BCTR na szlakach Bike Adventure

BCTR na szlakach Bike Adventure

REKLAMA
Udany start BCTR w Mrozach
Prezentacja zawodników BCTR – Juniorzy
[BCTR] Twierdza Modlin zdobyta!
BLU Cersanit Team Refleks udanie kończy sezon
Prezentacja BCTR – na szachownicy KRÓLOWA!

Na rowerową przygodę w postaci etapówki Bike Adventure wybrała się para zawodników BLU Cersanit Team Refleks: Paweł Błachucki i Jacek Tomczak. Cztery dni zmagań w Karkonoszach i Górach Izerskich wypadły w wykonaniu naszych zawodników bardzo dobrze! Jako, że życie pisze najlepsze scenariusze, a najlepiej się je czyta, gdy są napisane przez uczestników wydarzeń, to oddajemy relację w ręce Jacka Tomczaka.

Bike Adventure –  240km i prawie 8000m przewyższeń do pokonania przez 4 dni w Karkonoszach i górach Izerskich. Jednym słowem Bike Adventure. Na wyścig zapisałem się w parze z Pawłem Błachuckim. Celem było zajęcie miejsca na podium w klasyfikacji par, a przede wszystkim ukończenie wszystkich etapów wyścigu.

10502369_10201890811583208_538872811_n
Pierwszy etap pojechaliśmy dość zachowawczo, wiedząc że czeka nas jeszcze kilka dni dużego wysiłku. Poza tym musieliśmy sobie przypomnieć jak się jeździ w prawdziwych górach. Według mnie był to najbardziej techniczny ze wszystkich etapów. Niebezpieczne zjazdy po kamieniach czy dość trudne single były niestety dobrą okazją do przedwczesnego zakończenia etapówki, więc trzeba było uważać. Po pierwszym etapie uplasowaliśmy się na drugiej pozycji w parach na dystansie PRO. Czyli cel częściowo wykonany :)

10525038_10201890813463255_1026665555_n


Kolejny, drugi etap był dla mnie najgorszy. Częściowo przez pogodę: upał i duża wilgotność powietrza to warunki których bardzo nie lubię. Przez to miałem kiepski początek, zresztą jak na prawie każdym etapie, więc Paweł musiał czekać, aż w końcu się “obudzę” :) Poza tym na jednym z szybkich zjazdów złapałem gumę. Szybka zmiana, pompowanie nabojem, ale coś jest nie tak. Paweł zauważa, że z dętki schodzi powietrze. Jak się okazało niedokładnie obejrzałem oponę i znaleźliśmy wbity w nią kamień. Mamy jeszcze dwie dętki w zapasie, więc zmieniamy ponownie. Łącznie zabiera nam to ok. 12-stu minut i mocno wybija z rytmu.

10550110_573889699395507_3632983633874010374_o
Na szczęście była to już ostatnia przygoda, a stracony czas wynagrodził podjazd na Stóg Izerski o maksymalnym nachyleniu przekraczającym 20%. Pomimo usterek etap kończymy na trzeciej pozycji, a w generalce również spadamy na trzecie miejsce. Później okazało się jeszcze, że kółeczka od przerzutki w rowerze Pawła są wygięte. Czekało nas jeszcze poszukiwanie kółeczek w pobliskich sklepach, na szczęście dla nas zakończone sukcesem.

10501313_10201890810103171_1016026970_n
Przedostatni etap najmniej przypadł do gustu Pawłowi. Mi pasował, ale dopiero jak się obudziłem:) Etap był najdłuższy: 64km i miał ponad 2300m przewyższeń. Dłużył się i dłużył. W pewnym momencie myślałem, że jesteśmy w jakiś 3/4 dystansu, ale licznik zweryfikował moje odczucia – nie byliśmy nawet w połowie. Jednak jechało mi się dobrze, więc nie narzekałem. Trasa wiodła w stronę Karpacza i Borowic. Nie bez powodu została więc zatytułowana “jesteś królem”.
Na jednym ze zjazdów popełniłem błąd i byłem zmuszony zeskoczyć z roweru, wylądowałem na jednej nodze i w dalszej części trasy musiałem trochę zwalniać z powodu bolącego kolana. Po etapie wracamy na drugie miejsce w generalce, ale mamy jedynie minutę i 16 sekund przewagi nad zawodnikami z trzeciej pozycji. Wiadomo, że na maratonie w górach to jest nic. Będzie się trzeba spiąć na ostatnim etapie.

40DSC_4836_4
Myślałem, że czwartego dnia będę dużo bardziej zmęczony. Jednak czułem się dobrze, bolało mnie tylko kolano i to bardzo. Rano nie byłem w stanie pedałować lewą nogą, tak żeby podjechać małe wzniesienie. Ale co zrobić, jechać trzeba :) Początek IV etapu to 12 kilometrów podjazdu. Super, ale nie z “popsutym kolanem”. Paweł był zmuszony trochę na mnie poczekać, jednak po kilkunastu kilometrach, czego się spodziewałem, ból odpuszcza. Boli mnie tylko na zjazdach jak napinam mięśnie lewej nogi. Ale mam jeszcze prawą, więc jadę prawie normalnie. Trasa ostatniego etapu nieco odbiegała charakterystyką od pozostałych etapów. Prowadziła wąskimi leśnymi singlami i była dużo bardziej interwałowa. Kończyła się zjazdem do mety, na którym Paweł zaliczył swoją pierwszą glebę podczas Bike Adventure.  Lepiej późno niż wcale ;) Na szczęście Pawłowi nic się nie stało i już spokojnie pokonujemy ostatnie 2 kilometry.
300DSC_4046_3
Na mecie każdemu, kto skończył wszystkie etapy wręczany jest pamiątkowy medal i organizator – Maciej Grabek gratuluje osobiście. W generalce bronimy 2 miejsce czyli cel w całości osiągnięty :)

Gratulujemy obydwu zawodnikom BCTR świetnej postawy na trasie Bike Adventure i osiągnięcia doskonałego rezultatu!

COMMENTS

DISQUS: 0