Mateusz Rejch (SST Lubcza) – Legia MTB Maraton, Wesoła

Mateusz Rejch (SST Lubcza) – Legia MTB Maraton, Wesoła

Plan na weekend 40/2016
Wyniki – 7-8 lipca 2018
Plan na weekend 25/2018
Wyniki – 10-11 września 2016
Wyniki – 15-16 lipca 2017

Tutaj się chyba mało kto mnie spodziewał! Zazwyczaj w górach, bliżej lub dalej na południe, a tym razem na start z domu miałem bliżej niż na najbliższą pływalnię. Tak, w ubiegłą niedzielę zdecydowałem się na start w finałowej edycji Legia MTB maraton w Warszawa Wesoła. Powodów decyzji o uczestnictwie było kilka, ale: po pierwsze to jakoś trudno w tym roku rozstać się z wyścigami, a po drugie to nie odpuściłbym wyścigu w MOIM LESIE! W Wesołej się urodziłem, tutaj mieszkam, co prawda większość czasu w sezonie spędzam na szosie, jednak mam taką grupę pasjonatów, z którymi kiedy zrobi się ciemno, zimno i jesiennie, to wyciągamy lampy i ganiamy się po okolicznych lasach. Zawsze biorąc udział w „płaskich” maratonach mam podwójną tremę, ponieważ najmniejszy błąd może słono kosztować. Zazwyczaj różnice na mecie są sekundowe (jeśli nie mniejsze), dlatego np. zator na trasie może zdecydować o rezultacie i wywrócić wynik do góry nogami. Na szczęście nie walczyłem o lokatę w generalce tego cyklu a start potraktowałem jako „dobicie” nóg na końcówce kalendarza i sprawdzenie dyspozycji po sezonie. Maratony Legii to bardzo specyficzna impreza, po pierwsze: jest KAMERALNIE i znajomo. Tak, w Warszawie to możliwe! Druga sprawa to organizacja wyścigów na rundach. Świetna sprawa dla kibiców, którzy mogą obserwować zmagania w wybranym miejscu trasy i oglądać kolarzy kilkukrotnie. Troszkę inaczej niż w latach ubiegłych, runda przebiegała przez metę, dlatego z publicznością mogliśmy witać się czterokrotnie. To naprawdę fajne! Jako mieszkaniec dzielnicy Wesoła zostałem przez Organizatora potraktowany ulgowo i płaciłem połowę wpisowego, za co bardzo dziękuję. Na start ledwo zdążyłem (rowerem), to ciekawe, że jak trzeba lecieć przez całą Polskę, to na starcie jestem 3 godziny przed czasem, jak wyścig pod nosem to ledwo dojeżdżam.

 

mateusz-rejch-final-legia-mtb

 

Rundy na najdłuższym dystansie były do pokonania cztery razy, każda niespełna po 10 km. Profil trasy: 6-7 km całkowicie płasko, droga leśna, mocno ubita po opadach, kolejne 3-4 km przed metą to interwałowe wydmy z singlami, korzeniami, luźnym piachem i wszystkim co najlepsze może nas spotkać w mazowieckim MTB! Ciśnienia pompuję troszkę powyżej 1 b, temperatura ok. 6-7 stopni, ale nie pada. Ustawiamy się na starcie, strzał sędziego z korkowca powoduje że głuchnę na moment i gaz! Nie znam za bardzo kolarzy z peletonu, ale mamy przed sobą ok. 40 km więc będzie czas żeby się poznać :) Wrzucam dość szybkie tempo, żeby rozerwać peleton i nie dojechać grupą do technicznego odcinka. Udaje się oddzielić i we czterech dojeżdżamy do pierwszej krótkiej hopki, dodaję na kolejnej, jednak to nie jest dobry moment na rwanie. Przelatujemy pierwsze kółko i ku zaskoczeniu widzów, dość szybko meldujemy się na mecie. Nogi przetarte, lecimy dalej. Tutaj zgrabnie puszczam jednego z zawodników przed siebie, na płaskim i tak nie da się uciec. Dojeżdżamy drugi raz do technicznego odcinka, widzę że na dynamicznie pokonywanych zakrętach i jednym zjeździe po korzeniach, reszta stawki zaczyna nieco odstawać. Lekcja zjazdów u Larego Zębatki na Maratonie w Lubeni chyba zaczyna dawać efekty. Przy mecie znowu zjeżdżamy się w trójkę. Jest dobrze, w głowie pojawia się strategia. Na trzecim kółku w „technicznej strefie” mam już sporą przewagę, jednak mała ilość powietrza w oponach nie pozwala utrzymać przewagi na płaskim. Na czwartym okrążeniu, już bez zastanowienia jadę jak po sznurku, zyskuję kilkadziesiąt sekund przewagi, którą dowożę do mety. Wygrywam wyścig na własnym podwórku jako pierwszy zawodnik open. Cykl Legia Maraton śmiało mogę polecieć każdemu. Można spokojnie zarówno zacząć tu przygodę z kolarstwem jak i jeździć nieco więcej. Organizacja ścigania na rundach powoduje że czasem jest mocno w klimacie XC i miałem momentami wrażenie, że kibiców jest więcej niż zawodników. To fajna opcja, jeśli szukacie ucieczki od anonimowych i dużych imprez. Ekstra zdjęcia od Aleksandra Andrzejewska!!! A przede wszystkim bardzo to miłe uścisnąć dłoń burmistrza swojej dzielnicy i w świetnym towarzystwie ścigać się po lesie, który znam od dzieciństwa. Tu się urodziłem, tu mieszkałem, tutaj mamy dom. Dzięki: Paweł Pięta, Michał Glanz, Andrzej Pietrzak Do zobaczenia za rok!

fot Aleksandra Andrzejewska

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0