Urszula Luboińska (Trezado BikeTires.pl) – Vienna Life Lang Team Maraton, Warszawa

HomeKomentarze

Urszula Luboińska (Trezado BikeTires.pl) – Vienna Life Lang Team Maraton, Warszawa

Vienna Life Lang Team Maraton w warszawskim Wilanowie jest bardzo specyficznym maratonem, ze względu na zupełnie płaską trasę, w dużej mierze prowadzoną asfaltem, przez rowerzystów nazywany z przekąsem szosowym wyścigiem na rowerach MTB. Ma on jednak już swoją tradycję w kolarskim kalendarzu i przez wielu jest nawet wybierany jako impreza otwierająca sezon startowy. W drużynie Trezado BikeTires.pl pomysł startu pojawił się dosyć późno, bo w czwartek. Zdecydowaliśmy się pojawić w gronie: Michał Świderski, Antoni Swiderski, Daniel Pepla, Artur Mioduszewski, Borys Tyszecki i ja, a wspierająco pozastartowo Tomek Kuczewski. Przy okazji, gratulacje dla Antoniego Świderskiego za pierwsze i dla Artura za drugie miejsce w kategoriach!!

Nastroje przedstartowe mieliśmy stonowane, bo każdy z nas wyobrażał sobie długie proste pod ostry, porywisty, zimny wiatr. Ciekawa byłam jak wypadnę wśród dziewczyn spoza Mazowsza – na liście startowej dystansu Medio pojawiły się znane mi nazwiska z różnych stron Polski: Kasia Polakowska, Kasia Hendrzyk-Majewska, Aleksandra Zabrocka.

Na starcie zwątpiłam w sens rywalizacji, ponieważ stałam w czwartym sektorze, gdzie zawodników można było policzyć na palcach dwóch rąk, a cała reszta, w tym prawie wszystkie dziewczyny z którymi miałam się zmierzyć, startowały minutę przede mną. Samotna pogoń peletonu wydawała mi się z góry skazana na porażkę. Wystartowałam spokojnie i po wyjeździe z miasteczka zaczęłam systematyczną pogoń. Okazało się, że mój organizm tego dnia świetnie się sprawdza w jednostajnej miarowej pracy w równym tempie po płaskim. Po kolei mijałam grupki, ostatecznie dochodząc peleton, w którym jechały dziewczyny. W momencie, w którym się zorientowałam, że nad każdą rywalką mam już minutę przewagi, zyskałam dodatkową motywację, aby trzymać założone tempo.

Nie był to łatwy wyścig, ale tym większą satysfakcję miałam dojeżdżając pierwsza na metę. Mocny start zapewnił mi także zdobycie premii Shimano na 10-tym kilometrze trasy.

Co do samej organizacji wyścigu mam poważne zastrzeżenia. W co najmniej dwóch miejscach trasa wiodła w otwartym ruchu samochodowym, który był na tyle intensywny, że uniemożliwiał rywalizację lub sprawiał, że była niebezpieczna. Mnie osobiście to nie dotyczyło, bo jechałam sama, ale domyślam się, że w przypadku bezpośredniej rywalizacji mógł to być problem. Na ostatnich metrach musiałam zjechać z asfaltu na chodnik z wysokim krawężnikiem, bo nie było dla mnie miejsca między samochodami.

Zimny i wietrzny dzień z pewnością nie sprzyjał wysokiej frekwencji. Niemniej jednak, zastanawiałam się nad sensem tak dużej oprawy medialnej dekoracji, na której obecni byli już tylko dekorowani zawodnicy i ewentualnie ich zamarznięte drugie połowy.

Mimo wielu negatywnych opinii na starcie Vienna Life Lang Team Maraton, a wcześniej Skandii, od lat pojawiają się znane w ogólnopolskim peletonie nazwiska, a poziom sportowy pozostaje wysoki. Być może znaczenie mają nagrody, na tle innych cykli wypadają całkiem korzystnie. Moja torba z fantami była na tyle ciężka, że mimo kilku kilometrów, które dzieliły mnie od domu, poprosiłam znajomego o podwózkę samochodem :)

COMMENTS

DISQUS: 0