Wywiad z Gunn-Ritą Dahle Flesjå – Merida Multivan Biking Team, cz.1/3

Wywiad z Gunn-Ritą Dahle Flesjå – Merida Multivan Biking Team, cz.1/3

Gunn-Rita Dahle Flesjaa: to mój ostatni sezon w XC
Gunn-Rita głodna sukcesu w swoim 23. sezonie
Cyprus Sunshine Cup 2017 – Afxentia #4

Przedstawiamy Wam pierwszą, z trzech części rozmowy z z Gunn-Ritą Dahle Flesjå – złotą medalistką olimpijską  oraz wielokrotną mistrzynią świata w kolarstwie górskim.

Dla tych, którzy nie mogą obejrzeć wideo mamy też wersję tekstową rozmowy:

Gunn-Rita Dahle Flesja jest naszym gościem w Polsce. To twoja pierwsza wizyta w Polsce od kilku lat, ponieważ ostatnio byłaś u nas w 2004 r. – chyba w najlepszym roku w Twojej karierze.

Tak, na pewno biorąc pod uwagę zwycięstwa był to dla mnie najlepszy rok.Muszę jednak przyznać, że nie jestem przekonana, czy był to najlepszy rok w moim życiu, ale na pewno był to wspaniały sezon w mojej karierze.

[sociallocker]

Czy to oznacza, że najlepszy rok w Twojej karierze ma jeszcze nadejść czy też jest jakiś inny rok, który był tym Twoim ulubionym?

Uważam, że zostanie matką zawsze będzie najważniejszym wydarzeniem w moim życiu.Odniosłam kilka pamiętnych zwycięstw. Ostatnie z nich, kiedy zostałam Mistrzynią Świata jako czterdziestoletnia kobieta i matka, było dla mnie niesamowite i zawsze będzie oznaczało coś wyjątkowego. Wracając do 2004 r. – wtedy wygrywałam wszystko, byłam na topie i również mam wiele wspaniałych wspomnień z tego okresu. Po tak wielu latach, w których stawiałam sobie kolejne cele i odnosiłam wiele sukcesów trudno jest wybrać ten jeden rok, który był najlepszy.

To znaczy, że najbardziej znamiennym sukcesem jest ten ostatni, który najlepiej pamiętasz?

Nie wiem, czy najważniejszym, ale na pewno my jako istoty ludzkie najlepiej pamiętamy to, co zdarzyło się ostatnio.Gdybym miała jednak wybrać jeden z największych sukcesów, byłby to ten pierwszy raz, gdy zostałam Mistrzynią Europy, ponieważ to był mój powrót po przetrenowaniu, którego doświadczyłam przez dwa sezony przygotowań do Olimpiady w Sydney w 2000 r. Tak więc zdobycie Mistrzostwa Europy, a miesiąc później pierwszego Mistrzostwa Świata, było wspaniałym powrotem i będzie oznaczało coś wyjątkowego do końca mojego życia. Wróciłam i zrobiłam coś niewiarygodnego. Wspaniałym sezonem był również ten w 2002 roku.

Teraz jesteśmy pod koniec sezonu 2013, czas na pewne podsumowania. Jakie jest Twoje odczucie odnośnie tego roku, co się zmieniło w Cross-Country, Maratonach? Pojawiły się nowe zawodniczki, jak Tanja Zakelj. Jakie są Twoje komentarze na koniec sezonu?

Zawsze jestem trochę rozczarowana, jeśli nie jestem w stanie zaprezentować szczytu formy będąc Mistrzynią Świata, w tym sezonie zmagałam się też z długą chorobą. Jednocześnie jednak kończenie sezonu z Mistrzostwem Świata, możliwość noszenia tęczowej koszulki przez następny rok,codzienne treningi i czerpanie z tego motywacji, życie z tym to coś, co nie pozwala mi czuć się rozczarowaną z 2013 r. Wiele z moich współzawodniczek trenuje nawet 15 lat i nigdy nie wygrywa tytułu Mistrzyni Świata. W sumie celem na ten rok było zdobycie tytułu Mistrzyni Świata, nie miało znaczenia, czy byłoby to mistrzostwo w Cross-Country, czy w Maratonie. Dla mnie równie wiele pracy wymagałoby zdobycie mistrzostwa w Cross-Country, jak i w Maratonie. Myślę, że gdybyś zapytał Sally Bigham, która jest rzeczywiście “dziewczyną maratonu”, powiedziałaby, że łatwiejsze jest dla niej zdobycie Mistrzostwa Świata w Maratonie. Jakbyś zapytał Kulhavego, który przymierzał się do maratonów w tym roku, powiedziałby, że łatwiejsze jest Cross-Country. Dla mnie próba zdobycia lub zdobycie Mistrzostwa Świata w którymkolwiek z nich oznacza równie wiele pracy.

Czy to oznacza, że Twoje ciało jest przystosowane do obu dyscyplin: Cross Country i Maratonu? Która z nich jest twoją ulubioną?

Nie potrafię odpowiedzieć. Myślę, że jeśli chcesz osiągnąć sukces w Maratonie, powinieneś również brać udział w wyścigach Cross-Country, ze względu na prędkość i rodzaj techniki, które występują w Cross-Country. Gdybym zdecydowała się na występy przede wszystkim w Maratonie, nadal startowałabym w wyścigach Cross-Country. jednocześnie jednak jestem w Multivan Merida Team jako zawodniczka Cross-Country, co oznacza, że na tym muszę się skoncentrować i nie mogę startować w zbyt wielu Maratonach, ponieważ różnica pomiędzy tymi dwoma dyscyplinami jest już zbyt duża. Kiedyś były bardziej podobne, Maraton trwał 4 godziny, a Cross-Country 2 godziny, umiejętności techniczne w Cross-Country nie były takie, jak obecnie. Wtedy można to było połączyć, teraz jest coraz trudniej, ponieważ teraz to są dwie zupełnie różne dyscypliny.

Czy na wyścigi Cross-Country i Maraton masz ten sam rower? Czy masz tylko różne opony i osprzęt w zależności od dyscypliny?

Nie, w tym roku na wszystkich zawodach startowałam na tym samym rowerze (Big Nine), z tym samym osprzętem, niezależnie od dyscypliny.

Teraz jednak siedzimy obok twojego nowego roweru, który właśnie dostałaś, w kolorach tęczy, barw Mistrzostwa Świata. Czy ten rower posiada podobny osprzęt jak dotychczasowy?

Tak, to jest taki sam rower jak ten, na którym jeździłam przez cały sezon. Mam tylko te wspaniałe kolorowe paski na rowerze, z których jestem bardzo dumna. Mam nadzieję, że nie będzie większych zmian w nowym sezonie, ponieważ powtarzam sobie, że w tym momencie mam najlepszy rower na świecie, więc nie chcę wprowadzać wielu zmian. Jestem naprawdę zadowolona z Big Nine i na pewno nie wrócę znowu do 26 cali.

W tym roku zaczęła się moda na rowery 27,5 cala. Zmieniają się również trasy Cross-Country, które coraz bardziej przypominają w stylu downhill. Na przykład Nino używa w tym momencie w pełni amortyzowanego roweru. Co sądzisz o zmianach w projektowaniu tras w ostatnich latach?

Jest to na pewno wyzwanie dla “starszej kobiety”, żeby walczyć w czołówce, gdy umiejętności techniczne, których wymagają trasy, tak się zmieniają w ostatnich latach.Ale uważam, że jest to również bardzo interesujące, żeby mieć nowe wyzwania, żeby musieć pracować nad różnymi dyscyplinami, wyznaczać sobie różne założenia w treningu. W ostatnim czasie skaczę i robię różne techniczne sztuczki, których nigdy wcześniej nie robiłam wszystko po to, aby przygotować się i być w stanie przejechać trasę. Myślę, że coraz więcej kolarzy musi przyznać, że obecne trasy wymagają minimum roweru 650b lub kół o 29 calach. Ze wszystkimi tymi dropami i skokami, które mamy teraz, to jest konieczne. Zobaczymy, dokąd będą zmierzały nowe zasady UCI, możemy pójść krok dalej i uczynić trasy jeszcze bardziej niesamowitymi, wręcz szalonymi, wtedy wszyscy powinni jeździć na fullach. Młodsi zawodnicy Multivan Merida Team, Andre (Ondrej Cink) i Thomas (Litscher), wolą rowery full. Są do nich przyzwyczajeni, ponieważ startują na fullach od kiedy byli juniorami. Jednak dla nas, bardziej wiekowych, którzy prawie nigdy nie testowali rowerów full, to jest coś innego. Póki co jestem w stanie walczyć w pierwszej piątce świata na rowerze, który mam, na sztywnej ramie Jednak jeśli sport rozwinie się w jeszcze bardziej ekstremalnym kierunku, tak jak ma to miejsce w ostatnich latach, być może również za dwa-trzy lata będę musiała się zastanowić nad fullem.

W Norwegii, w której mieszkasz, macie wiele gór. Czy wobec tego masz tylko rower HT, czy również fulla, nie do treningów, lecz jak chcesz sobie po prostu “wyskoczyć” na rower?

Na chwilę obecną mam tylko rower HT. Ale zamierzam wysłać maila do menedżera Meridy z prośbą o pożyczenie fulla właśnie po to, by jeszcze dalej przesunąć granicę moich możliwości w kwestii treningu technicznego. Więc jestem na drodze do zrobienia kroku w tym kierunku.

Prawdopodobnie podczas każdego wywiadu jesteś pytana o początek Twojej przygody z kolarstwem i ja również muszę zadać to pytanie. Jesteś osobą, która jest w kolarstwie górskim właściwie od początku, od kiedy kolarstwo górskie istnieje, ponieważ datuje się na rok 1993 r. (wiemy wiemy pś w xc ruszył w 91′ a w 93′ DH), a Ty zajęłaś się nim w 1995 r. A więc jak to się zaczęło?

Dla mnie to właściwie był przypadek, miałam swój pierwszy trening w terenie, kiedy miałam 22 lata. Jako nastolatka uprawiałam wiele dyscyplin sportu i skłaniałam się coraz bardziej w kierunku długodystansowych biegów. Potem przypadkowo spotkałam trenera jednego z lokalnych klubów który zapytał mnie, czy nie chciałabym przyłączyć się do treningu interwałowego w pobliżu Stavanger. Powiedziałam, że czemu nie? Trener zauważył, że mam rower górski, taki 18-kilogramowy rower, którym jeździłam do szkoły i z powrotem i pomyślałam, że właściwie dlaczego nie… Byłam wtedy pewnym sensie niezdolna do biegania – problemy z biodrami, kolanami, więc w tamtym czasie byłam wybita z rytmu treningów i skoncentrowana na studiach. Jak wjechałam na pierwszy szczyt podczas treningu interwałowego, to o mało nie umarłam, było to tak ciężkie, że wtedy spytałam sama siebie: “czy to jest to, czego naprawdę chcesz?”. I potem chłopcy powiedzieli, że teraz muszę z nimi pojechać w dół. Adrenalina, umiejętności, wyzwanie i radość, i to za pierwszym razem, wszystko to spowodowało, że dałam się wciągnąć w kolarstwo górskie. Tak więc to naprawdę był przypadek, nigdy nie sądziłam, że zacznę uprawiać kolarstwo.

To, że od początku odnosiłaś sukcesy w kolarstwie górskim miało więc źródło w twojej zbudowanej już wcześniej dobrej bazie fizycznej. Jakie dyscypliny uprawiałaś, zanim zajęłaś sią kolarstwem górskim?

Uprawiałam lekkoatletykę, wszystkie jej rodzaje, między 10 a 14 rokiem życia: skoki – wszystko, co można robić w lekkoatletyce. Potem trenowałam piłkę nożną, byłam nawet obiecującą zawodniczką – wierz mi, lub nie – w wieku 15-16 lat. Potem zaczęłam startować w półmaratonach i biegach przełajowych, ale nie na wysokim poziomie. Bardzo dużo trenowałam – około 12 sesji treningowych tygodniowo, ale nadal nie byłam w norweskim topie biegaczy. Ale zawsze lubiłam trenować swoje ciało, lubiłam to uczucie fizycznej aktywności wszelkiego rodzaju. Pracowałam na farmie, używałam siły swojego ciała w ten sposób i zawsze mnie to interesowało. No i również prędkość – to zawsze było dla mnie coś fascynującego.

Wspomniałaś kilka razy o treningach i przesuwaniu granic możliwości, które są konieczne do osiągania najwyższych celów. Czy stosujesz obecnie pomiar mocy podczas treningów, czy bazujesz raczej na doświadczeniu, czy układasz specjalny program treningów w każdym roku?

Nie mogę zaprzeczyć, że ja i mój mąż, który jest moim trenerem od 2001 r., wiemy bardzo dobrze po tak wielu latach, co musimy umieścić w listopadzie, grudniu, styczniu czy lutym w treningach i na jakim poziomie ten trening powinien być prowadzony, aby się przygotować i walczyć w pierwszej piątce świata na początku sezonu. Nie stosuję jednak pomiaru mocy na moim rowerze, wykorzystuję swoje doświadczenie, pomiar tętna, test poziomu kwasu mlekowego szczególnie podczas treningu siłowego lub interwałowego ponieważ myślę, że jakby wziąć jedną rzecz, którą większość ludzi robi źle, to będzie to, że nie różnicują treningu na lekki i ciężki. Zbyt często i dużo trenują na średnim poziomie. Trzeba pamiętać o długotrwałym, spokojnym, lekkim treningu. Inaczej prawie nigdy nie uda się osiągnąć naprawdę dobrego treningu interwałowego ponieważ nigdy nie będziesz wystarczająco wypoczęty. Myślę więc, że to jest ten najczęstszy błąd, który robią zawodnicy: nie robią istotnej różnicy pomiędzy ciężkim i lekkim treningiem.

Czyli kluczem do sukcesu jest zróżnicowanie tych treningów, ponieważ nudny trening jest treningiem straconym.

Wierzę, że potrzebne są różne rodzaje aktywności. Ja pływam przez cały rok, biegam, w zimie robię interwały pod górę, wędruję po górach. Ciągle mocno wierzę w wykorzystywanie siły swojego ciała w rozmaity sposób. Jest to równie ważne dla bazy fizycznej, jak i dla psychiki. Nie jestem z tych, którzy uprawiając kolarstwo trenują wyłącznie kolarstwo. Nie wierzę w to. Dla niektórych to działa, na mnie to by nigdy nie zadziałało.

[/sociallocker]

Wkrótce opublikujemy kolejne części rozmowy.

[srp]

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0