Bartosz Janowski (Romet Racing Team) – Cyklokarpaty – Polańczyk

Bartosz Janowski (Romet Racing Team) – Cyklokarpaty – Polańczyk

Bartosz Kołodziejczyk (Euro Bike Kaczmarek Electric) – Skandia Maraton – Dąbrowa Górnicza / MP XCM – Obiszów
Udany start sezonu Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team
Bartosz Janowski (Romet MTB Team) – Cyklokarpaty, Przemyśl
Bartosz Janowski (Romet Factory Team) – Mistrzostwa Europy w maratonie MTB, Svit
Bartosz Janowski (Romet MTB Team) Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB, Jelenia Góra

Pierwsza partia trasy w większości była nie przejezdna. Rozorane ciężkim sprzętem do ściągania drzew z lasu drogi pokrywały ogromne koleiny, a błotnisty jogurt sięgał minimalnie do kostki, najgłębiej wpadłem do kolana. Jechać na rowerze się nie dało. Gdy po godzinie przeprawy, na liczniku widziałem trochę ponad 10 pokonanych kilometrów zacząłem się zastanawiać czy ten maraton na dystansie Giga będzie w ogóle możliwy do ukończenia. To była totalna ekstrema i z takimi warunkami się jeszcze nie spotkałem. Podobnie nie spotkałem się też jeszcze nigdy ze śladami niedźwiedzia a tym razem tak :-o. W dodatku miś spacerował wzdłuż trasy maratonu, odbite łap były wyraźne, więc musiał być gdzieś całkiem niedaleko.

Po wybrnięciu z lasu na 19 kilometrze, pod kołami pojawił się fajny szuter, podkręciłem tempo, podjazd był naprawdę dobry, ale niestety po kilkuset metrach okazało się, że pomyliłem szlak. Wjechałem między zabudowania i tam droga się skończyła. Szkolny błąd sprawił, że zaliczyłem spadek na 7 pozycję Open. Motywację miałem nadal, tym bardziej, że największe błota były za mną. Zabrałem się za odrabianie strat. Dalsza część trasy z pętlą giga, na którą wjechałem już jako pierwszy bardzo mi się podobała. Szutrowe podjazdy były świetne, podobne do tych z okolic Stronia Śląskiego, gdzie rozgrywany jest wyścig MTB Challenge. Tym razem nie martwiłem się brakiem technicznych ścieżek, po prostu nie miałem już ochoty zaglądać głębiej do lasu :)

Na 49 kilometrze spotkałem agresywnego miejscowego, który chciał mnie ściągnąć z roweru, wykrzykiwał, że to jego ziemia i nie zezwala, żebym po niej jeździł :D. Te Bieszczady to jednak totalny odjazd i orient :) Dostałem dodatkowej motywacji do podkręcenia tempa, uciekałem jak za dzieciaka ;) W końcu 68 kilometr, czyli nagroda za poniesione trudy – szczyt ostatniego podjazdu z pięknym widokiem na jezioro Solińskie i okoliczne góry, warto było się męczyć!

Pokonałem wszystkie przygody, błoto w lesie mnie nie wchłonęło, misiek nie zjadł, uciekłem przed tubylcami i na mecie mogłem się cieszyć z pierwszego miejsca. Satysfakcja ogromna. Ojjj ten wyścig będę na pewno długo pamiętał :)

COMMENTS

DISQUS: 0