Maciej Stanowicz (Mitsubishi Materials MTB Team) – Snow Bike Festival, Szwajcaria

Maciej Stanowicz (Mitsubishi Materials MTB Team) – Snow Bike Festival, Szwajcaria

Beskidy MTB Trophy 2017 – #1 – Czantoria i Stożek zdominowane przez obcokrajowców!
Anna Urban (TRW Cloudware) – Club La Santa, Lanzarote
Wyniki – 15-18 czerwca 2017
Kalendarz Poland Bike 2019
Plan na weekend 22/2018

O starcie w szwajcarskim wyścigu poważnie myślałem już od ubiegłego roku, kiedy to zachwyciły mnie fantastyczne zdjęcia z poprzedniej edycji. Ponadto okres jesienno-zimowy to zawsze czas kiedy to mam więcej czasu na treningi i przygotowania do zawodów. To również utwierdziło mnie w decyzji o wzięciu udziału w etapówce Snow Bike Festival. Jest to jedyna na świecie śnieżna etapówka o wysokiej randze UCI C1. Na starcie zjawiło się więc sporo zawodników z czołówki Światowej. Chociażby Christoph Sauser wśród mężczyzn i Katrin Leumann w stawce kobiet.

Wyścig rozpoczął się od prologu o długości nieco ponad 8 km. Warunki pogodowe nie zachwycały. Temperatura powyżej 0 stopni Celsjusza, opady deszczu i sypki śnieg nie zachęcały do jazdy. Trzeba było jednak zrobić swoje i uciekać do hotelu w celu wygrzania się. Mniej więcej w połowie dystansu czekało nas 500 metrowe wzniesienie o średnim nachyleniu 12%. Wjechałem z rezerwą, ale na szczycie stan śniegu nie pozwalał na zjazd. Podczas zbiegania pierwszy raz w życiu złapały mnie skurcze i to w obu udach jednocześnie. Zacisnąłem zęby i jakoś pokonałem drugą połowę wyścigu. Dyskomfort w nogach odczuwałem jednak przez kolejne 2 dni. W prologu zająłem trzecie miejsce w wyścigu UCI oraz byłem pierwszy z zawodników non-UCI.

Drugi dzień to jeszcze gorsza pogoda. Śnieg był tak sypki, że od samego początku całe trzy kilometry trasy pokonaliśmy biegnąc z rowerami. Po tym odcinku stawka mocno się rozciągnęła, a organizatorzy zatrzymali nas, zneutralizowali wyścig i po 10 minutach puścili wszystkich razem, ucinając płaski odcinek trasy. Czekał nas więc jedynie podjazd na wysokość 1650 m. n. p. m. i zjazd do mety. Odcinek trasy o długości 18 km pokonałem w czasie 1:50h. Szacuję, że 80% to było bieganie, a tylko 20km jazda na rowerze :)

Pomimo tego, że nie było dziś przyjemności z jazdy to pracę organizatorów można pochwalić. Wykazali się wielką elastycznością i bardzo szybko zareagowali na burzliwą sytuację na trasie. Zająłem w tym dniu 2 pozycję wśród zawodników non-UCI. Przegrałem bieg na ostatnich 2 km trasy.

W trzecim dniu wyścigu pojawiły się zgoła inne warunki. W nocy dopadało 25 cm śniegu, a temperatura na trasie oscylowała w okolicach -5°C. Śnieg był więc twardy. Po raz kolejny mile zaskoczyła mnie organizacja wyścigu. Rano przed 9:00 otrzymałem od organizatora SMS z wiadomością o opóźnionym o 30 minut starcie etapu. Taka informacja pozwoliła na późniejszy wyjazd z hotelu. To jedyny dzień, kiedy było tyle fanu ze ścigania się. Od początku etapu prowadziłem zaciętą walkę z liderem wyścigu Davidem Zinkiem. Ostatecznie wygrałem z Amerykaninem na samym finiszu, przez co mogłem cieszyć się ze zwycięstwa.

Ostatni, niedzielny etap ponownie zapowiadał się nieciekawie. Cała noc to obfite opady deszczu i dodatnie temperatury. Już w nocy organizator wysłał powiadomienia o zmienionej trasie i o opóźnionym starcie etapu. Wszystko w celu odpowiedniego przygotowania tras. Wyścig został skrócony i poprowadzony głównie po szosie, co sprawiło, że nie musieliśmy już biegać aż tyle co w drugim dniu zawodów. Na mecie zameldowałem się na trzeciej pozycji, co pozwoliło mi na zajęcie 2 miejsca w klasyfikacji generalnej zawodów.

Świetna organizacja i mimo wszystko wspaniałe widoki na trasie. Polecam każdemu, kto zamierza zbudować solidną formę na naszą polską imprezę Fat Bike Race :)

Na koniec wielkie podziękowania dla Marcina Górskiego za wsparcie w przygotowaniach do wyścigu!

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0