Amator donosi: “Totalna rozwałka, błoto wszędzie, ciemno wszędzie!” – Bike Maraton, Miękinia

Amator donosi: “Totalna rozwałka, błoto wszędzie, ciemno wszędzie!” – Bike Maraton, Miękinia

Amator donosi: zmieszani z błotem – Bike Maraton Miękinia
Amator donosi: “Monotonna i jednolita to była tu tylko pogoda” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Bodzentyn
Amator donosi: “Banany wywołują mieszane uczucia” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Miedziana Góra

Inauguracja cyklu największej imprezy w Polsce Bike Maraton zagościła tradycyjnie w Miękini, gdzie zebrało się prawie 2000 entuzjastów dwóch kółek. Pomimo pogody nie złożyliśmy broni i z pełną determinacją i radością stanęliśmy na starcie. Dla mnie Miękinia zapoczątkowała nowy cykl wyzwań pt. „Giga tyranie”. Poprzednie dwa sezony startowałem w Mega, gdzie oczywiście otrzymałem w pakiecie potężną dawkę wrażeń, ale Giga mówi samo za siebie. To zupełnie inne doznania. Doświadczasz kilkukrotnie bomby, raz myślisz o przyjemności z jazdy, drugim razem masz ochotę przestać, ale te turbulencje dają ostatecznie niesamowitego kopa. Myślę, że każdy, kto decyduje się na start na najdłuższych dystansach chce tego po prostu doświadczyć, ot tak. Bycie dziwnym, trochę nieokrzesanym pozwala mocniej przeżywać chwile ;)

Nawiązując do samego maratonu muszę przyznać, że w dużej mierze stał się on ciężkim maratonem z powodu błota i temperatury, która w stosunku do poprzedniego weekendu straszyła wręcz jesienno-zimową aurą. Już od pierwszych kilometrów zawodnicy zostali zmieszani z błotem wjeżdżając w maź, która zalegała na polnej drodze. Należąc do grupy ścigaczy (czyt. głodnych rywalizacji) szybko zapewniłem sobie maseczkę na twarzy. Tak samo szybko rozciągnął się peleton sektora 0 i 1, ale udało się złapać wystarczająco mocnej dla mnie grupy pociągowej, z którą utrzymywałem się do rozjazdu na II rundę Giga. Później pozostał smuteczek i radź sobie sam :P Opadłem z sił, trochę wykończony psychicznie, no bo w końcu ileż można taplać się w błocie, a do tego ścieranie się z „Minionkami” na singlach powodowało, że coraz bardziej czułem się zniechęcony do dalszej jazdy.

W głowie miałem jedną myśl: Dasz radę, przecież sam narzuciłeś sobie taką poprzeczkę to teraz walcz! I tak też było, nie pozwoliłem na pojawienie się demotywatorów i odebranie mi przyjemności z jazdy i pomimo, że na II rundzie single, czy też polne drogi wyglądały jak totalna rozwałka po wielkim boom, to jechałem rzucając nawet wesołe słówka w stronę innych zawodników, tak aby samemu poczuć się lepiej :) Tempo spadło, ale coraz większa radość w głowie wraz ze zbliżającą się metą dawała mi poczucie, że jak dojadę to wykonam dobrą robotę. Maraton ukończyłem szczęśliwie z satysfakcjonującym wynikiem, bez żadnych przygód, może za wyjątkiem jednej przy pokonywaniu rowu pełnego wody, gdzie wykonałem skok na szczupaka dostając 10/10 punktów za styl od czyhającego obok fotografa.

Nawiązując do samej trasy, uważam, że była zdecydowanie ciekawsza niż w zeszłym roku. Została upiększona o kolejne single, było więcej pagórków i udało się zachować dynamikę tego wyścigu. Myślę, że to dobry sygnał przed najbliższymi zawodami należącymi do cyklu Bike Maraton.

Debiut na Giga zaliczony. Oczywiście ściganie na płaskim terenie nie pozwala sprawdzić w pełni mojego przygotowania do górskich wyzwań rowerowych, ale wierzę, że będzie dobrze
i równie z wielką radością będę wspominać kolejne maratony. Zresztą góry to mój życiowy towarzysz i tam czuję zupełnie inną energię. Tak więc czekam na następne spotkania z rowerem, by w sportowym klimacie przemierzać kolejne kilometry. Do zobaczenia!

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0