Zbigniew Rodziewicz: każda moda ma swoje ograniczenia

HomeRomet Racing TeamWywiady

Zbigniew Rodziewicz: każda moda ma swoje ograniczenia

Karbonowy HT MTB za 10 tysięcy [2018]
Wyprzedaż rowerów górskich
CCC w szosowym World Tour na rowerach Giant
Giant 2020 – kolarskie Maestro i wiele więcej…
Rower górski HT do 5 tys PLN [zestawienie]

Jesteśmy na prezentacji kolekcji Giant 2015. Rynek polski jeśli chodzi o rowery rozwija się dynamicznie od kilku lat. Ostatnio mówi się, że jest boom przede wszystkim na rowery miejskie. My jako portal MTB-XC.PL zajmujemy się kolarstwem górskim. Czy to jest tak, że każda kategoria rowerów rośnie, czy też w sprzedaży dominują rowery miejskie?

Zbigniew Rodziewicz – Dyrektor Generalny Giant Polska: Przeciwnie, ani dynamiczny rozwój, ani boom nie opisują tego, co się teraz dzieje na rynku rowerowym. To jest eksplozja, ale nie sprzedaży, tylko użytkowania rowerów. Według naszych ocen sprzedaż całkowita rowerów w Polsce wcale nie wrosła. Ludzie wyciągnęli stare rowery z piwnicy, balkonu, no i jest też niedoceniany przez nas, a rozwijający się w ostatnich latach rynek rowerów używanych, przywożonych z zachodniej Europy.

Czy w takim razie można pokusić się o stwierdzenie, że branża rowerów nowych jest w lekkiej zapaści?

Ależ skąd, popyt rośnie w miarę wzrostu zainteresowania użytkowaniem rowerów. Do łask wrócił rower szosowy, który kiedyś był związany tylko i wyłącznie z kolarzami. Dziś rower szosowy może zobaczyć Pan po prostu na ulicy. Osobiście jestem tym zachwycony, bo prędzej czy później ci ludzie muszą ze swoimi rowerami wrócić do serwisu. Jeśli Pan porozmawia z właścicielami serwisów rowerowych, to oni są pod wrażeniem tego, że ludzie w końcu zaczynają dbać o swoje rowery, naprawiają je. Sprzedają się też różnego rodzaju akcesoria – oświetlenie, dętki. A prawdziwe żniwa rowerowe cały czas przed nami.

DSC_4546

Czyli powiedzmy sobie tak. Lata ’80 to BMX, lata ’90 rower górski.

To prawda, ale to wynikało po części z mody, po części z oferty rynku. Dziś oferta jest szeroka, a klient jest w stanie zdefiniować swoje potrzeby. Kiedyś używało się roweru okazjonalnie, więc szło się za modą. Dzisiaj ktoś, kto zaczyna dojeżdżać na rowerze do pracy wie, że bmx to nie jest najlepsze rozwiązanie, więc szuka roweru, który spełni jego oczekiwania. Jeśli ktoś lubi się zmęczyć, spocić, ale nie „w krzakach” –  czyli nie mówimy o górskim rowerze –  to sięga po rower szosowy lub około szosowy.

Zresztą każda moda ma swoje ograniczenia. Był boom na turystykę w postaci maratonów, jest mnóstwo firm organizujących tego rodzaju zawody. Tysiące ludzi bierze w nich udział, jest to element krajobrazu – one są i będą. Jednak ostatnio pojawiło się nowe zjawisko – triathlon. To są już inne grupy użytkowników, wykorzystujące rower do innych celów. Powstały zatem zupełnie nowe grupy nabywców. Moim zdaniem to są pierwsze sygnały dojrzewania polskiego rynku.

Czyli koniec z rowerem do „rowerowania”, tylko świadome dobieranie sprzętu do potrzeb.

Długo byliśmy tym karmieni, jeszcze w czasach Targów Poznańskich, gdzie Romet zjawił się z banerem i informacją, że posiadają rowery w różnych rozmiarach. Kiedyś rowery dzieliły się na dziecięce, męskie i damskie, a rozmiar ramy był uniwersalny. Dzisiaj mamy ogromną różnorodność. A rozwój rynku idzie w parze z rozwojem technologii – porównanie roweru z tego roku z tym z przełomu wieku to przepaść.

DSC_4518

Jeśli mówimy o rozbudowanej ofercie. Czy to nie jest dla dzisiejszego konsumenta w Polsce problem, że przychodzi do sklepu i de facto wybór ma znacznie utrudniony?

To nie jest zabieg marketingowy czy dzielenie włosa na czworo. Jest to po prostu odpowiedź na różne potrzeby. Weźmy taki przykład – seria rowerów górskich Talon. Często słyszę – fajny rower, ale gdyby jednak miał osprzęt z wyższej grupy. To jest właśnie odpowiedź na takie oczekiwania. Oczywiście prościej by było mieć w ofercie trzy rowery górskie, trzy szosowe, trzy miejskie. Ludzie mają bardzo różne gusta i potrzeby. Do tego dochodzi kwestia zasobności portfela, nie wspominając o estetyce, bo jest to już sprawa bardzo indywidualna. Stąd ta oferta. Dlatego miejscem zakupu roweru powinien być sklep rowerowy z prawdziwego zdarzenia, który – przynajmniej w założeniu – powinien zatrudniać kompetentny personel, tak by klient rower kupił, ale też wrócił do sklepu – po następny rower, po akcesoria, po serwis. Tego u nas kiedyś nie było i cały czas jest to na etapie kształtowania.

Wspomniał Pan o rosnącym zainteresowaniu rowerami szosowymi. Naszym czytelnikiem jest przede wszystkim użytkownik rowerów górskich, ale nie da się ukryć, że coraz bardziej profesjonalne podejście do kolarstwa powoduje, że ludzie sięgają także po rowery szosowe.

Powiem Panu, jak ja to widzę. Ludzie regularnie jeżdżący na rowerach mają coraz lepszą kondycję. Jak ma się dobrą kondycję, to zaczyna brakować jednej rzeczy – wiatru. Dam Panu dobry przykład. Na co dzień z żoną używamy rowerów miejskich – Giant Boulevard z przełożeniem Nexus. Czasami chciałem pokazać, jaki to jestem mocarny, co po kilku minutach kończyło się zadyszką, i taki był finał. Od dwóch tygodni jeżdżę na rowerze szosowym Giant Defy. Najnowszy model, na karbonowej ramie. Po prostu rewelacja. Od wspomnianych dwóch tygodni nie muszę robić postojów. Moja sprawność nie uległa zmianie, nie wzrosła, ale dostałem zabawkę, która daje mi kompletnie inne możliwości. To wszystko dzięki mnogości przełożeń i ich jakości oraz dynamice tego roweru.

Ostatnio namówiłem znajomego, który jeździ od ponad 30 lat przede wszystkim na rowerze górskim i startował w różnego rodzaju imprezach amatorskich na całym świecie. Mówię mu: „Marek, spróbuj”. Nie miał problemu, żeby złapać się z peletonem. Doznania są kompletnie inne.

Do tego dochodzi też zmiana cywilizacyjna i społeczna. Kierowcy są bardziej uważni, tolerancyjni. To wszystko pomaga. Nam, rowerzystom, potrzeba też trochę ogłady, zwłaszcza na chodnikach, gdzie, niestety, wielu z nas rozjeżdża pieszych. Jeśli wszyscy nad tym popracujemy, to ta koegzystencja będzie kwitła.

DSC_4584

Mam też pytanie odnośnie przełajów, ponieważ nie widać takiego roweru w kolekcji 2015.

Giant ma w swojej ofercie przełajówkę sportową – TCX. Niestety, musiałem się wycofać rakiem z tego rodzaju roweru na rynku polskim. Ten rynek, dziś stricte zawodniczy, jest tak mały, że ja nie mam tego roweru komu sprzedać. Natomiast rynek około crossowy, około przełajowy wypełniamy serią Anyroad.

Z przyjemnością pokazałbym TCX – to jest bardzo zaawansowany technologicznie rower. Sama jego prezentacja byłaby dla mnie radością. Ale jeszcze nie teraz.

A czy to nie jest tak, że w pewnych kategoriach jednak warto kreować popyt?

Cały czas próbuję. Dam Panu przykład: TCX. W ostatnich latach wykonałem dwukrotnie próbę wejścia z nim na rynek. Zatem robimy to, badamy rynek. Anyroad to koncept, który pojawił się na Tajwanie. Polska była pierwszym krajem, który zgłosił gotowość do sprzedaży tej linii rowerów. To jest sukces, te rowery przyjęły się na naszym rynku i sprzedają się bardzo dobrze, dlatego też ta linia jest cały czas rozbudowywana. Dodatkowo, przewagą naszej firmy jest to, że jeśli potencjalny klient zobaczy na międzynarodowej stronie jakiś rower, którego na polskim rynku nie ma, to są bardzo duże szanse, że mimo braków w ofercie, stanie się jego właścicielem. My nie ograniczamy możliwości zakupów tylko do oferty, na którą decydujemy się w danym roku.

Bardzo chętnie pokazałbym pełną ofertę Giant w Polsce, wprowadził ją do sprzedaży. Musi być to jednak uzasadnione ekonomicznie. Pieniądze, które musielibyśmy włożyć w rowery, żeby tylko je pokazać, miałyby odzwierciedlenie w marży, z której finansujemy naszą działalność. Mam na uwadze to, żeby ceny naszych rowerów były jak najbliższe możliwościom finansowym klientów, staram się więc nie wydawać naszych środków w sposób, nazwijmy to, łatwy i przyjemny, jeśli z tego nic nie wynika.

W kolekcji 2015 roku wchodzicie szeroko z marką Liv, która dedykowana jest tylko do kobiet. Wcześniej to były takie nieśmiałe sygnały.

Zgadza się, bo wcześniej nie było oficjalnej prezentacji. Od lipca tego roku marka Liv funkcjonuje na równi z marką Giant. Trzeba sobie powiedzieć, że zarówno Giant, jak i Liv wychodzą z tej samej fabryki. Doszliśmy do wniosku, że kobiety zasługują nie tylko na dedykowaną geometrię i malowanie, ale także markę, z którą będą mogły się identyfikować. Kiedy dziś przyjrzymy się rowerom z tej kolekcji, to widać, że one nie mają już nic wspólnego z marką Giant. Żyją swoim życiem.

Czy to oznacza w takim razie, że w pewnej perspektywie czasu pojawią się dedykowane salony Liv? Czy też może to póki co będzie tylko wydzielona część sklepu?

Sądzę, że tak się może stać. Niemniej jednak wydaje mi się, że jest to bardziej w rękach rynku niż naszych. W sumie muszę przyznać, że mam już pierwsze sygnały zainteresowania i jestem pod dużym wrażeniem, jak nasi partnerzy handlowi podchodzą do marki Liv. Tu nie chodzi tylko o nazwę, tu chodzi o całą filozofię marki.

DSC_4588

Wracając do kolarstwa górskiego. Co takiego pojawia się w kolekcji 2015, na co warto zwrócić uwagę?

Na początek chciałem zwrócić uwagę, że to jest, niestety, podzwonne dla wielbicieli koła 29. Zdecydowanym triumfatorem jest średni rozmiar – 27.5 cala. Tegoroczna kolekcja jest zdominowana przez ten rozmiar, niemniej jednak mamy w tej chwili tak skonstruowaną ofertę, że koła 29-calowe są teraz już tylko w wyścigowym hardtailu – XTC oraz fullu Anthem. Reszta oferty to praktycznie 27.5 cala. Odświeżona maszyna do zjazdu Glory ma 27.5 cala, nowy agresywny rower do cross-country Stance – też jest na 27.5-calowych kołach.

Warto też zwrócić uwagę na to, że wraz z pojawieniem się rozmiaru 27.5 rowery Giant dostały całkiem nowe ramy. Patrząc na ramę 27.5 i 29 cali już gołym okiem widać, że to są dwie kompletnie różne ramy. Nowy Defy także ma inną ramę.

Wszyscy dokładają coraz więcej starań do różnych elementów. Nawet w najtańszych rowerach można znaleźć hamulce tarczowe, tu akurat mamy Tektro, które w ostatnich latach sprawiały różne problemy. To jednak zostało w tym roku przeprojektowane, w efekcie czego mamy niezawodną konstrukcję. Wielbicielom samochodów zawsze powtarzam, że gdyby motoryzacja, która jest o niebo bardziej skomplikowana od prostego roweru, miała tak intensywny postęp technologiczny jak rowery w ostatnich latach, to dziś pewnie auta produkowałyby paliwo ;)

Podsumowując – rok 2015 należy do średniego koła, co zostało już potwierdzone w tym roku. Zakładam też, że kolejny sezon będzie dla nas równie dobry w branży rowerów górskich jak ten, a o ile 2014 rok był zdominowany przez triathlon, o tyle w 2015 roku królować będą rowery szosowe.

Właśnie, rowery szosowe. Coraz częściej kolarz górski decyduje się na zakup szosy w celach treningowych.

Wystarczy spojrzeć na pęk wiszących tam medali należących do Mai Włoszczowskiej. Ona bazę robi na rowerze szosowym, a na rowerze górskim szlifuje przede wszystkim technikę jazdy.

W takim razie prosiłbym Pana o wskazanie modelu z kolekcji 2015, po który warto sięgnąć.

Na pewno seria rowerów Defy. Nie jest to topowa konstrukcja. To nie jest też rower na wyścigi wieloetapowe, ale świetnie sprawdza się w jednodniówkach, gdzie warunki bywają różne, takie jak chociażby bruk. Zawodnicy z teamu Giant także sięgają po rowery z linii Defy.

Ten rower dostał nową ramę – zarówno w wersji aluminiowej, jak i karbonowej. Ale naprawdę polecam wersję karbonową – to jest kamień milowy w tego rodzaju konstrukcjach. Dla wielu osób  dyskomfortem w szosie jest duże ciśnienie w kołach, które przekłada się na niewygodę podczas jazdy.

Dziś wszyscy kombinują, jak zniwelować drgania, jak je tłumić. Wstawiają różne elementy w ramę, także elastomerowe. Giant zaprojektował ramę, która ma bardzo dużą sztywność w miejscu montażu suportu, tak by zniwelować straty mocy, i jednocześnie ma tak skonstruowany tylny trójkąt, że tłumi wszelkie drgania. Tu akurat mamy rozwiązanie z najnowszego roweru przełajowego TCX. Jak widać, sztyca nie ma przekroju okrągłego, z jednej strony jest spłaszczona. Profil okrągły jest bardzo sztywny. Taka konstrukcja pozwala na pracę. Gołym okiem widać, jak pod naciskiem ta sztyca się ugina. A podczas jazdy jej praca jest jeszcze lepsza.

Opiszę moje prywatne doświadczenie. W zeszłym roku jeździłem na TCR. Ze względu na wiek dłuższa jazda po ścieżkach rowerowych wyłożonych kostką Bauma stwarzała mi dyskomfort. Od trzech tygodni jeżdżę na Defy i jestem zachwycony. To nie jest marketing. To sama prawda.

Wracając do Defy, trzeba też powiedzieć, że jest to elegancko zaprojektowany rower. Jest ładny, ma wewnętrzne prowadzenie linek, tarczowe hamulce, które podczas treningów będą bardzo przydatne. Przed tarczami w szosie nie ma ucieczki, a do tego weźmy pod uwagę komfort użytkowania i brak problemów z centrowaniem koła.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcie tytułowe: giant-bicycles.com

COMMENTS

DISQUS: 0