Mateusz Kowalczyk (Cyclo Trener Team) – Kellys Cyklokarpaty, Kluszkowce

HomeKomentarze

Mateusz Kowalczyk (Cyclo Trener Team) – Kellys Cyklokarpaty, Kluszkowce

Organizator Cyklokarpat zapowiadał najcięższy maraton ze wszystkich edycji w Kluszkowcach. Było do pokonania 53 km i ponad 2100 metrów przewyższeń. 3 2 1 i start, ruszamy od razu pod górę potem szybki zjazd po luźnych kamieniach, robi się nerwowo i niebezpiecznie. Kamienie miotają peletonem na prawo i lewo, staram się jechać bezpiecznie, aby nikomu nie zrobić krzywdy. Po szybkim zjeździe wyjeżdżamy w miasteczko, czołówka podaje mega szybkie tempo po ciasnych i krętych uliczkach. Ostry skręt w prawo i wpadamy na pierwszy podjazd. Kilku zawodników z dystansu giga ucieka w siną dal, reszta peletonu jedzie równym rytmem. Kolejny zjazd i podjazd kształtuje się kilkuosobowa grupa razem ze mną i kolegą z drużyny „Pomaranem”.

Udaje nam się urwać od reszty peletonu. Trochę asfaltu z niewielkim nachyleniem udaje nam się dogonić pierwszego zawodnika z dystansu mega. Trochę pogadaliśmy, nagle zaczyna się jeden z dwóch najcięższych podjazdów w etapie. Swoich szans szuka Piotr Sajdak, który ucieka nam na podjeździe robiąc przewagę nad nami. Podjazd był bardzo męczący, ciągnął się kilka kilometrów w górę a nachylenie sięgało w krytycznym miejscu aż 35 % ! Wtaczamy się na szczyt ,potem szybki i niebezpieczny zjazd. Po drugim bufecie kolejna ścianka i ucieka kolejny zawodnik – Krystian Piróg, zostajemy sami z Pomaranem i Michałem Glanz. Nagle Kamil znika nam z oczów, okazało się, że złapał kapcia… . A więc zostajemy sami. Jedziemy szutrem, nagle skręcamy w prawo, spotykamy tutaj 2 uciekinierów, ktoś życzliwy chciał nam zrobić psikusa i pozamieniał strzałki. Kolejne nerwy ,zjeżdżamy się znowu w mała grupkę, ale znowu atakuje Piotrek i Krystian zostawiając nas samych z Michałem.

Dojeżdżamy do mega trudnego zjazdu, luźne i wielkie głazy robiły z zawodnikiem co chciały, niestety musiałem im ulec i sprowadzamy rowery. Wsiadamy znowu na nasze maszyny i szybkim asfaltem dojeżdżamy do kolejnego miasteczka, potem skręt w lewo i wpadamy na ostatni finałowy podjazd .Widzę, że Michał słabnie ,udaje mi się urwać od rywala. Moja głupota gubię trasę tracąc cenne minuty. Szybko udaje mi się znaleźć trasę i znowu gonię Michała, doganiając go. Na tym podjeździe walczyłem sam ze sobą, z jednej strony chciałem zejść z roweru, a drugiej chce walczyć. Podjazd znowu liczył nachylenie ponad 20%, walka trwa, spoglądam co chwilę na wykres w garminie i widzę, że jest szczyt już niedaleko!

Szczęśliwy, że to już koniec podjazdu, naciskam jeszcze mocniej na korby, kolejny kręty i techniczny zjazd, uważałem, aby nie wpaść w kogoś z dystansu family. Jeszcze ostatni mały podjazd i słyszę organizatora. Wpadam 3 na metę open i drugi w swojej kategorii, jeszcze raz wielkie gratulacje dla Piotrka za walkę i dla reszty rywali.

COMMENTS

DISQUS: 0