Sławomir Dziwisz – Kellys Cyklokarpaty, Rzyki

Sławomir Dziwisz – Kellys Cyklokarpaty, Rzyki

Koninki – relacja z jednego z najtrudniejszych maratonów cyklu Kellys Cyklokarpaty
Wyniki – 9-10 lipca 2016
Pościgane od Odry po San

Cyklokarpaty Rzyki za nami. Długa podróż na miejsce startu, prawie Bielsko Biała, więc noc była bardzo krótka. Szybkie śniadanie oglądając początek rywalizacji Mai na Mistrzostwach Świata i w trasę do Rzeszowa, szybka przesiadka do ekipy z Lubczy i “jadymy” na start. Pogoda, super choć ciutkę dla mnie za ciepło, ale nie ma tragedii.

Wyścig od początku dość spokojny, już na pierwszym podjeździe odjeżdżam z Andrzejem Jaroszem jadącym na Giga. Mimo że jedzie mi się niesympatycznie z powodu niewyspania, to noga podawała fajnie, można powiedzieć że żarło żarło aż łańcuch przeżarło. Na około 23-24km urywam łańcuch, jak na złość nie wziąłem skuwacza i czeka mnie długi pitstop.

Po około 5-6 min mija mnie dopiero drugi zawodnik, po kilku minutach mijają kolejni, ale nikt nie ma skuwacza. Dopiero po upływie blisko 20 min pomocy udziela mi Marcin Stanuszek z 72D OSHEE WINDSPORT TEAM za co mu jestem bardzo wdzięczny – dzięki stary, jesteś moim bohaterem ,uratowałeś mój wyścig!

Naprawa była szybka i na koń. Przez chwilę goniłem mocno, ale długi postój, zmęczenie itp. zrobiło swoje i dopadła mnie zapowiadana przez Cyklokarpaty BOMBA. Miałem ten luksus, że nie musiałem za wszelką cenę gonić, generalka już zdobyta, więc jechałem równym tempem do mety. O dziwo taka jazda na równej kadencji robiła swoje i cały czas wyprzedzałem ujechanych rywali, którzy zdecydowanie już się nie spodziewali zobaczyć moich pleców. Przynajmniej taki wyraz miały ich miny :) Ostatni długi podjazd męka, ale odpoczywam trochę na zjeździe, jeszcze szybka sztywna hopka i meta.

Zaskoczenie mega – mimo najdłuższego pitstopu jaki mi się zdarzył do tej pory na mecie jestem 3 Open oraz 3 w kategorii z czasem 3:29:11.240 na dystansie 53km i 2300metrów w górę. Niedosyt jest, bo mogło być zwycięstwo ale taki jest sport – dziś Piotrek Sajdak i Krzysiek Celary byli lepsi.

Trasa masakrator – najcięższa na jakiej startowałem w maratonie a trochę tego już było. Ta trasa to potwór, na który na chwilę obecną nie chciałbym wrócić, dlatego gratuluję wszystkim którzy dotarli do mety. Dla mnie prawdziwym zwycięzcą tego dnia został Michał Pękala, który rok temu uczestniczył w poważnym wypadku i swój powrót na trasy miał właśnie na tej trasie. Wielki szacunek stary, nie miałeś lekko.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0