Pomiary mocy INPEAK w praktyce

Pomiary mocy INPEAK w praktyce

Grande finale, pies Marka i selfie na pudle!
Wszystkie obietnice Dariusza Banaszka, sprawy na wczoraj oraz wyzwania
Mistrzostwa Polski w kolarstwie przełajowym 2016 [opinia]

W marcu 2018 mogliście tu przeczytać o premierze polskiego pomiaru mocy INPEAK, którego współtwórcą jest Marcin Kawalec. Także do naszej redakcji trafił egzemplarz testowy, który zdecydowaliśmy się udostępnić jednemu ze współpracujących z nami czołowych krajowych zawodników – Mateuszowi Rejchowi z t-bike.pl Racing Team. Poniżej możecie przeczytać jego wrażenia po kilku tygodniach trenowania z INPEAK:

Jak pewnie wiecie, w ubiegłym roku przeszedłem na… właściwą stronę mocy. Na koniec wakacji, założyłem miernik watów do roweru MTB i zacząłem swoją przygodę z treningiem jeszcze do niedawna zastrzeżonym dla zawodowców. Tak przepracowałem zimę, a kiedy zamiast wiosny, niespodziewanie pojawiło się lato…okazało się, że nie mam roweru szosowego do treningów.

Dlaczego? Otóż moja szosa po spędzeniu zimy 2016/2017 w kleszczach trenażera nie nadawała się do tego, by pokazać ją światu. Generalnie na początku nie przeszkadzało mi to, ponieważ miałem zamiar ograniczyć treningi jedynie do roweru górskiego. Gdybym mieszkał w górach, prawdopodobnie nie byłoby problemu, jednak wzrastające obciążenia, dłuższe powtórzenia i życie na Mazowszu doprowadziły mnie do końca… kasety. Do szosy generalnie nie miałem jakoś szczególnie serca, zwłaszcza, że zawsze mocno odczuwałem przesiadkę z jednego na drugi rower. No i kolejną cegiełką w całej układance był fakt, że miernik mocy miałem jedynie w góralu, a nie chciałem realizować jednostek „na wyczucie”.

Wtedy otrzymałem propozycję, żeby zostać „Stig’iem” dla firmy INPEAK i ich najnowszego dziecka: pierwszego polskiego pomiaru mocy.  Wszystko miało odbyć się tak: wysyłam swoją korbę do montażu i w ciągu 7 dni od momentu kiedy INPEAK otrzyma moją korbę, mam sprzęt gotowy do jazdy. Montaż miernika jest nieinwazyjny, polega na umieszczeniu czujnika naprężenia lewego ramienia korby oraz miernika kadencji. W rowerze miałem korbę Shimano 105 (5800) sprzęt może nie finezyjny ale skuteczny. Problem był tylko taki, że zębatki korby nie nadawały się do użytku i należałoby je wymienić. Po podsumowaniu całej operacji, doszliśmy wraz ze sponsorem do wniosku, że szarpniemy się na nową Ultegrę R8000 i na tym sprzęcie dokonamy montażu miernika mocy.

Sprzęt od INPEAK zawsze podnosi wartość takiej korby, dlatego warto ulokować go na sprzęcie, który również tą wartość utrzyma. Zawsze takie większe modyfikacje dają mi chęć do treningów, promocji, zdjęć, bo efekt końcowy jest fantastyczny. Po umówionym czasie otrzymałem przesyłkę od INPEAK. Korba zmieniła swoją wagę o niezauważalne 12g oraz została upiększona naklejką producenta. Co ciekawe, miernik to nie jedyne co otrzymujemy. W zestawie jest już bateria CR2032 oraz szczegółowa instrukcja obsługi, zestaw naklejek i co bardzo ważne: poradnik, opisujący podstawy treningu z pomiarem mocy. Dlaczego uważam to za cenny dodatek? Ponieważ na naszych oczach dokonuje się rewolucja: technologia, która jeszcze do niedawna kojarzona była z kolarstwem zawodowym, jest teraz na wyciągnięcie ręki. A każdy kolarz, który spróbował treningu ustrukturyzowanego i opartego na pomiarze mocy raczej nie wróci do jazdy na tętnie lub własnych wrażeniach z jazdy. Do tego postępy na początku są najbardziej spektakularne, a mnie akurat cyfry wciągają. Możemy widzieć progres tydzień do tygodnia, miesiąc do miesiąca, rok do roku…

Na pierwszy ogień poszło oklejenie korb specjalną, dedykowaną folią zabezpieczającą (daje to pewność, że za rok lub dwa, będą nadal wyglądały jak nowe) a następnie wraz z grupą R8000 zamontowałem całość do swojej szosy. Nie musimy przestrzegać jakiejś specjalnej procedury montażowej, korbę zakładamy normalnie, ważne jedynie abyśmy zwracali uwagę na moment obrotowy podany przez Shimano, ponieważ dokręcenie ramienia w prawidłowych wartościach, wpływa na dokładność pomiaru.  Tolerancja dokładności mieści się w granicach 0-2%, a zakres pomiaru kończy się na 2000 W. To musi nam, zwykłym śmiertelnikom wystarczyć.

Czym ten pomiar różni się od propozycji innych firm? Przede wszystkim mamy dostępną, jako środek transmisji technologię Bluetooth, która nie tylko jest kolejnym gadżetem, ale daje nam dostęp do szeregu funkcji:

  1. Obsługa miernika przez każdy telefon komórkowy posiadający zgodną aplikację (np. Strava) oraz Bluetooth. Ja często zmieniam rowery, czasem jeden zostaje w pracy, drugi w domu, jeśli zapomnisz zabrać Garmina, zawsze można odpalić pomiar i zebrać dane do telefonu czy nawet zrobić zaplanowany trening.
  2. InPeak dla swoich klientów przygotował aplikację INPEAK Manager, na dziś dostępną dla systemów Android a za moment również dla posiadaczy sprzętu ze znakiem jabłka. Tutaj wykonasz podstawowe czynności takie jak kalibracja korby lub odczytanie wskazań, ale nie tylko!
    Apka dostępna tu -> https://play.google.com/store/apps/details?id=com.blacktentdev.inpeakmanager
  3. Dostępność aktualizacji on line, którą możemy wgrać do naszego sprzętu po publikacji przez producenta, przy użyciu telefonu komórkowego. Taki update skupia się na usprawnieniu pracy urządzenia i zmniejszenie poboru prądu z baterii, choć może w przyszłości posłużyć do programowania nowych funkcjonalności, bez konieczności wymiany na „nowszy model” jak widzimy to na rynku smartfonów.

Co ciekawe, producent zadbał o zabezpieczenie przed kradzieżą naszych cennych watów lub rozkalibrowania miernika przez osoby nieupoważnione, dlatego każdy sprzęt wychodzący od INPEAK jest zabezpieczony PINem. Mój kod został w domu podczas majówki, ale to nic nie szkodzi, otrzymałem duplikat smsem w kilka chwil, więc również obsługa klienta działa na najwyższym poziomie!

Dlaczego pomiar mocy to inwestycja dużo bardziej opłacalna niż niejeden upgrade naszego wyścigowego sprzętu? Ponieważ uczy zarządzania zasobami i ich dystrybucji jakie mamy na starcie. Podczas treningu możemy robić idealnie takie same powtórzenia (o ile jesteśmy w stanie je wykonać ;) i porównać parametry odczuć, tętna lub szybkości regeneracji po danej jednostce treningowej. Dodatkowo możemy powtórzyć trening lub z laboratoryjną dokładnością bądź zwiększyć obciążenie kolejnego treningu. Jak porównać trening oparty na analizie mocy do innych metod treningowych? Ja napisałbym, że to trochę jak próba odmierzenia 200 ml wody na tzw czuja. Jeśli wykonalibyśmy tą operację milion razy, prawdopodobnie trafimy, albo będziemy bardzo blisko za którąś z prób. Natomiast pomiar mocy daje nam możliwość odmierzenia tej przysłowiowej szklanki wody za każdym razem i w dokładnie takiej wartości jaką mamy zaplanowaną. Trening powinien trwać dokładnie tyle ile powinien i nie ma tu czasu na „milion prób nalania szklanki wody”, trzeba być precyzyjnym od początku do końca. Stosunkowo niewiele osób używa pomiaru mocy w MTB a tutaj widzę bardzo duże pole do kontrolowania wyścigów jakimi są maratony. Wszystkim nie posiadającym mierników gorąco życzę, żeby ostatni podjazd maratonu wykonali z taką intensywnością z jaką podjechali pierwszy z nich :) Sprawdzone ;)

Doskonałym sprawdzianem dla INPEAK był tegoroczny Klasyk Beskidzki w którym zdecydowałem się wystartować. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy przy analizie pliku są dużo mniejsze skoki wartości mocy w porównaniu do mojego drugiego miernika. Częściowo wynikać to może z różnicy w nierównościach terenu szosa vs mtb, ale podobne błędy zdarzały mi się również przy „szosowych” treningach na góralu. Tutaj beskidzki asfalt nie dał rady zrobić takiego psikusa. Drugą rzeczą jest bardziej czuły miernik kadencji, który również nie powoduje zaburzeń w odczytach, jak zdarza się w moim drugim rowerze. Kadencja jest zgodna ze stanem faktycznym i dużo łatwiej jest później analizować tak elegancko zapisane dane, zamiast marnować czas i siły na korekty i domysły. Dla lubiących cyferki, wrzucam screen z wyścigu.

Jeśli macie jakieś pytania związane z pomiarem mocy, bardzo chętnie pomogę w tej kwestii – zapraszam do kontaktu za pośrednictwem mojego fanpage.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0