Amator donosi: “Błoto stwarza czasem pozory głębi” – Bike Maraton, Polanica Zdrój

Amator donosi: “Błoto stwarza czasem pozory głębi” – Bike Maraton, Polanica Zdrój

Amator donosi: “kolarstwo górskie to nie Formuła 1” – Bike Maraton, Miękinia
Amator donosi: “wymęczające interwały” – Mazovia MTB, Olsztyn
Donosiciel poszukiwany!!!
Amator donosi: “Miałem niewyrównane rachunki ze Stryszawą. W 2018 całkowicie mnie sponiewierała i rzuciła o asfalt.” – Dare2B MTB Maraton, Kuków / Stryszawa
Amator donosi: “bo brudne dzieci to szczęśliwe dzieci” – Gorce Champion, Waksmund, Łopuszna

W sobotę zameldowałem się na starcie Bike Maraton Polanica Zdrój. Przynajmniej pełen pogody ducha, bo w pogodzie atmosferycznej szału nie było. Jeszcze w poniedziałek dochodziły mnie wieści od rowerowych kolegów, że na trasach maratonu zalega śnieg. Przypuszczenia były takie, że wraz z pojawieniem się słońca w ciągu tygodnia i gdy temperatura wzrośnie to możemy spodziewać się jednego: błotnej kąpieli :) Toteż inaczej nie mogło być. Ale o tym później.

Na starcie pojawiliśmy się licznym gronem, gdyż organizator zadbał o dobrą promocję imprezy, co chwila przypominając, że będzie to ściganie punktowane do Pucharu Polski MTB oraz będą to kwalifikacje do MŚ XCM. W pierwszej linii stanęła czołówka polskiego kolarstwa górskiego z „czerwonym pociągiem” wystającym ponad szereg. Pierwsze niespełna 30 min spędziłem na podjeździe, gdzie startując z sektora 0 mogłem narzucić sobie dużo wyższe tempo niż w zeszłym roku i pomimo kilku pierwszych kilometrów bólu, udało mi się zaadaptować do górskich klimatów. Był to mój pierwszy górski maraton GIGA w swojej rowerowej „karierze”. Niestety, gdy już poczułem lekkość w nogach i rozwijałem coraz to większe prędkości na szutrowych zjazdach, na kilka kilometrów po rozjeździe z Mini, przeciąłem oponę i zaliczyłem pierwszy w sezonie pit-stop. Szamańskim masowaniem próbowałem uszczelnić przeciętą oponę, ale próba zakończyła się niepowodzeniem i należało wymienić dętkę – JEST! 20 minut odpoczynku ?

Z wzbierającą się we mnie złością na widok zawodników z czwartego sektora, ruszyłem na bój o odrobienie strat, przedzierając się przez góry, doliny pomiędzy zawodnikami z nieco niższym zapałem do walki niż ja. Skończyło się to na dodatkowych kąpielach błotnych z serii premium, gdzie wydawało mi się, że właśnie w ten sposób odczuwam największą frajdę z tej trasy. To były tylko pozory, gdyż zapał „dzika” ustał na dobrą chwilę po pierwszej bombie wynikającej z nadmiernych serpentyn i tańców wykonanych na czekoladowej mazi. Na szczęście turbulencja ta trwała krótko, bo tuż przed rozjazdem z Mega sięgnąłem po towarzyszy z najdłuższego dystansu i miałem możliwość złapania się koła zawodników z drugiego sektora. Sięgnąłem po pozytywy do najgłębszych zakamarków umysłu i poczułem przypływ energii. Opuściłem swoją grupę i później pozostała mi samotna jazda do mety. Do całości podszedłem z nastawieniem do przygody, po defekcie, który złapałem doszedłem do wniosku, że gonitwa na dużych obrotach nie spowoduje, że wynik mój będzie na wysokim „dla mnie” poziomie. Pomimo tego, zadowolenie na mecie dało się zauważyć i po otrzepaniu z błota poczułem świeżość i dużą dawkę endorfin.

Podsumowując trasę w Polanicy Zdroju, za wyjątkiem eskapad przez błotniste lawiny, gdzie te na 5 km przed metą były już na zaawansowanym stopniu zagrożenia lawinowego ?, przebiegała ona bardzo sympatycznie obfitując w długie szutrowe podjazdy i kilka technicznych odcinków, gdzie jak kózka można było przedzierać się przez kolejne korzenie i kamienie. Po tym wyścigu, jak i poprzednich chciałbym zaapelować do pogody, żeby nie stwarzała nam już więcej takich kaprysów i niech nastanie suchość na trasach następnych etapów, tak żeby móc rozwijać prędkości i cieszyć się z jazdy na „maksa”.

Zapowiadając następny start zacytuję słowa, które najbardziej utkwiły mi w pamięci: „Zwykły rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni. Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli”. Już niedługo staniemy na starcie w Wiśle, gdzie siła woli będzie nieodłącznym elementem w przemierzaniu kolejnych kilometrów, pokonując coraz to mocniejsze podjazdy. Karkołomnych zjazdów też nie zabraknie. Czekam na dużą dawkę pozytywnego zmęczenia!

COMMENTS

DISQUS: 0