn.

Koło godziny 16.00 zostałem wywołany do przydzielonego mi sektora, a był nim ostatni, ponieważ nie posiadałem żadnych punktów UCI (licencję kolarską wyrobiłem tylko dla możliwości startu w wyścigu Maja Race).

“10,…,3,2,1,start” – ruszyliśmy na chaotyczne ściganie. W planie miałem zrobić whip’a na pierwszej sekcji muld połączonych z rock garden’em, ale tłok był taki duży, że zrezygnowałem z niego i na kolejnych rundach uskuteczniałem dobrą zabawę.

Gdy zjechaliśmy z okrążenia rozjazdowego i wjechaliśmy na pierwszy techniczny element jakim jest drop z wielkiego głazu, rozpoczęły się prawdziwe kolejki jakie możemy zaznać na wyprzedażach w supermarketach.

Nie lubię się pchać, a szczególnie schodzić z roweru (pewnie jest to przyzwyczajenie z lat spędzonych w Enduro, gdzie od czasu do czasu wyprzedza się jakąś osobę), więc kilka chwil musiałem poświęcić na trening umiejętności panowania nad rowerem i po minięciu zatoru, mogłem zaprezentować się czekającym kibicom i fotografom.

Po pierwszym okrążeniu doszedł do mnie dziwny dźwięk pochodzący z środkowej części ramy, a powodem było odkręcenie się koszyka bidonu, który musiałem zdemontować, bo bardzo przeszkadzał podczas pedałowania. Dzień był bardzo ciepły, więc nie zdecydowałem się na jazdę na sucho, a to skutkowało jazdę z bidonem w tylnej kieszonce koszulki.

Najśmieszniejszym elementem usterki, był brak pamięci o nieposiadaniu koszyka i co chwilę zamiast wsadzać butelkę do tylnej kieszonki próbowałem szukać wyrzuconego uchwytu. Picie w czasie jazdy było bardzo problematyczne i powodowało utratę czasu.Z rundy na  rundę coraz lepiej się czułem, ale start z tak dalekiej pozycji był skazany na zejście z trasy spowodowany przepisem 80%, a zawodnikiem, który mi to uczynił, był nasz południowy przyjaciel Ondrej Cink, który chyba za piątkowe doganianie na zjazdach, chciał mi się zrewanżować. Sądzę, że gdyby nie usterka i duże kolejki na początku rundy, byłbym w stanie przejechać jeszcze jedną rundę lub nawet dwie i zakończyć wyścig z solidniejszym wynikiem. Mój rezultat jaki uzyskałem na tegorocznej edycji Maja Race to 28 miejsce na 39 startujących z stratą -2 okrążeń.

Na deser dodam, że w czasie pokonywania ostatniego stromego podjazdu przed zakończeniem ścigania jakiś zawodnik z WKK krzyczał do mnie, żebym przepuścił go na zjazd, więc nie chcąc się kłócić, puściłem go przodem, ale kolarz chyba przeliczył swoje możliwości zjazdu, bo prawie na pierwszym zakręcie wywrócił się, a to by spowodowało również moją wywrotkę. Takie zdarzenie zmusiło mnie do mocniejszego przyciśnięcia na ostatnim przegibku, by wyprzedzić go i włączyć tryb flow na moim ulubionym fragmencie, który prowadził na skocznie, gdzie najlepiej wykonywało się whip’a.

Wyścig zaliczam do udanych, dzięki któremu mogę dopisać sobie kolejne cenne doświadczenie, które w dyscyplinie cross-country jest bardzo ważnym elementem.

Po zakończeniu ścigania był czas do porozmawiania z jednym z najlepszych i najsympatyczniejszych zawodników w Polsce, czyli Michałem Toporem.

Teraz czas na chwilę przerwy od startów i skupienie się na sferze edukacyjnej, a już 16 czerwca możecie mnie spotkać na Pucharze Czech XCO w Bedřichov’ie, gdzie Góry Izerskie oferują cudowne widoki i jeden z najlepszych odcinków technicznych w Pucharze Czech.

COMMENTS

DISQUS: 0