Subiektywnie o przełajach nad Wisłą [2017]

HomeOpinie

Subiektywnie o przełajach nad Wisłą [2017]

Jakoś czas temu trafiło do nas podsumowanie sezonu przełajowego od Arka Posmyka z Diversey. Spojrzenie na kończący się sezon przełajowy zarówno z punktu widzenia zawodnika, jak i też zagorzałego kibica.

Swoje podsumowanie opublikował także PZKol, ale w zasadzie sprowadzone zostało do wymieniania nazwisk i punktomanii. Bez wniosków, bez pytań i tym bardziej bez odpowiedzi.

Prawda jest taka, że z jednej strony nie da się przejść obojętnie wobec zainteresowania rowerami przełajowymi, z drugiej jednak ze sportowego punktu widzenia sytuacja nie tyle nie jest stabilna, co w zasadzie z wyjątkiem kilku jaskółek można określić ją jako postępujący regres.

Arek w swoim podsumowaniu zwraca uwagę na znikające z mapy Polski kolejne lokalizacje zawodów. Dzieje się to przede wszystkim z przyczyn finansowych. Ale przyczyny finansowe są efektem zaniechań na wielu płaszczyznach. W tegorocznym kalendarzu mieliśmy kilkadziesiąt wyścigów. Ile z nich miało swoją stronę internetową? Ilu organizatorów przed lub po wyścigu przesłało do mediów jakiekolwiek materiały prasowe? Ilu organizatorów wykonało jakąkolwiek pracę w kierunku ściągnięcia kibiców, chociażby lokalnie?

Arek pisze także, że może dobrym pomysłem byłoby przekonanie organizatorów komercyjnych do robienia zawodów przełajowych. Teoretycznie możliwe, ale jak przekonać jakąś gminę do organizacji wyścigu dla kilkudziesięciu „zawodowców”, kiedy nawet słabo zorganizowany maraton ściąga setki amatorów?

Z drugiej strony jeśli przyjrzeć się temu co działo się na jesieni czy teraz zimą, to są inicjatywy, które odpowiednio usankcjonowane mogłyby współtworzyć kalendarz przełajowy w przyszłym roku i popularyzować kolarstwo przełajowe.

Przykłady?

– Mikołajkowy XC w Konstancinie Jeziornej – nie wiedzieć czemu Grzegorz Wajs przykleja literki XC do wyścigu, który z cross country nie ma nic wspólnego. Pewnie rozbija się o to, że ludzi jeżdżących na rowerze górskim jest więcej niż na przełaju. Jednak w drugą stronę nie ma problemu z wpuszczeniem MTB na Memoriał Królaka.

– zimowy cykl Legia MTB Maraton – Mariusz Wasiołek konsekwentnie deprecjonuje wartość określeń Mini, Mega i Giga. Ten jakby nie było zasłużony organizator wielu znanych zawodów szosowych (Memoriał Trochanowskiego, Dookoła Mazowsza) tak bardzo zapatrzył się w maratony, że pewnie  zaraz się okaże, że Kolarskie Czwartki na warszawskich Służewcu też będę rozgrywane w formule Mini, Mega i Giga. A przecież takie miejsca jak WAT, Forty Bema czy ostatnio stadion Hutnika to przełajowe miejscówki, i to z historią!

– Cyclocross Wielkopolska – od kilku lat konsekwentnie przełajami zaraża Wojtek Gogolewski. Bodajże drugi rok z rzędu mamy mini cykl przełajowy na który składają się trzy wyścigi, a które Wojtek „sprzedaje” jako doskonałe techniczne przetarcie przed sezonem letnim.

– rower górski jest w góry, a przełajowy na niziny. Może nie aż tak czarno biało, ale w ostatnich latach dobitnie widać tę tendencję także po tym na czym w swoich wyścigach startują Czesław Lang czy Cezary Zamana.

– Ustawki, których jest coraz więcej to wg Arka coś niezdrowego, co zaburza w pewnym stopniu rytm kalendarza. Z drugiej strony tak samo jak wyścigi cross country, tak samo przełaj rozgrywany jest na rundach, nawet jeszcze krótszych i co ważne mniej wymagających niż w przypadku kolarstwa górskiego. Dlatego też wiele osób porywa się na robienie ustawek, bo są stosunkowo proste do ogarnięcia, a organizacja formalnych zawodów, tym bardziej tych wpisanych do kalendarza PZKol wymaga przede wszystkim żywej gotówki. W wersji super minimum potrzebne są środki na pokrycie kosztów przygotowania trasy, wpisu do kalendarza, sędziów oraz zabezpieczenia medycznego. W mijającym sezonie warto odnotować takie inicjatywy jak warszawskie Ramę na Ramię i Syrenka CX, trójmiejskie dre rowery cyclocross, jeleniogórskie ustawki czy te organizowane w Żarach przez Kris MTB.

Warto też podkreślić, że dziś przełaje Mastersami stoją i basta. Doskonale było to widać w Sławnie, gdzie w sobotę było zdecydowanie dużo więcej startujących, kibiców i hałasu niż w dni – zdawałoby się – najważniejszych wyścigów czyli elity. To właśnie wyścigi Mastersów, gdzie w czołówce mamy dość wyrównany poziom były dużo ciekawszym widowiskiem a niżeli wyścigi elity, gdzie w zasadzie od samego początku do końca była ustalona kolejność i niewiele się przez cały wyścig działo.

Jeśli chodzi o najważniejszą imprezę sezonu czyli Mistrzostwa Polski w Sławnie – na miejscu wszystko świetnie zagrało, tym bardziej organizatorzy zasługują na pochwałę mając na uwadze ekstremalne warunki pogodowe. Świetnie przygotowana trasa, zaplecze, scena, nagłośnienie. Absolutnie wszystko. To samo wyścigi w kraju czy w ramach Pucharu Polski czy te zwykłe, ale jednak wpisane do kalendarza PZKol.

Ale czasy się zmieniły. Dziś kolarstwo to nie tylko trasa i zawodnicy. W zasadzie każdy, nawet amator, powie, że prawdziwie ściganie jest dopiero kiedy niesie doping kibiców. Brak albo znikoma promocja wsparta nieprzemyślanym układem programu MP CX zaowocowała pustkami przy trasie, a jedynym tak naprawdę głośnym kibicem robiącym nieprzerwanie hałas od rana do wieczora był znany wszystkim Mariusz Sarwiński.



Twardym dowodem na praktycznie zerową lokalną promocję MP CX w Sławnie jest droga, która prowadziła do Sławna. Ani jednego znaku, ani jednej informacji, że oto kilka km od głównej trasy rozgrywany jest krajowy czempionat. To samo w największym w okolicy mieście Opocznie. Zero informacji.

Zróbmy transmisję w internecie!!!

Pamiętam jakie było narzekanie, kiedy okazało się, że z MP XCO w Gielniowie nie będzie transmisji wideo. Ale te kosztujące grube pieniądze podczas CX Katowice czy wspomnianych wcześniej MP CX obejrzała garstka ludzi. Oczywiście kilkaset osób to nie garstka, ale żyjemy w blisko 40 milionowym kraju. Kasę przeznaczoną na transmisję można było przełożyć na wzmocnienie lokalnej promocji, wytłumaczenie ludziom co to jest kolarstwo przełajowe i ściągnięcie ich choć na chwilę na zawody.



Halo Pruszków!

Po rozstrzygnięciach w Sławnie trener selekcjoner Jan Antkowiak podchodził do kolejnych zwycięzców z pytaniem / stwierdzeniem „Jedziesz na MŚ.”. To oczywiście nie są decyzje przy zielonym stoliku, ale fajnie by było jednak wiedzieć na początku sezonu, że takie, a nie inne są kryteria wyboru składu Reprezentacji Polski. Ponadto trzy tygodnie między MP a MŚ to raczej za długi okres na utrzymanie tej samej mocnej nogi. Może należy rozważyć to co zrobili np. Słowacy, czyli przesunięcie zawodów na grudzień, kiedy pogoda może też być łaskawsza…

Dużo bardziej liczną i nie gorzej zorganizowaną mieliśmy reprezentację Mastersów na Mistrzostwa Europy czy Świata. Szkoda, że Pruszków w tych, którzy dziś tworzą dyscyplinę nie widzą partnerów do współpracy. A może na odwrót…

Na koniec łącznik z sezonem letnim. Po raz pierwszy w historii organizacji MP XCO podjął się komercyjny organizator – Grzegorz Wajs czyli na co dzień organizator m.in. Poland Bike. Jeśli to nie wypali to w zasadzie oznaczać to będzie, że dla dyscypliny już nie ma ratunku a wszystkie opcje jej podniesienia, komercjalizacji zostały wyczerpane. Przy cichym i wieloletnim aplauzie Zarządu Polskiego Związku Kolarskiego.

PS. Dlaczego w grafice ilustrującej znalazł się pluszowy miś? Zajrzyjcie tu (działa tylko na komputerze), to zrozumiecie. To jest właśnie symbol i znak jakości dzisiejszego kolarstwa przełajowego w kraju.

COMMENTS

DISQUS: 0