Vanitas vanitatum…

Vanitas vanitatum…

Hajs musi się zgadzać vol.2
10 rzeczy, których nie wiesz o SHIMANO
Jaki napęd jest lepszy: SRAM czy SHIMANO?

bike-auction-e1270756596121

Jakoś tak się przyjęło, że co roku o tej porze każdy portal traktujący o sporcie, i nie tylko zresztą, poświęca jeden artykuł wybitnym sportowcom, którzy już odeszli i wspomina te wielki osobistości. Niestety w tym roku wśród tych osób było też kilku kolarzy. Są to osobistości, które owszem znam, ale bardziej z Wikipedii, a ich sukcesy nie rodzą we mnie dreszczyku emocji. Ktoś może powie, że jestem ignorantem albo że się nie znam – trudno. To osobistości nie z mojego pokolenia, doceniam ich sukcesy jako takie, jednak wspominanie ich zostawiam kompetentnym w tej dziedzinie dziennikarzom (mam na myśli starszym, ale nie wypada tak pisać wprost).

Na naszej stronie do pewnych spraw podchodzimy nieszablonowo. Ja sam staram się zawsze stanąć jak najdalej od każdej ze spraw o której mówimy, by nabrać jak najwięcej dystansu. Długo zastanawiałem się o czym napisać w tym czasie, kiedy wszyscy wspominamy i tak wiele mówimy o przemijaniu. Odpowiedź przyszła do mnie dość niespodziewanie podczas oglądania filmu dokumentalnego o kulisach powstawania płyty “Dark side of the moon” zespołu Pink Floyd. W tym filmie Roger Waters mówi, że o ile “Shine on you crazy dimond” jest typowo, o Sidzie Barrecie, tak “Wish You were here” jest tekstem uniwersalnym o przemijaniu i braku “czegoś”. Waters dodaje, że mimo tego, że to on pisał tekst nie jest w stanie narzucić interpretowania tego utworu. Ta dygresja może komuś wydać się bezsensowna, ja jednak chciałbym odnieść uniwersalizm przemijania na “nasze” podwórko. Głównie wspominamy wielkie sukcesy kolarzy, którzy odeszli. Jednak sukcesy tych największych są oparte, także na sprzęcie… Zastanawialiście się kiedyś nad jak szybko przemija los sprzętu kolarskiego? Wiem, że to temat na pierwszy rzut oka infantylny, ale zwróćcie uwagę na to jak szybko “nuskul” trafia na półkę “retro”. Los sprzętu jest gorszy od losu żywota ludzkiego, dziś to góra 5-10 lat.

Ja zawodowo z branżą rowerową jestem związany mniej więcej od 2007 roku. Jestem w szoku jak wiele sprzętu, który wtedy był na topie lub powoli opuszczał sklepowe półki teraz odszedł do lamusa. Sami zobaczycie, że zaraz zacznę wymieniać i powiecie :”o kurde, faktycznie”.

Kto nie pamięta widocznych z daleka Magur hs-33 raceline ? Dziś pewnie jeszcze w jakiś pojedynczych rowerach trialowych można je zobaczyć, ale zasadniczo jest po nich.

Skoro jesteśmy przy agurze, to jeszcze do niedawna absolutny top hamulca tarczowego, Magura Marta SL, obiekt westchnień i pożądania wielu zawodników, dziś raczej wspomnienie, a przecież tak mało czasu minęło.

magura-marta-sl-2011-zoom

Skoro mowa o hamulcach, jakże popularne niegdyś Hayes’y HFX9, dziś zamiast nich mamy Strokery.

Hayes-hfx-9-carbon

Buty Shimano m225 ze wstawkami carbonowymi w podeszwach, dziś wyglądają troszkę jak z Cepelii.

Odzież kolarska BUTY ROWEROWE SHIMANO MTB SPD SH-M225

 

Skoro już jestem przy shimano. Wtedy nie było kłopotu z dostaniem kasety lub manetek XT na 8 rzędów. Obawiam się że “za chwilę” może być kłopot z nabyciem takich na 9 rzędów. Mówiąc o tak rewolucyjnych zmianach, wiem że pewnie jeszcze wiele osób używa hamulców v-brake, ale chyba trudno polemizować, że ich era dawno się skończyła. A jeszcze nie tak dawno wszyscy lightbikerzy musieli mieć przecież v-ki DX.

prod91252_IMGSET

 

Kolejna zmiana to tak, która przyszła wraz z nadejściem dużych kół. W roku 2007 królowały proste kierownice o szerokości 540 mm / 560 mm, czasem ktoś miał kierownicę 580 mm. Dziś w XC nie dziwią kierownice 700 mm.

To tylko kilka przykładów, które ja najlepiej pamiętam jeśli jest jakiś sprzęt, który pamiętacie, a którego już nie ma to piszcie o tym w komentarzach. Dlaczego w ogóle zawracam Wam głowę tym tematem? Bo warstwa materialna życia jest nam tak samo bliska, jak ta duchowa i nie ma się co oszukiwać, że tak nie jest. Tak jak mówiłem we wstępie, może jestem ignorantem, ale taka jest moja refleksja na dzisiejszy dzień, że wspominać z sentymentem można wszystko, nie tylko ludzi. Natomiast kwestia jaką chciałbym poruszyć na koniec i zostawić Was z nią to przemyślenie tego na ile ciągły “wyścig zbrojeń” jest konieczny, a na ile jest napędzany marketingowo?

[srp]

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0