Słowo na piątek: marazm

Słowo na piątek: marazm

Trening kolarski amatora – plusy i minusy
#team100 to już #team250, ale nadal bez kolarzy górskich
Wszystkie obietnice Dariusza Banaszka, sprawy na wczoraj oraz wyzwania
Wyniki ankiety 2017 [sport]
Subiektywnie o przełajach nad Wisłą [2017]

Odliczanie do wyborów trwa, ale mimo to nie ma plebiscytu na programy, obietnice czy rozliczenia dokonań. W zasadzie to oficjalnie cały czas nie wiadomo kto kandyduje na fotel prezesa. Poza powtarzanymi do znudzenia formułkami o kopiowaniu rozwiązań brytyjskich, narodowym programie rozwoju kolarstwa czy workach medali nie dzieje się nic co miałoby naprawdę jakieś znaczenie dla rozwoju dyscypliny w kraju.

Ostatnie lata pokazały też dobitnie, że poprzednie władze PZKol totalnie przespały a aktualne nie mają żadnego pomysłu na rosnącą cały czas popularność wokół maratonów mtb, a teraz także masowych imprez szosowych. W efekcie kolarstwo w kraju podzielone jest na kilkuset juniorów i orlików, blisko trzystu zawodników elity, około tysiąc tzw. mastersów, czyli ludzi, którzy za młodu uprawiali kolarstwo i jeżdżenie z licencją mają we krwi. Do tego dochodzi jeszcze kolejne mniej więcej dwieście Cyklosportów.

W sumie w zeszłym roku PZKol wydał ponad 3 tysięcy licencji czemu dość szczegółowo przyjrzał się Marek Tyniec na swoim blogu (link). W blisko 40 milionowym kraju.

Obok tego mamy tysiące, a pewnie nawet dziesiątki tysięcy dorosłych ludzi, którzy chociaż raz w roku przypinają do swojego roweru numer startowy i biorą udział w jakimś wyścigu – na rowerze górskim czy szosowym. I często też za ich namową w rywalizacji biorą udział ich dzieci, kolejne tysiące. Żeby tego mało to łączą się w drużyny, rejestrują stowarzyszenia, pozyskują lokalnych sponsorów, animują kolarstwo w swoim najbliższym otoczeniu. Poza PZKol.

Tysiące ludzi, które obojętne są władzom naszego Związku. Z premedytacją piszę władzom, bo wbrew krążącej opinii to ani prezes, ani dyrektor sportowy, ani biuro nie odpowiada za to co dzieje się w Związku. Odpowiedzialny za to jest Zarząd, któremu to pod zaopiniowanie podrzucane są różne pomysły czy rozwiązania. O zgłaszaniu własnych pomysłów nie wspominając.

Aktualny skład można sprawdzić na stronie PZKol (link).

Trudno powiedzieć jaką pracę wykonali w ciągu ostatnich czterech lat, bo PZKol nie ma BIP ani nie publikuje żadnych informacji na ten temat. Roczne sprawozdanie też nie niesie za sobą zbyt wielu informacji i ma bardziej charakter finansowy niż merytoryczny. Jeśli z kolei oceniać pracę Zarządu po widocznych efektach, medialności Związku oraz zaangażowaniu w środowisko to jest po prostu źle. Do tego zarząd zbiera się z reguły nie częściej niż raz w miesiącu, praktycznie nigdy w pełnym składzie.

PZKol, podobnie jak wszystkie związki sportowe w kraju, działa na takiej samej zasadzie. Zasadzie która w zasadzie paraliżuje rozwój dyscypliny na każdym poziomie. Każdy broni swojego stołka, a wizja działania nie wykracza poza kadencję z podkreśleniem, że ostatnie miesiące danej kadencji to jest absolutny paraliż i polityka. Nic więcej.

W tym miejscu warto też podkreślić, że Zarząd wskazywany jest w drodze głosowania przez jego członków czyli delegatów wybranych w regionalnych związkach kolarskich. W efekcie mamy z reguły Zarząd mocno szosowy, bo regionalnymi związkami rządzą cały czas „starzy” działacze, dla których poza szosą nie ma kolarstwa. Taki a nie inny skład Zarządu przekłada się na jego działania skoncentrowane na utrzymaniu status quo, a nie na pracy na rzecz rozwoju dyscypliny w kraju.

A chciałoby się, żeby zarząd był gwarantem rozwoju wszystkich odmian kolarstwa, które są oficjalnie pod opieką Związku oraz wychodził poza schemat „środków z MSiT”.

Mało kto czytał statut PZKol, a jeszcze mniej osób wie, że PZKol jest uprawniony do prowadzenia działalności gospodarczej. Ręka w górę kto chciałby mieć strój w narodowych barwach? Czy chociażby „oficjalne” skarpetki? O innych około kolarskich gadżetach nie wspominając.

Idąc dalej. Ten sam Zarząd w tym sezonie doprowadził m.in. do faktu nie zawarcia umowy sponsoringowej na nagrody finansowe w klasyfikacji generalnej PP XCM. Wielokrotnie też działał opieszale, wcale lub blokował to co mogłoby pójść sprawnie, o czym przekonałem się osobiście wiosną 2015 roku kiedy pracowałem na nowym regulaminem PP XCM. Okazało się, że proste rozwiązania, które zachęciłyby ludzi do wykupienia licencji i startów okazały się niewykonalne, bo wymagały jedynie szybkiego działania i elastyczności. Zjawisko w Pruszkowie nieznane.

Skąd ten tytułowy marazm? Ano stąd, że to najlepszy rzeczownik opisujący ostatnie cztery lata działalności Związku. W kolarstwie górskim w ostatnich czterech latach mimo zeszłorocznej reaktywacji PP XCO i próby zbudowania od nowa PP XCM mamy totalny regres frekwencji startujących. W kolarstwie szosowym najlepiej widać kondycję tej odmiany po krajowym kalendarzu wyścigów, które spadły o oczko niżej rankingu UCI. Na torze mamy co prawda worek medali, ale w kategoriach juniorskich i młodzieżowych albo w sytuacji kiedy inne reprezentacje wystawiają drugie składy (link). Poza tym tor w Pruszkowie nawet podczas międzynarodowego Grand Prix świecił pustkami, więc #nikogo.

I pomyśleć że Polska po IO w Rio może pochwalić się dwoma medalami. Majki i Majki.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0