Amator donosi: “przygoda wciąż trwa” – Bike Adventure #2, Szklarska Poręba

Amator donosi: “przygoda wciąż trwa” – Bike Adventure #2, Szklarska Poręba

Amator donosi: “Tak, dzisiaj będę narzekał.” – Bike Maraton, Zdzieszowice
Amator donosi: “u nas wykrzykniki nie są w przypadkowych miejscach” – Ochotnica MTB 4 Towers #3
Amator donosi: “pierwsze w tym roku góry szybko weryfikują co kto ma” – Puchar Strefy MTB Sudety, Bardo
Amator donosi: Gwiazda Południa #1
Amator donosi: “najcięższy podjazd w moim życiu” – Ochotnica MTB 4 Towers #2

Od rana dosyć niepewnie, bo z mniejszym entuzjazmem po tych przebojach pogodowych, patrzyliśmy na to co dzieje się za oknem. Chmury przeganiane były przez wiatr i co jakiś czas padał tylko lekki deszcz. Ufff, jest nadzieja na poprawę i jazdę w nieco przyjemniejszej aurze. Tuż przed godziną 11.00 niebo nabrało wakacyjnego, letniego koloru, czyli tak jak powinno być. Mamy to!

Jedziemy na start po kolejną dawkę przygód zrzucając co chwila warstwy ciuchów, bo robi się coraz cieplej. Kiedy peleton ruszył serce mocniej zaczęło bić i wskoczyłem na odpowiednie obroty. Długi, asfaltowy, później kamienisty podjazd wiódł do zjazdu zielonym szlakiem. Była to powtórka z rozrywki, tylko w jakby innej odsłonie, bo błoto i śliskie korzenie zdecydowanie utrudniały nam życie. Jakoś udało się przetrwać i rura szutrową „autostradą” po następne emocjonujące zjazdy.

Trasa do ok. 35 kilometra miała charakter bardzo interwałowy. Podjazdy po gliniastej ściółce i zjazdy po błocie w akompaniamencie korzeni i sporych kamieni to było coś na co czekałem. Trzeba było popracować zarówno rowerem, jak i całym ciałem, czyli nie było nudy. Głowa też jakby lepiej zaczęła działać i obraz się wyostrzył, a koncentracja wskoczyła na odpowiedni poziom. Tak! Równowaga wróciła i możemy cieszyć się w pełni jazdą. Bardzo dobrze wspominam współpracę na tej trasie, a była ona niezmiernie ważna, bo potem zaczęły się już tylko długie, lekko nachylone podjazdy, jak i te karkonoskie „autostrady”, których nie da się uniknąć, żeby móc dojechać do bardziej charakternych odcinków.

Wracając do samej jazdy, udało mi się zaczepić równie silnego zawodnika, z którym jadąc na zmiany dojechałem, aż do ostatnich dwóch kilometrów przed metą. Tam trzeba było wyzionąć ducha, żeby utrzymać pozycję. Trochę mi to nie poszło ze względu na ostatki sił w nogach, bo podjazdy do mety tuż przy Zakręcie Śmierci były bardzo uphill’owe i jechało się na granicy skurczów. Ostatecznie dowiozłem satysfakcjonujący wynik i chęć do kolejnego dnia wyścigowego jak najbardziej została. Szybkie ładowanie bułeczkami (czyt. mniami) i powrót do swojej bazy, żeby móc się troszkę ogarnąć i zmyć z siebie dobre dwie warstwy błota.

Podsumowując II etap mogę śmiało zaznaczyć, że był on dość szybkim, ale wymagającym wyścigiem. Zjazdy miały naprawdę górski charakter i nie odstawały od tych beskidzkich, których miałem okazję spróbować podczas słynnej etapówki na dwa tygodnie przed Bike Adventure. Zresztą, Karkonosze są tak urokliwie, że nie można tutaj na nic narzekać, tylko cieszyć się w pełni otoczeniem, raz po raz spoglądając w trakcie jazdy na ogromne Śnieżne Kotły które zerkają na Ciebie przestrzegając, że tutaj nie ma żartów i należy mieć się na baczności. Respekt BA, Respekt Karkonosze!

Dziś stajemy do startu z lekką niepewnością na to co zafunduje nam słynna Petrovka. Wyścig uchodzi za najbardziej wymagający i dobrze jest zaplanować przed startem jak rozkładać siły w trakcie jazdy, żeby nie dać Petrovce wyssać z nas wszystkich sił. Jak zdobędziemy ponad 1050 m n.p.m to już będzie tylko łatwiej i czeka nas długi zjazd, górka i lekko poszarpane, interwałowe szlaki do mety. Myślę, że jest się czym pocieszać ? Na III i IV etapie wyjątkowo mamy sporo czasu na poranną kawę, poukładanie myśli, łapanie słońca i delektowanie się bliskością natury.

O 14.00 lecimy po kolejne wyzwania.

A w głowie piosnka gra:

Tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze popatrz, o popatrz! Karkonoskimi szlakami jedziemy sobie rowerami, popatrz, o popatrz!

Jak mawiał Stanisław Grzesiuk: „spokój w głowie, porządek musi być”. Z takim nastawieniem o wiele łatwiej będzie nam sprostać kolejnym zmaganiom, nie tylko z innymi zawodnikami, ale przede wszystkim z samym sobą.

COMMENTS

DISQUS: 0