Bartosz Janowski (Romet Racing) – PP XCM – Jelenia Góra

Bartosz Janowski (Romet Racing) – PP XCM – Jelenia Góra

Bartosz Janowski (Romet Factory Team) – Mistrzostwa Europy w maratonie MTB, Svit
[PR] Udany początek sezonu Romet Racing Team
Bartosz Janowski (Romet MTB Team) – Cyklokarpaty, Przemyśl
Bartosz Janowski (Romet Racing) – Bike Maraton – Polanica-Zdrój
Beskidy MTB Trophy – jeszcze tydzień!

Nie ma lekko. Po ostatnich upałach i suszy, tym razem trzeba było się zmierzyć z odmiennymi warunkami. Padający przed startem deszcz mocno namoczył ścieżki w okolicach Jeleniej Góry, mimo tego trasa była w 100% przejezdna. Dodatkowo dawała masę fun’u i selekcjonowała kolarzy zarówno na zjazdach, jak i podjazdach. Co mi się podobało. Ze względu na rangę Pucharu Polski stawka zawodników była naprawdę okazała.

Tuż po starcie peleton jeszcze na ulicach Jeleniej Góry rozwijał zawrotne prędkości dochodzące do ponad 60 km/h. Od środka robiło to naprawdę ogromne wrażenie. Szum opon i niesamowity pęd. Po wjeździe w teren prędkość spadła i zaczęła się prawdziwa rywalizacja. Do pokonania był pierwszy kilkunastokilometrowy, raczej płaski fragment. Zaraz na początku na wzniesieniu do przodu odjechali Piotrek Brzózka i Bartek Wawak. Trochę przegapiłem ten odjazd, gdyż byłem w środku grupy. Mimo tego i tak nie chciałem forsować tempa na początkowych kilometrach. Za czołową dwójką pędziłem po kole Bogdana Czarnoty, a za nami jechała kilkunastoosobowa grupa, której prędkość nadawał Michał Ficek. Po chwili peleton nas dogonił. W tym fragmencie trasy starałem się nie tracić zbyt dużo czasu do liderów, a też nie chciałem za mocno eksploatować jeszcze nóg. Co się udało zrobić, gdyż na pierwszym solidnym podjeździe, miałem sporo mocy i w miarę gładko odjechałem od rywali. Na charakterystycznym sztywnym podjeździe pod tzw. Łopatę dogoniła mnie trójka Kornel Osicki, Michał Ficek i Paweł Kowalkowski. Później na zjeździe razem z Kornelem zostawiliśmy za plecami Michała i Pawła.

Dalszą część trasy pokonywałem razem z Kornelem. Kończąc pierwszą rundę kolejny raz przejeżdżaliśmy ścianę płaczu „Łopatę”. W tym momencie miałem trochę kryzys psychiczny, gdyż wydawało mi się, że na Giga mamy przejechać dwie pętle, co byłoby bardzo ciężkim zadaniem do wykonania. W sumie już wjeżdżałem za strzałkami rozjazdu kolejny raz na Giga ;) szczęśliwie ze złej trasy zawrócił mnie oglądający zmagania Bartosz Dul, dzięki czemu w sumie nic nie straciłem :D. Dalej szybko wchłonąłem dwa żele i ogień do mety. Na finałowym odcinku wyprzedziłem Kornela i starałem się jak najbardziej zniwelować stratę do liderów. Na metę wpadłem na trzeciej pozycji ok. dwie minuty za Piotrkiem Brzózką i Bartłomiejem Wawakiem. Było Ok.

COMMENTS

DISQUS: 0