Amator donosi: „Jak to było? Kto hamuje ten nie wygrywa, czy jakoś tak?” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Pińczów

Amator donosi: „Jak to było? Kto hamuje ten nie wygrywa, czy jakoś tak?” – METROBIKES.pl MTB Cross Maraton, Pińczów

Amator donosi: „Niekończąca się wspinaczka” – Bike Maraton, Wisła
Amator donosi: Puchar Strefy MTB Sudety – Podziemia Osówki, Głuszyca
Amator Donosi: „świąteczny rowerowy zawrót głowy!” – Puchar Strefy MTB Sudety, Bardo

Zakończenie sezonu, bardzo długiego i męczącego nareszcie nadeszło. Osobiście jeździć mógłbym dłużej bo im dalej w sezon tym jeździ mi się lepiej, ale sprzęt domaga się remontu a pogoda też nie rozpieszcza. Nie jest to złota jesień tylko bardziej jesień z błota, no ale cóż taki mamy klimat. Przed startem oczywiście deszcz, niecałe 10 stopni        (odczuwalne na pewno mniej) No ale sezon trzeba zakończyć, mnie udało się z przytupem. Wszyscy spodziewali się najgorszego, czyli powtórki z zeszłego roku (błotne pola doszczętnie zalepiające rower) na szczęście organizator zmienił trasę w stosunku do ubiegłorocznej edycji. Była to pętla o długości około 23 km. W zależności od dystansu Family pokonywało ją raz, Fun dwa razy, a Master trzy. Połączony start najdłuższego i średniego dystansu to również fajna inicjatywa bo mimo początkowej, sektorowej ciasnoty przynajmniej tworzą się grupki i ruch na trasie jest większy po prostu jest z kim jechać. Trasa bardzo mi odpowiadała pod względem fizycznym i wbrew pozorom nie było aż tak dużo błota. Dwa niebezpieczne zjazdy do zejścia lub zjazdu na tyłku i maksymalnie trzy podjazdy a właściwie podejścia lub wersja dla szybszych czyli podbiegi.

Początek bardzo szybki, stawka ustawiła się w miarę sprawnie, każdy znalazł swoje miejsce w szeregu, kilka elementów technicznych aż tu nagle TEN ZJAZD. W kształcie leja, szeroki początek i wąski koniec skręcający w prawo. Tona błota, koleiny, bardzo stromy i krzaki po obydwóch stronach. Chwila zastanowienia przy pełnej prędkości, jadę no i to był błąd, pierwsza koleina wyrzuciła mnie prosto w kolczaste rośliny, wpadłem w nie razem z rowerem. Kontrola osobista wychodzi na to że ze mną wszystko ok ( na mecie okazało się że trochę obdarta broda i noga ale to nic wielkiego). Wyszarpuje rower i tu niespodzianka. Sprawdzam hamulce, przedni jest ale z drugim coś nie tak. AAAA !!!! nie ma klamki hamulcowej i co dalej ?! Spory szok ale podejmuję decyzję że jadę dalej, najwyżej w późniejszej części zejdę z trasy. Początki były trudne bo zapominałem o braku klamki i próbowałem dohamowywać tylnym co było niemożliwe. Z każdym km jechało mi się coraz lepiej. Największego rywala z którym tasowałem się przez całą trasę urwałem dopiero na hmmm nazwijmy to wałem przeciwpowodziowym. Istna rzeźnia wzdłuż Nidy. Rowerem rzucało jak na kartoflisku albo nawet gorzej. Około 3 może 4 km po jednej wielkiej koleinie, niewykoszony niewydeptany istna tragedia. Ręce bolały już po kilku metrach nogi nie chciały jechać z powodu braku jednostajnego tempa. Jednak mnie to sprawiało całkiem niezłą frajdę. Dwa razy wybrałem bardzo dobre koło i to przyniosło sukces. Taki mały test psychiki i charakteru z którego wyszedłem zwycięsko. Pogoda była dla nas łaskawa bo przez cały czas trwania zmagań nie padał deszcz. Na koniec myjki, prysznice dobry ciepły posiłek i dekoracja. Jak sama nazwa organizatora wskazuje (Metrobikes.pl Mtbcross maraton) dekoracja musi być długa. To już tradycja więc wszyscy byli gotowi na to że chwilka oczekiwania przeciągnie się do ponad godzinnej przerwy. Nic na to nie poradzim.

Podsumowując, cały cykl bardzo na plus. Impreza zyskuje sympatyków ale w porównaniu do krajowych kolosów wciąż jest kameralna. Trasy jak na Góry Świętokrzyskie bardzo wymagające technicznie i fizycznie. Organizacja bardzo dobra z kilkoma drobnymi błędami ale kto nie robi błędów ten nie ma się na czym uczyć przez co stoi w miejscu i się nie rozwija. W tym roku wystartowałem w 9 z 12 edycji i z przyjemnością powrócę na trasy okalające Kielce. Poznałem wiele bardzo sympatycznych osobowości a zarazem rywali lub współtowarzyszy niedoli. Wielkie podziękowania dla Maziego, Pani Miry i reszty ekipy myślę że od wszystkich albo przynajmniej większości bikerów. Myślę że będziemy wspominać Świętokrzyskie przygody jeszcze przez długie lata.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0