Komentarze postartowe 33(2) – Korbielów

Komentarze postartowe 33(2) – Korbielów

Elegia o pure MTB
Nowa toruńska tradycja: Finał Cisowianka Mazovia MTB Marathon
Kalendarzowy updejt – Puchar Polski MTB i reszta świata
powerade volvo mtb marathon korbielow bogdan czarnota kross racing team bikelife 1

foto: bikelife.pl

Bogdan Czarnota (Kross Racing Team):

Kto lubi prawdziwe maratony to nie powinien odpuścić Korbielowa! Trasa świetna, ciężkie podjazdy, trawersy głazy, korzenie, techniczne zjazdy – po prostu wszystko.

Wyścig rozpoczął się bardzo długim podjazdem, na którym postanowiłem narzucić swoje tempo i to właśnie był kluczowy moment wyścigu, ponieważ bez większych problemów udało mi się odjechać. Potem już do samego końca kontrolowałem wyścig jadąc samotnie. Za mną toczyła się walka o drugie miejsce i nie mogłem sobie pozwolić na całkowite odpuszczenie, więc równo zmierzałem w kierunku mety co dało mi znaczną przewagę nad drugim zawodnikiem. Dodatkowo na ostatnim zjeździe złapałem gumę, ale spokojnie na niej dojechałem :-)

Każdy kto ukończył ten wyścig ma na pewno satysfakcje, że pokonał tak trudną trasę – i tego typu trasy powinny przodować.
Może kiedyś Puchar Polski odbędzie się na takich trasach!
 
powerade volvo mtb marathon korbielow mateusz zon  kross racing team bikelife

foto: bikelife.pl

Mateusz Zoń (Kross Racing Team):

Trasa w Korbielowie była z pewnością najtrudniejszą trasą, na której przyszło mi startować w tym sezonie. Była bardzo wymagająca pod każdym względem, zarówno kondycyjnym jak i technicznym. Jeśli chodzi o sam wyścig udało mi się odjechać na pierwszym stromym podjeździe i stopniowo powiększać przewagę, która na mecie była dość spora. Moim zdaniem właśnie na trasach o takim poziomie trudności powinny się rozgrywać imprezy rangi mistrzowskiej. 

 
powerade volvo mtb marathon korbielow albert glowa jmp race bikelife

foto: bikelife.pl

 

Albert Głowa (JMP.race): 

Nie wiem dlaczego, ale w tym sezonie na każdym wyścigu z serii MTB Maraton, do którego mam niedaleki dojazd zawsze jest fatalna pogoda. No i tak samo jak we wcześniejszej edycji w Piwnicznej, tak i teraz akurat na ten jeden dzień pogoda praz kolejny sprawiła psikusa. Na miejscu startu było mglisto i polatywała lekka mżawka, do tego 12 st. przy ponad 30 st. upałach jakie panowały podczas wcześniejszych dni to był lekki szok temperaturowy. Do pokonania 48 km według organizatora (ale na liczniku wyszło 50 km) 2151 m przewyższenia. Bardzo wymagająca i trudna technicznie trasa, zwłaszcza na zjazdach, gdzie było mnóstwo luźnych mokrych kamieni i czasami korzeni. Także podjazdy były trudne. Do tego błoto. Początek to kilka km po szosie z lekkim podjazdem, a później wjazd w teren i od razu kawałek stromego podjazdu. Później nieco lżej, ale cały czas do góry przez kilka kilometrów. Od razu na czoło wyszedł Mateusz Zoń, ja za nim, ale udało mu się odjechać kilka metrów, a ja nie byłem wstanie go dogonić. Później jeszcze wyprzedził mnie Wojtek Stawarz. Nogi z początku kręciły się bardzo ciężko i nie mogłem złapać odpowiedniego tempa. Dopiero po paru km zaczęło mi się już lepiej jechać i dogoniłem Wojtka i tak jechałem przez większą część trasy. Niestety na początku podjazdu niedaleko ostatniego bufetu musiałem się zatrzymać i dopompować, bo coś mi trochę zeszło powietrze z przedniego koła i mógłbym nie dojechać do mety. I znowu musiałem gonić. Udało mi dojść Wojtka na takim kamienistym zjeździe, ale było tam zbyty wąsko i nie było możliwości wyprzedzenia. Udało mi się to dopiero później i spróbowałem odjechać, bo do mety było bardzo blisko – pozostał lekki krótki podjazd i troche zjazdu i jakieś 250 m asfaltowego dojazdu do mety. Lekko zyskałem na zjeździe, ale nie zauważyłem skrętu, przestrzeliłem i zostałem wyprzedzony. Co prawda jeszcze później prawie dogoniłem Wojtka, ale na asfalcie tuż przed metą nie byłem już w stanie skutecznie zafiniszować – byłem już bardzo mocno zmęczony. Ogólnie przez większą część wyścigu jechało mi się bardzo ciężko, w nogach czułem bardzo duże zmęczenie. Widocznie nie wystarczająco zregenerowałem się po poprzednim tygodniu.
powerade volvo mtb marathon korbielow bikelife

foto: bikelife.pl

Ania Tomica (Cyclo Trener Team):
 
Pierwszy raz miałam okazję startować na trasie w Korbielowie i byłam nią zachwycona! Miała wszystkie elementy jakie powinien mieć górski maraton. Pomimo deszczowej, chłodnej pogody, błota na trasie i mgły zdecydowanie utrudniającej widoczność, można było docenić uroki Beskidu Żywieckiego. 
Z początku trasa prowadziła asfaltem, co było bardzo przydatne przy wczorajszych warunkach pogodowych, można się było spokojnie rozgrzać, następnie zaczął się na prawdę długi podjazd miejscami przerywany odcinkami płaskimi i krótkimi zjazdami, moim zdaniem własnie ten podjazd był decydujący i ustawiła się na nim większość stawki. W moim przypadku polegał on na gonieniu pozostałych dziewczyn. Pod koniec udało mi się dogonić Agnieszkę Sobczak, z która jechałam dopóki nie zaczęły się zjazdy. Następnie na singlu w lesie dogoniłam Olę Misterkę, miałam ogromne szczęście ponieważ jeszcze przez jakiś czas trasa prowadziła w dół, co pozwoliło mi uzyskać kilkuminutową przewagę nad Olą. Reszta trasy właściwie sprawiała wrażenie jednego wielkiego, niekończącego się podjazdu. Odcinki płaskie i w dół były na tyle krótkie, że kończyły się w mgnieniu oka. Mniej więcej na 5-6 km przed metą na ostatnich podjazdach dogoniła mnie Ola, której zdecydowanie lepiej szło pod górę. Jednak ze wszystkich sił starałam się utrzymać jej koła, niestety opadałam już z sił, ale jakimś cudem udało mi się utrzymać na tyle by widzieć przed sobą Olę i modliłam się o zjazd do mety:) Na sam koniec zaserwowano podjazd, lub podejście po skałkach, następnie był już zjazd do mety, na którym postanowiłam zaatakować. Udało mi się dogonić Olkę i starałam się jej uciekać już do końca. Ostatecznie na mecie pojawiłam się jako pierwsza z 2 minutową przewagą nad starszą koleżanką. 
 
Na maratonach Grzegorza Golonki pokonuje własne słabości od początku mojej przygody z kolarstwem i zdecydowanie na tych imprezach czuję się najlepiej. Może nie ma masy balonów i dekoracji trwających w nieskończoność i różnych innych “atrakcji” jednak organizacja jest dobra i się sprawdza. A to, że ktoś czasem pogubi trasę niekoniecznie wynika ze złego oznakowania, ale oczywiście najprościej jest zwalić na organizatora. Ci którzy nie widzieli zaplecza medycznego najwyraźniej mieli błoto na okularach, albo po prostu nie zwrócili uwagi. Wczorajsze zawody w Korbielowie, były na prawdę trudne do opanowania ze względu na warunki. Wydaje mi się, że wszelkie zmiany wprowadzone przez organizatora na ostatnią chwilę wynikały z troski o zawodników, mam tu na myśli limit wjazdu na GIGA i zmianę trasy GIGA, aczkolwiek rozumiem, że niektórzy byli niezadowoleni z tego powodu. Podsumowując impreza udana, trasa rewelacyjna i na pewno mile będę wspominać ten wyścig:)
powerade volvo mtb marathon korbielow bikelife 1

foto: bikelife.pl

Aleksandra Misterska (MTB Votum Team Wrocław):

Bardzo dobre opinie na temat trasy MTB Maraton w Korbielowie zachęciły mnie do startu w tym roku. Poza tym beskidzkie szlaki darzę dużym sentymentem. Nie zawiodłam się. Trasa bardzo ciekawa i wymagająca, a iście angielska aura dodała jej jeszcze smaku. Już na pierwszym podjeździe udało mi się uzyskać dużą przewagę nad pozostałymi zawodniczkami. Niestety brakowało mi pewności na śliskich tego dnia kamienistych zjazdach co też wykorzystała Ania Tomica wyprzedzając mnie na jednym z pierwszych takich zjazdów. Wiedziałam jednak, że przede mną jeszcze kilka solidnych podjazdów co pozwoli mi odrobić stratę. Tak też się stało. Na ostatnim podjeździe czułam się jak ryba w wodzie, wyprzedając kilku zawodników oraz Anię. Jednakże ostatnie kilometry do mety prowadziły już w dół po niezbyt przyjaznym podłożu i nie zdołałam utrzymać prowadzenia. Dojechałam do mety na drugiej pozycji, ale pierwsza w kategorii wiekowej K3. Z wyniku jestem zadowolona, chociaż wiem nad czym jeszcze trzeba popracować.

[srp]

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0