Będzie bolało…

HomeOpinie

Będzie bolało…

Lista wyścigów MTB wpisanych do kalendarza PZKol (1.2.019)
Sebastian Żabiński: gwarantuję, że rozwój MTB będzie miał tendencję zwyżkową
Michał Topór (Superior Zator) – Puchar Polski XCO, Biała
Błażej Maresz: lepiej mieć przeciętnych zawodników, bo nie doświadczą rozczarowania
Kto pojedzie na Mistrzostwa Europy oraz Mistrzostwa Świata w kolarstwie górskim? [2016]

Kolarstwo górskie poza skomercjalizowanymi do bólu maratonami jest krótko mówiąc w czarnej d… Jeśli zapytać przypadkowej osoby, choć trochę interesującej się tematem o przyczynę takiego stanu, to prawie pewnym jest wskazanie “pruszkowskich działaczy” jako odpowiedzialnych za to gdzie dziś jesteśmy z kolarstwem górskim. I w sumie trochę prawdy w tym jest. Ale tylko trochę. Bo winni są wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób związani są z tą dyscypliną. Z szosą jest trochę lepiej, ale nie mi oceniać, bo totalnie nie siedzę w tym środowisku. Wyścigów szosowych jest dużo więcej, klubów, szkółek, UKS’ów też. Tym bardziej na fali Kwiato- czy Majko- manii ten trend będzie rósł. Tylko czy to wystarczy?

Działacze

To właśnie na działaczy najprościej jest narzekać, bo w większości przypadków nie robią nic poza piastowaniem swoich funkcji i sączeniem dobrze schłodzonej wódeczki w swoich biurach. Żeby jeszcze biurach! Sączenie wódeczki jest także na porządku dziennym na wielu zawodach, a młodzież się przygląda i uczy… A jak działacze już coś robią, to raczej dlatego, że mają w tym swój albo kogoś z kim są związani interes. Struktury zwłaszcza w OZKolach są tak skostniałe i pełne leśnych dziadków, że trudno się dziwić temu gdzie kolarstwo dziś jest. Zaznaczam jednak, że generalizuję, bo są dobre przykłady prężnie działających OZKol’i, tak samo jak są działacze, nawet Ci leciwi, którzy całkiem nieźle odnajdują się we współczesnych realiach i co ważne służą słowem, poradą, doświadczeniem!

Zawodnicy

Najbardziej pokrzywdzone istoty na ziemi. Muszą ciężko trenować, a jak już staną na podium to w nagrodę dostają nagrody, którymi co najwyżej mogą pohandlować na allegro, bo do garnka opony czy vouchera nie włożą. Prawda jest jednak taka, że sami w dużej mierze doprowadzili do takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, większość z nich odwróciła się od cross country zostawiając tę odmianę na pastwę losu. Po drugie sami przystali na warunki, które postawili im organizatorzy maratonów. “Startujesz w imprezie dla amatorów, więc czego oczekujesz?”. Kiedy jednak PZKol postanowił wyciągnąć pomocną dłoń i zaczął egzekwować 1.2.19 to nagle wielki lament, że skok na kasę, że nie ma gdzie jeździć itp. Prawda jest taka, że zmiany zawsze bolą, a jeśli są to drastyczne zmiany, to oburzenie tym większe. Tylko chyba nikt z zawodników nie zastanowił się, że realnie, w perspektywie dwóch, trzech lat jest dzięki temu szansa na uporządkowanie sytuacji. Przynajmniej po części.

Amatorzy

Jeśli dziś spojrzeć na wyniki powiedzmy pierwszej setki zawodników na jakimś porządnym maratonie, to nagle okazuje się, że ten co pisze czy mówi o sobie “jestem zawodowym kolarzem” musi pogodzić się z tym, że “ambitny amator” mu albo dorównuje albo co gorsza dokłada na mecie kilka minut. Potem stają razem na podium i okazuje się, że amator się cieszy, bo wszedł na wyższy pozom, ale zawodowiec powodów do radości nie ma – co z tego, że wygrał, skoro nic poza satysfakcją z tego nie ma. Czy w takim razie “ambitny amator” to jeszcze amator w pełnym znaczeniu tego słowa?

Pierwszy sektor

Prawda jest taka – niezależnie od tego, w którym worku jesteś, “amatorów” czy “zawodowców” to jeśli łapiesz się na tzw. pierwszy sektor, to powinieneś mieć licencję. Po co? Nie, nie chodzi o skok na kasę przez PZKol, nie chodzi o kolejny plastik w portfelu. Chodzi o Ciebie! Kilka tygodni temu rozmawiałem z Grzegorzem Wajsem zarzucając mu, że robi zawody wpisane do PZKol, nic w zamian nie oferując zawodowcom, którzy stają na starcie. W odpowiedzi usłyszałem, że Poland Bike to dla nich doskonała okazja do zrealizowania treningu. Ale! Powiedział też, że gdyby na starcie pojawiło się nie kilku, ale kilkunastu czy kilkudziesięciu zawodników z licencjami, to nagrody finansowe by się pojawiły. Kto pogardziłby kilkoma stówkami oprócz plastikowego pucharka? Jeśli kilku pójdzie do orga ponarzekać, to nic nie wskóra. Ale jeśli pójdzie powiedzmy Top 20 czy Top 30 z danego cyklu i oświadczy: “nie ma kasy, nie ma ścigania” – to może już być całkiem inna rozmowa.

XCM 2015

Teraz wyobraźmy sobie sytuację. Szefowie kluczowych ekip startujących dziś w maratonach wspólnie informują organizatorów: “Chcesz widzieć nasze ekipy na swoich zawodach? Musisz wpisać zawody do kalendarza PZKol/OZkol oraz ufundować nagrody finansowe.” W przeciwnym razie Twoje zawody staną się najzwyklejszym w świecie ogórkiem. Na razie teoretyzuję, ale już słyszę lament i łkania organizatorów płaczących, że nie mają na to pieniędzy i że ledwo im się budżety domykają. Gdyby to była prawda, to pewien organizator, który w tym roku dostał ofertę zrobienia MP XCO w Zieleńcu nie powiedziałby, że za 30 tys PLN na czysto mu się to nie opłaca.

Organizatorzy

Ci też nie są bez winy. Co z tego, że maraton “x” czy “y’ jest wpisany do kalendarza PZKol / OZKol. Wielkie coś – wydać 100 złotych na wpis do kalendarza i kolejne 200-300 na sędziego głównego. A co z kategoriami wiekowymi zgodnymi z PZKol? Co z obniżonymi opłatami startowymi dla zawodników z licencjami? Co z darmowym startem dla dzieciaków? Pewnie to utopia, ale jeśli coś miałoby drgnąć w temacie rozwoju kolarstwa zawodowego, to wszystkie puzzle tej układanki muszą dać coś od siebie. Jeśli nie stworzymy warunków do rozwoju młodzieży i zawodników U23 to system w perspektywie najbliższych lat legnie w gruzach. Elita musi dbać sama o siebie, choć ten sezon dobitnie pokazuje, że wielu z nich rezygnując z wyrobienia licencji nie wygląda dalej niż poza czubek własnego nosa oraz aktualny sezon. Takie to krótkowzroczne, i prędzej czy później się zemści.

Licencja

Dziś w większości przypadków cały czas rozbija się wszystko o pytania – po co mam płacić 50 złotych za licencję, co ona mi daje i co w ramach niej dostaję? W przypadku elity daje tylko ograniczenia. Żadnych korzyści. W przypadku Mastersów z mojego punktu widzenia to jasny sygnał ze strony posiadacza – mam licencję, jestem czysty. Ale co ma z tego posiadacz? Nic, jest uboższy nie tylko o 50 złotych za licencję, ale jeszcze musiał sobie wykupić ubezpieczenie NNW i OC, co akurat nie jest taką złą rzeczą. A co się dzieje z pieniędzmi uzbieranymi przez Związek za licencje? Idą na hucznie brzmiące “cele statutowe”. Mało kto wie, że na poziomie OZKol’i środki te są przede wszystkim przeznaczane na szkolenie młodzieży (kadry wojewódzkie, szkolenie, zgrupowania). A prawda jest taka, że licencja mogłaby być nawet droższa, ale żeby w jej ramach kolarz dostawał rzeczone ubezpieczenie, a okazanie licencji było równoznaczne z otrzymaniem zniżek na badania wydolnościowe, zakupy czy serwis w sklepach rowerowych. To takie proste, że aż dziwne, że cały czas jest tylko w sferze projektów…

Rewolucja?!

To co napisałem powyżej, to tylko działania krótkoterminowe. Coś co można zmienić z sezonu na sezon. Ale można zmienić dużo więcej. Ile osób narzeka na PZKol, na to, że to samo towarzystwo jest u władzy? W perspektywie niespełna trzech lat odbędą się nowe wybory w Pruszkowie. O tym, kto będzie głosował decyduje regulamin – są to przede wszystkim delegaci z OZKoli oraz szefowie największych zawodowych ekip kolarskich. O tych ostatnich nie ma co dyskutować, bo robią dobrą robotę trzymając kolarstwo w Polsce przy życiu. Co do delegatów, to już inna bajka. Wyobraźmy sobie sytuację – OZKol w województwie “x”. Działa tam kilka archaicznych klubów kolarskich, głównie szosowych. W 99% prowadzonych przez leśnych dziadków. Ludzi z tzw. układu. Nic się nie zmienia od lat, tylko Panowie mają coraz więcej wiosen na karku. Aż tu nagle kilkanaście stowarzyszeń kolarskich (zarówno MTB, jak i szosa!!!) z owego województwa postanawia zarejestrować się jako klub w owym OZkolu. W zależności od regulaminu może się okazać, że nagle zmienia się układ sił i o tym, kto pojedzie do Pruszkowa głosować decydują Ci nowi. Żeby tego było mało, to samo dzieje się w pozostałych OZKol’ach. Jest grudzień 2016, zjazd delegatów w Pruszkowie i same nowe twarze nieskalane starymi układami. Nowe rozdanie. Utopia?

Nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy, dlatego jeśli jesteś członkiem jakiegoś stowarzyszenia kolarskiego czy UKS, to przekaż to swoim znajomym. Z reguły w każdej ekipie jest ktoś z powołaniem, ktoś kto chciałby coś podziałać. Zróbmy coś w końcu, bo narzeka z reguły najbardziej ten, co nic nie robi.

COMMENTS

DISQUS: 2