Kolarstwo górskie od nowa…

Kolarstwo górskie od nowa…

Andrzej Piątek: za chwilę cross country będzie w kraju wspomnieniem
Kolarska rewolucja czy marazm?
Identyfikacja talentów – program PZKol i MSiT
#team100 to już #team250, ale nadal bez kolarzy górskich
PKN Orlen strategicznym sponsorem Polskiego Związku Kolarskiego

Kilka dni przed Świętami Wielkiej Nocy Marek Tyniec opublikował na swoim blogu wywiad z Sebastianem Żabińskim, trenerem kadry orlików. Z całego wywiadu zapamiętałem tylko to zdanie:

Niestety nasi zawodnicy nie spędzą świąt wraz z rodzinami. Będą reprezentować Polskę podczas wyścigów UCI kategorii 1. oraz HC w Mediolanie, LangenloisPradze, Montichiari i Teplicach, skąd wyruszymy do Szwecji na Mistrzostwa Europy.

Oznacza to nic innego jak dobrą wiadomość, że PZKol pozyskał w MSiT środki na rozwój dla młodzieży. Fajnie. W sumie ucieszyłem się, że będą startować w zawodach za granicą, bo przecież jak nie podium, to chociaż “cenne doświadczenie” nabędą.

Chwila refleksji przyszła zaraz po tym jak okazało się, że tak naprawdę mało komu udało się ukończyć wyścig bez dubla, a nawet jeśli, to strata była kosmiczna.

Skąd taka strata? Przecież nie mamy, aż tak słabych zawodników. Nie mamy. Wystarczy rzucić okiem na listy startowe – w nawiasie numer startowy:

  • wyścig elity mężczyzn – 160 zawodników, Bartłomiej Wawak ma numer 13(DNF), a Marek Konwa 14 (nie startuje z powodu choroby), Rafał Hebisz (45), Jakub Zamroźniak (46), Adrian Siarka (52), Filip Helta (122), Łukasz Szymczuk (156)
  • wyścig elity kobiet – 53 zawodniczki, najwyższy numer ma Aleksandra Dawidowicz (14), a najniższy Gabriela Wojtyła (50)
  • juniorzy – 158 zawodników, Tomasz Budziński (13), Marcin Budziński (17), Kamil Tarnawski (127)
  • juniorki – 37 zawodniczek, Magdalena Zielińska (8), Maja Drelak (11)

Osiągnięte wyniki można zobaczyć tu. I co z tego wynika? W licznie obsadzonych wyścigach XCO ściganie jest tylko w czołówce, reszta w zasadzie przez pierwszą rundę, a czasem i dłużej przepycha się, stoi w zatorach itp.  Zaczynasz się ścigać, ale pół godziny później albo i szybciej ściągają Cię z trasy.

Jaki jest cel startu w takich międzynarodowych zawodach? Niewątpliwie jeden, podniesienie poziomu sportowego. Można to osiągnąć o ile zawodnicy mają szansę się pościgać (słowo klucz).

Scenariusz A

Ten się właśnie dzieje, jest kasa, są zgrupowania, zawodnicy będą metodą startową budować formę rywalizując praktycznie co weekend aż do ME w Szwecji. Co potem? Pewnie chwila odpoczynku i dalej gaz aż do MŚ w Novym Meste.

Scenariusz B

Ten nierealny, bo wymagający kompletnej zmiany myślenia. Zacznijmy od tego, że kolarz górski, żeby się ścigać to oprócz formy musi stać gdzieś na początku stawki, bo inaczej wypali się goniąc czołówkę albo zostanie w jakimś zatorze. I tyle będzie ze ścigania.

Żeby mieć to dobre miejsce to musi mieć punkty UCI, ale jak ma je zdobyć, skoro przecież nie dane jest mu się pościgać w czołówce, bo już na starcie jest stracony? Błędne koło.

Kolarstwo górskie jest dyscypliną olimpijską, więc obok szosy oraz toru PZKol pozyskuje środki z MSiT także na rozwój XCO.


screenshot-pzkol.pl 2016-03-30 16-26-57


Pewnie powyższa grafika jest mało czytelna, ale nie każdy wie, że PZKol jest nie tylko organizacją nadzorującą kolarstwo, ale także organizatorem zawodów – głównie, a może nawet tylko, na torze. Tu dla przykładu Grand Prix.

Co stoi na przeszkodzie, żeby PZKol środki pozyskane w MSiT przeznaczył a organizację zawodów XCO kategorii UCI C1 i C2 w kraju? Pewnie coś stoi, ale stawiam, że to raczej jakiś stereotyp albo rutyna, a nie przeszkoda formalna.

Dlaczego PZKol przerzuca cały ciężar organizacji zawodów XCO, gdzie zawodnicy mogą zdobyć punkty UCI jednocześnie angażując wszystkie swoje siły w tor?

Dlaczego nie mogłoby być tak, że klub organizuje, a PZKol bierze na siebie koszty związane z wpisem do kalendarza UCI?

Przerzucamy środki z zagranicznych wyjazdów juniorów i U23 na organizację imprez UCI. W efekcie w ciągu jednego roku nasi zawodnicy golą lokalne wyścigi, zbierają punkty UCI i na wiosnę kolejnego roku mogą stanąć bliżej pierwszej linii. A jak im nie pójdzie? Raz – ok, zdarza się. Drugi, włącza się lampka kontrolna. Trzeci. To znaczy, że wybraliśmy nie tych co trzeba, szkolenie źle funkcjonuje albo coś innego. Trzeba zacząć od nowa.

A do Rio nie pojedzie…

Kto pojedzie to w zasadzie wiemy, dwie dziewczyny, z czego pewniakiem jest Maja Włoszczowska. O drugi bilet powalczą na pewno Monika Żur, Aleksandra Dawidowicz, którym PZKol zafundował ostatnie tygodnie w Livigno. Nie odpuszcza Paula Gorycka. Warto też mieć na uwadze Aleksandrę Podgórską oraz Marlenę Droździok. System kwalifikacji do Rio jest czytelny.

A do Rio na pewno nie pojedzie ani Marek Konwa, ani Bartłomiej Wawak, ani żaden inny nasz reprezentant, bo PZKol zrzuca ciężar łapania punktów UCI na kluby, zawodników. Aktualnie Polska jest na 26 miejscu. To spadek z 23 miejsca, które zajmowaliśmy jeszcze 31 grudnia 2015.  Dla przykładu chłodna kalkulacja pozwoliła w tym samym czasie Rosji przeskoczyć z 28 na 23 miejsce.

A potem jest tak:



Kurtyna.

COMMENTS

DISQUS: 0