Katarzyna Pakulska (TRW Cloudware) – Poland Bike – Kielce

Katarzyna Pakulska (TRW Cloudware) – Poland Bike – Kielce

Katarzyna Pakulska (TRW Cloudware) – Mazovia MTB – Nowy Dwór Maz.
Katarzyna Pakulska (TRW Cloudware) – Poland Bike – Wąchock
Katarzyna Pakulska (TRW Cloudware) – Poland Bike – Nadarzyn

W sobotę wystartowałam w przedostatnim już wyścigu cyklu Lotto Poland Bike Marathon w Kielcach. Był to zarazem finał Korony Świętokrzyskiej. Dla mnie osobiście był to niesamowicie istotny wyścig, gdyż za górskie etapy liczyło się 110% ogólnej punktacji do klasyfikacji generalnej całego cyklu. Nie zależało mi już na “generalce” w Koronie Świętokrzyskiej, a bardziej na generalce całego cyklu, stąd też ważyły się losy mojej pozycji.

Na miejsce dotarłam dzień wcześniej i po objeździe trasy byłam pełna optymizmu. Była bardzo ciekawa i przyjemna, dużo technicznych odcinków, dużo podjazdów, karkołomnych zjazdów po kamieniach, korzeniach, w skrócie MTB w czystej postaci. Trasa godna finału. Już wieczorem pojawiły się opady deszczu, jednakże sądziliśmy, że nie zmieni to aż tak trasy. Nie spodziewaliśmy się tego, co nastanie później. Od rana zaczął padać deszcz. Padało właściwie cały czas. Przed wyścigiem, w trakcie wyścigu, po wyścigu. Czasami nawet nie padało, bardziej lało. I nie zapowiadało się raczej, żeby coś w tym temacie się zmieniło, trzeba było nastawiać się na trudną walkę nie tylko z rywalami, ale również z pogodą. Mnie osobiście nie za bardzo podobała się perspektywa pokonania 50 kilometrowej pagórkowatej, technicznej trasy w deszczu i w błocie, ale motywacja i bojowe nastawienie jakie otrzymałam od swoich chłopaków z TRW Cloudware Team zmieniły mój tok myślenia i w sumie było mi już obojętne, czy przestanie padać, czy nie. Każdy miał takie same warunki i trzeba się było do nich dostosować. Na start dotarliśmy praktycznie na ostatnią chwilę, 30 min przed startem, ale nie widzieliśmy sensu przyjeżdżania wcześniej. Wystarczyła krótka rozgrzewka, choć zimny deszcz i tak studził nasze mięśnie. Nieustannie padało.

Punktualnie o 12:30 wyruszyliśmy na trasę z parkingu przy Targach Kielce. Pierwsze praktycznie 3,5 km były asfaltowe, ale już po kilkuset metrach każdy był mokry. Przez dłuższy czas wszyscy trzymaliśmy się razem, do momentu pierwszego podjazdu właściwie, czyli do 9 km. Podjazd w sumie nie długi, ale konkretny, poszatkował peletonik na mniejsze grupki. Po nim szybki zjazd i kolejne odcinki płaskiego. I tak do rozjazdu dystansów Mini/Max – 15 km. Po odbiciu na mój dystans zaczęło robić się ciekawie. Na początek fajny pumptrack wzdłuż torów kolejowych, po którym z resztą również wracaliśmy, a potem to już niezła zabawa. Podjazd za podjazdem przeplatane trudnymi zjazdami. Kilometry ciągnęły się jak flaki z olejem, deszcz lał się z nieba niemiłosiernie, koła tańcowały po błocie.

Mocne nogi i umiejętności techniczne to nie wszystko, liczyła się również mocna głowa. Runda Max była naprawdę trudna. Wszystko za sprawą błota. Każde trudniejsze fragmenty były jeszcze trudniejsze. Łańcuch trzeszczał, hamulce piszczały, choć po 25 km praktycznie już ich nie miałam więc przestały się odzywać. Trudniejsze zjazdy trzeba było zbiegać, bo po prostu się bałam, że przez brak hamulców niepotrzebnie zrobię sobie krzywdę. Zaciskałam mocno klamki a rower jedzie, więc nie było sensu ryzykować. Nie mogłam się doczekać momentu, w którym znajdziemy się już na rozjeździe, aż w końcu się doczekałam. Wiedziałam już, że przede mną jedynie jeszcze jeden podjazd z trudniejszym zjazdem i reszta płaska do samej mety. I tu muszę przyznać, że znajomość trasy była tu bardzo przydatna. Ale mimo wszystko łatwo nie było, bo nawet na płaskich odcinkach trzeba było mocno się pilnować i skoncentrować, bo błoto było tak rozjeżdżone. W końcu wpadliśmy na asfalt i ostatnie 3 km asfaltu. Dawno nie byłam tak szczęśliwa po przejechaniu linii mety. 2 miejsce w Open Kobiet i wygrana w kategorii K2. 2 miejsce w klasyfikacji Korony Świętokrzyskiej utrzymałam, ale bardziej cieszyło mnie to, że całkiem dobrą jazdą zapewniłam sobie zwycięstwo w Open Kobiet w całym cyklu.

Po słabym rozpoczęciu sezonu mozolnie odrabiałam straty, aż w końcu się udało. Do samego końca w to wierzyłam, nawet w momentach kryzysowych, w których przegrywałam. Póki co, jeszcze 3 wyścigi do końca. W sobotę lokalny wyścig na swoim podwórku w Gostyninie, a w niedziele finał sk bank Mazovia MTB Marathon w Nowym Dworze Mazowieckim.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0