Czy e-bike zabije branżę rowerową?

Czy e-bike zabije branżę rowerową?

Kaski z “Chińczyka” – część druga
Rowerowe bagażniki na hak. Będzie łatwiej o trzecią tablicę
Poznaj rowerowe rekordy, które robią wrażenie

Pytanie wydaje się zupełnie nie na miejscu, bo przecież rowery elektryczne to otwarcie oferty rowerów na nowe grupy użytkowników. Spójrzmy na zagadnienie jednak z perspektywy znacznie szerszej i długoterminowej. Ostatnio pisałem, o tym że rowery elektryczne jeszcze nie do końca są skończonym projektem. Na pewno chciałoby się by były znacznie lżejsze i bardziej wydajne.

Nie spotkałem jeszcze ani jednej osoby, która po tym jak się przejechała e-bike nie miałaby uśmiechu szerokiego jak banan. „Sam jedzie”, „ale to idzie” Wszyscy na ten sprzęt reagują w ten sposób, a kto ma inne zdanie, to albo nie jeździł, albo zaraz po tym jak zsiadł z tego roweru, to zobaczył cenę ;) Rowery na prąd są obecnie dość drogie i ciężko tego nie zauważyć. Oczywiście rynki zachodnie są przepełnione tego typu sprzętem, w Polsce widać, że ta gałąź cały czas rośnie, ale jeszcze rowery elektryczne nie napędzają sprzedaży.

Oczywiście z jednej strony możemy powiedzieć, że przecież w Polsce sprzedawane są rowery za dziesiątki tysięcy złotych, ale większość z nich nie jest kupowana „do zabawy”, a raczej jako maszyna startowa dla zapaleńca MTB lub szosy. Ludzie, którzy kupują rower, ot tak dla kaprysu raczej nie przeznaczą na niego naście tysięcy, a jeśli tak to pewnie nadal jest to promil sprzedaży w porównaniu do innych rowerów.

Załóżmy jednak, że e-bike za kilka (no może kilkanaście) lat będzie ważył ok 10 kg, baterie będą lżejsze i będzie można go kupić za 4-5 tys zł. Wtedy dla osób, które używają rowerów do rekreacji powoli posiadanie zwykłego roweru może się przestać opłacać. Bardzo możliwy jest scenariusz, w którym rowery elektryczne wypełnią większość rynku, a niszą pozostaną rowery dla sportowców, zawodowców napędzane siłką mięśni…. taka awangarda.

Dlaczego zatem zadaje pytanie czy e-bike zniszczy branżę rowerową? Zastanowiłem się nad tym trochę dłużej. Jeżeli spojrzymy na globalny przemysł to firmy rowerowe są w tej grze dość małymi żuczkami. Zaczynają produkować sprzęt elektryczny, próbują do roweru wsadzać silnik, a tymczasem na świecie są setki firmy, które posiadają dużo lepsze know how w tej materii. Mają sztaby ludzi, gotowe rozwiązania, całe fabryki, które można odpowiednio przystosować, a także dużo większe środki niż jakakolwiek firma z branży rowerowej. Moda na rowery elektryczne zapewne, w końcu skupi uwagę wielkich światowych graczy, którzy są w stanie zepchnąć największe firmy rowerowe do roli outsiderów. Mogą je także przejąć, by mieć dobre ramy i wsadzać do nich swoje rozwiązania do rowerów elektrycznych. Właśnie wtedy rowery napędzane siłą mięśni mogą być zagrożone, kolarstwo jako sport może zostać odsunięte na bok bo nie będzie nikomu potrzebne do robienia biznesu.

Scenariusz, który tu rozwijam jest oczywiście pisany w najczarniejszych barwach, czy niemożliwym jest by się spełnił? Tu niestety nie jestem do końca optymistą, bo w wielkokorporacyjnej polityce liczą się tylko cyferki. Cały ten tekst na pewno jest z pogranicza „bike-fiction”, ale na pewno nie możemy stwierdzić z pewnością, że pojawienie się rowerów elektrycznych nie rozpoczęło końca ery rowerów tradycyjnych.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0