Amator donosi: “u nas wykrzykniki nie są w przypadkowych miejscach” – Ochotnica MTB 4 Towers #3

Amator donosi: “u nas wykrzykniki nie są w przypadkowych miejscach” – Ochotnica MTB 4 Towers #3

Amator donosi: “dobry rozjazd to podstawa treningu” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Masłów Ciekoty
Amator donosi: “czego chcieć więcej?” – Kellys Cyklokarpaty, Brzozów
Amator donosi: “pierwsze w tym roku góry szybko weryfikują co kto ma” – Puchar Strefy MTB Sudety, Bardo
Amator donosi: “bo brudne dzieci to szczęśliwe dzieci” – Gorce Champion, Waksmund, Łopuszna
Amator donosi: Puchar Strefy MTB Sudety – Podziemia Osówki, Głuszyca

Nadszedł czas na najcięższe wyzwanie trzydniowej przygody w Ochotnicy Dolnej. Start ostatniego etapu zaplanowany był na godzinę 9 czyli najwcześniej ze wszystkich, ponieważ miał być najdłuższy i najcięższy z dotychczasowych. Wystartowaliśmy spokojnie po asfalcie, żeby już po kilku kilometrach zacząć wspinać się po raz pierwszy na Lubań. Podjazd długi żmudny ale na szczęście wszystko do wjechania. Samego szczytu nie zdobyliśmy, ale nic straconego. Jak to mówią “co się odwlecze to nie uciecze”. Zjazd do Grywałdu, ze zmieniającym się podłożem, trochę singlowo, trochę szerokich szutrów, no i oczywiście kamienie i korzenie też występowały jak zawsze w tym terenie. Na dole bufet, trochę asfaltu, nawrotka i dzida pod górę.

Znowu podjazd na Lubań, tym razem na sam szczyt. Około 8 km non stop pod górę, na szczęście z wypłaszczeniami. Bardzo odpowiada mi taka charakterystyka podjazdu, gdzie występują zarówno strome ścianki jak i wypłaszczenia, gdzie można rozkręcić zakwaszoną nogę. Na szczycie sporo kibiców, nie wiem czy to przypadkowi turyści czy pasjonaci ale potrafili dodać otuchy. Nadszedł czas na karkołomny zjazd w stronę Kluszkowców. Ciężki, strasznie stromy, momentami powymywany przez ulewy. Wytrzepało mnie konkretnie, na tyle że na samym dole trochę przestrzeliłem zakręt, a później zdarzyła mi się kraksa, bo nie zauważyłem wykrzyknika. Tak jak mówił organizator, Pan Cezary “u nas wykrzykniki nie są w przypadkowych miejscach”. Na szczęście nic poważnego się nie stało.

Kolejna część trasy pokrywała się ze zmaganiami na Cyklokarpatach w Kluszkowcach. Asfalty i początek ostatniego podjazdu w stronę Lubania. W najcięższym momencie podjazdu ( tam skąd są najładniejsze zdjęcie na Cyklokarpatach) stał “Zbawiciel” – mężczyzna ze szlauchem, polewający nas zimną wodą. W ten upalny dzień na odsłoniętym ponad 20 procentowym podjeździe. Jest to genialna inicjatywa tego Pana. W imieniu wszystkich zawodników kierujemy do niego serdeczne podziękowania i gratulujemy inicjatywy. Później bufet przed rozjazdem, interwałowy odcinek z tendencją wznoszącą w kierunku Lubania i zjazd do Ochotnicy. Początek tym samym odcinkiem, którym podjeżdżaliśmy na początku, ale od połowy przeszedł w kręty a zarazem bardzo szybki singiel.

Na mecie czekały na każdego medale pamiątkowe i tradycyjny wypasiony zestaw bufetowy “co kto lubi”. Tym razem jako gorący posiłek serwowane było leczo lub pierś z kurczaka z ryżem i surówką z marchewki, mniaaaam.

Podsumowując trzydniową imprezę organizowaną przez rodzinę Szafraniec oraz współtowarzyszy nie mogę wyjść z podziwu. Była to jedna z najlepszych imprez kolarstwa górskiego, na których kiedykolwiek miałem okazję być. Organizatorzy są dostępni dla każdego ZAWSZE, kiedy nie podejdziesz i nie zapytasz, o cokolwiek, zostanie udzielona ci odpowiedź. Spiker, który ma gadane jak mało kto, na imprezie tego typu naprawdę “robi robotę”. Nawet jeśli sprzęt trochę nie domaga on i tak zawsze jakoś wybrnie z sytuacji żartem prowadzącego i to nie zawsze takim żenującym jakiego można by się spodziewać.

W ostatni dzień w miasteczku można było zamienić kilka słów z honorową patronką wyścigu, Anną Szafraniec-Rutkiewicz, która zapytana o to dlaczego zdecydowała się objąć patronatem właśnie tę imprezę, odpowiedziała że jest to najtrudniejsza etapówka w Polsce, a ona bardzo lubi ciężkie górskie trasy więc nie miała wyjścia. Oczywiście zbieżność nazwisk z organizatorami jest przypadkowa. Nie chcę, ale muszę po raz kolejny pochwalić bufety i jedzenie przez które w trakcie wyścigu zamiast zrzucić tylko przybrałem trochę masy.

Wszystko to nie odbyło by się bez sponsorów i sympatycznego Pana Wójta Ochotnicy Dolnej. Osobiście uważam że są to tereny, na których spokojnie mogą być organizowane imprezy rangi Mistrzowskiej i nie chodzi mi tutaj o Mistrzostwa Ochotnicy Dolnej tylko dużo wyższej rangi. Chociaż myślę, że na tych pierwszych nagrody były by podobnej jak nie wyższej wartości, ponieważ organizatorzy oraz sponsorzy stanęli na wysokości zadania i były to jedne z bogatszych jakie spotkałem do tej pory.

COMMENTS

DISQUS: 0