O kolarstwie górskim z … Andrzejem Dominem

O kolarstwie górskim z … Andrzejem Dominem

Puchar Polski w maratonie MTB 2015 – taki jest plan!
Skład Reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata w kolarstwie górskim – Lanzerheide 2018
Siedem pytań o kolarstwo górskie do przyszłego prezesa PZKol
Pamiętniki z wakacji: Rio 2016
Gabriela Wojtyła i Krzysztof Łukasik najlepsi w Lublinie

Jak ocenia Pan dzisiejszą sytuację kolarstwa górskiego w kraju i zaangażowanie PZKol w ostatnich latach w jego rozwój?

Nie pamiętam kiedy było tak źle. Jedną kwestią jest, że rangi imprez się obniżają. Druga sprawa to ilość imprez wpisanych do kalendarza. W tym sezonie (2016) mieliśmy wprawdzie imprezy wpisane do kalendarza UCI: Maja Race w Jeleniej Górze oraz Górale na start w Wałbrzychu, ale stało się tak za sprawą pracy środowisk zaangażowanych w MTB, a nie samego PZKolu.

Kolarstwo górskie w swojej olimpijskiej odmianie praktycznie opiera się na wysiłku działaczy z poszczególnych klubów, którzy walczą o jego rozwój. Imprezy komercyjne, czyli maratony MTB mają się nieźle, ale ciężko powiedzieć, żeby PZKol miał cokolwiek z nimi wspólnego.

Można odnieść wrażenie, że kolarstwo górskie nie jest w Związku nikomu potrzebne, a organizacja takich imprez jak mistrzostwa Polski w XCO stanowi tylko problem. Uwaga Związku jest najbardziej skupiona na torze.

Owszem, PZKol wspomógł przygotowania olimpijskie Mai Włoszczowskiej. Jednak to, że wywalczyła medal, było przede wszystkim zasługą pracy i talentu samej zawodniczki, jej klubu i sponsorów. Nikt w związku nie interesował się zbieraniem punktów przez Marka Konwę czy Bartłomieja Wawaka i w rezultacie na Igrzyskach Olimpijskich w Rio nie wystawiliśmy ani jednego zawodnika w wyścigu XCO mężczyzn.

Młodzi zawodnicy, nawet utalentowani często pozbawieni są możliwości rozwoju. Tutaj krokiem naprzód było powołanie kadr i przydzielenie im trenerów. Więcej o tym poniżej. Nadal problemem jest, że młodzieży brakuje zagranicznych startów niezbędnych do gromadzenia doświadczenia i zbierania punktów UCI.

Jak Pan ocenia dotychczasową pracę Komisji MTB, Puchar Polski XCO, Puchar Polski XCM oraz jakie cele stawia przed tymi trzema projektami na najbliższe cztery lata?

Pracę komisji oceniam bardzo dobrze, szkoda tylko że niema żadnego wsparcia ze strony PZKolu. Na pewno zasługą komisji i klubów jest fakt, że w kalendarzu na sezon 2017 mamy trzy wyścigi UCI. Celem powinno być opracowanie wspólnego kalendarza XCO-XCM, oczywiście w porozumieniu z organizatorami

Rok 2016 był przełomowy jeśli chodzi o funkcjonowanie kadry MTB – każda kategoria wiekowa otrzymała swojego trenera. Które rozwiązanie jest Panu bliższe – jeden trener koordynator dla całej kadry jak to miało miejsce w latach poprzednich czy też rozwiązanie funkcjonujące teraz? Proszę o uzasadnienie odpowiedzi. 

Uważam, że zdecydowanie lepiej, kiedy każda kategoria wiekowa otrzymuje swojego trenera, który może prowadzonym przez siebie zawodnikom w pełni się poświęcić. Oczywiście warunkiem odpowiedniego działania jest założenie, że trenerzy porozumiewają się ze sobą  a nad całością czuwa trener koordynator. To nowoczesne podejście, dające możliwość wychowania i rozwoju zawodnika. Trzeba pamiętać, że każdy kolarz nawet ten najlepszy wcześniej czy później ma załamanie formy – nie koniecznie powodem jest dyspozycja fizyczna, bo mogą to być również inne problemy i dlatego aby lepiej znać swoich zawodników i wiedzieć jak im można pomóc trzeba z nimi mieć bliższy kontakt. Zawodnik musi czuć się potrzebny, mieć świadomość, że trenerowi zależy na nim, trener musi wierzyć w swoich zawodników a zawodnicy muszą ufać trenerowi. Zawodnik nie powinien cały czas udowadniać, że jest dobry – to trener powinien znać wartość każdego zawodnika dlatego rozwiązanie trener dla każdej kategorii jest bardzo dobre.

Przy malejącym zainteresowaniu cross country oraz rosnącemu zainteresowaniu maratonami MTB następuje coraz większy rozdźwięk między tym jak sport organizowany jest centralnie a tym jak widzą to amatorzy. Jaki jest Pana pomysł na zaangażowanie tysięcy ludzi biorących udział w maratonach mtb, którym bądź co bądź bliskie jest kolarstwo górskie?

Należałoby zbliżyć do siebie te dwa światy: profesjonalnych zawodników i amatorów. Dobrym pomysłem jest organizowanie łączonych imprez – w jeden dzień maraton, w drugi XCO. Ułatwmy chętnym amatorom wyrabianie licencji. Na szosie łączenie wyścigów zawodowych i amatorskich się sprawdza, pozwala zainteresować się sportem zawodowym ludziom ścigającym się na co dzień nie wyczynowo.

Przede wszystkim, myślę że należy podjąć dyskusję w tym temacie i może czas obrać nowy kierunek. Chciałbym poznać zdanie przedstawicieli klubów oraz organizatorów imprez komercyjnych. MTB jest teraz dość mocno od nich zależne. Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób można ułatwić im działanie, a przy tym wspólnie promować cross-country.

Od kilku lat egzekwowany jest przepis o imprezach zabronionych (1.2.019). Zastosowanie ma w zasadzie prawie tylko do kolarstwa górskiego. Czy powinien dalej obowiązywać? Proszę o uzasadnienie odpowiedzi.

To przepis, który ma sens, jednak przy kilku założeniach. PZKol powinien ułatwiać organizatorom zgłaszanie imprez i zachęcać ich do tego. Niech proces ten będzie łatwy, bez zabierania czasu i pieniędzy. Powinno pokazać się organizatorom jakie plusy przyniesie im wpisanie imprezy do kalendarza i że dzięki temu ich wyścig skierowany będzie do szerszego grona odbiorców.

Pomysłem w tym temacie ułatwiającym sprawę zawodnikom mógłby być kalendarz stworzony i prowadzony na bieżąco przez PZKol ze wszystkimi imprezami. To także byłby argument dla organizatorów jako dodatkowa promocja ich wyścigów na stronie związku.

Kolarstwo górskie to nie tylko cross country (XCO, XCM, XCS, XCE), ale także takie dyscypliny takie jak zjazd(dh), enduro, 4x, freestyle… Dotychczasowe władze PZKol nie angażowały się w te dyscypliny zasłaniając się tym, że zgodnie ze statutem skupiają się tylko na dyscyplinach olimpijskich. Jaka jest Pana wizja odnośnie dyscyplin nieolimpijskich?

Sport jest dla wszystkich, nie tylko dla olimpijczyków i reprezentantów dyscyplin olimpijskich. Promowanie jednostek zabija sport jako taki. Wiadomo, że do igrzysk może się przygotować ograniczona ilość zawodników, igrzyska są co cztery lata a MŚ co rok więc rzeczą normalną jest promować i reprezentować Polskę jak najlepiej. W idei działania PZKol jest nie tylko dbanie o to, z czego będą pieniądze. PZKol, jak każdy związek sportowy, powinien też działać dla interesu społecznego. Dla promowania swoich dyscyplin. A wśród nich jest nie tylko tor, szosa i XCO.

PZKol od lat boryka się z problemami finansowymi. Obecnie urzędujący Minister Sportu Witold Bańka zapowiedział większe zaangażowanie spółek Skarbu Państwa w sport, także kolarstwo. Czy w Pana ocenie takie wsparcie będzie wystarczające czy też ma Pan pomysł na pozyskanie dodatkowych środków?

Przez ostatnie lata cały czas słyszę że brakuje pieniędzy. Osobiście uważam, że na pewno się nie przelewa w PZKolu, ale moim zdaniem to Związek nie potrafi wykorzystać swoich powierzchni reklamowych. Myślę że problemem związku są nieprzemyślane i ekonomicznie nieuzasadnione decyzje co do wydawania środków finansowych. W Związku powinien być zatrudniony manager, który zajmowałby się pozyskiwaniem sponsorów. Drugim rozwiązaniem mogło by być podpisanie umowy z firmą marketingowo-reklamową, która w zamian za prowizję od wpływów środków finansowych znalazła by na pewno sponsora. Osobiście uważam, że nie jedna firma chciałaby zostać sponsorem reprezentantów Polski, to wielki zaszczyt i prestiż. Na pewno błędem jest czekanie tylko na środki z ministerstwa.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0