Krzysztof Łukasik (Mitutoyo AZS Wratislavia): cross country jest fajne!

Krzysztof Łukasik (Mitutoyo AZS Wratislavia): cross country jest fajne!

Mitutoyo AZS Wratislavia podsumowuje pierwszą część sezonu
Mitutoyo AZS Wratislavia przed MP XCO 2017
Zapowiedź Mistrzostw Świata w maratonie MTB 2017 – Singen, Niemcy

Krzysiek, w tym sezonie będziesz reprezentował barwy Mitutoyo AZS Wratislavia. Powiedz, co sprawiło, że postanowiłeś dołączyć akurat do tego klubu?

Jestem zmotywowany do ścigania się na najwyższym poziomie i liczę, że nowa ekipa mi to umożliwi. Ponadto jestem studentem, a klub jest nastawiony na współpracę ze studentami. To fajna możliwość, z której warto było skorzystać.

Poziom sportowy mniejszych jak i większych ekip rośnie. Na krajowym podwórku mamy mocnych zawodników z Volkswagena, Romet Factory Team czy ekipy SGR Srebrna Góra. Jak myślisz, jesteście w stanie dotrzymać kroku takiej konkurencji?

Wydaje mi się, że ciężko jest tak jednoznacznie zestawić i porównać wymienione przez Ciebie drużyny. Każda z nich ma trochę inny profil działań i cele na sezon. Dużym atutem Mitutoyo AZS Wratislavia jest fakt, że oprócz współpracy z zawodnikami z kategorii elita (studentami) stawia też na współprace z młodzieżą.  Myślę, że taki szeroki zakres działań sprzyja rozwojowi klubu.

W minionym sezonie pokazałeś klasę na Pucharze Mazowsza i kilku edycjach Pucharu Polski XCO. Czego od siebie oczekujesz w tym sezonie?

Naturalnym jest, że jako zawodnik chciałbym się rozwijać. Przygotowania do sezonu oceniam pozytywnie. Ostatnie miesiące pod względem treningowym są dla mnie dosyć sprzyjające. Ponadto od czterech tygodni razem z ekipą VO2 MAX przebywam w Hiszpanii i sporo trenuję. Mam nadzieję, że dzięki temu przez cały sezon 2017 uda mi się reprezentować równy i w miarę wysoki poziom, a rezultaty będą lepsze niż w sezonie 2016.

 

W sezonie 2016 kilku imprez nie udało Ci się ukończyć. Przykładem mogą być Mistrzostwa Polski w Gielniowie. Masz już jakiś patent na pecha?

Tak, to prawda, jestem dosyć pechowym zawodnikiem i w poprzednich latach notowałem sporo wpadek. Na wspomnianych Mistrzostwach Polski zerwałem łańcuch, a szkoda, bo byłby to niezły wyścig w moim wykonaniu.

Natomiast Puchar Polski w Sławnie  zakończyłem na tomografii komputerowej w tomaszowskim szpitalu. Takich dziwnych przypadków miałem jeszcze więcej, jednak nie warto już o tym mówić.  Takie są uroki tego sportu. Staram się tym nie przejmować i nie tracić motywacji do dalszych treningów oraz wyścigów.

W tym roku MP odbędą się w Warszawie, dla Ciebie to chyba dobra wiadomość?

Zdecydowanie. Myślę, że to dobra wiadomość dla całej dyscypliny. Jest to okazja do wypromowania kolarstwa górskiego i pokazania, że to fajny i widowiskowy sport. Z tego co mi wiadomo, za organizację imprezy odpowiedzialna będzie ekipa Grzegorza Wajsa oraz Warszawski Klub Kolarski, którego członkowie  dobrze wiedzą jak powinny wyglądać wyścigi XCO.  Są więc to sprzyjające okoliczności do  zorganizowania widowiskowej imprezy, a nie tylko wyścigu robionego „przez pasjonatów, dla pasjonatów”.  Mam nadzieję, że przełoży się to na większą liczbę sponsorów i kibiców. Ja osobiście nie mogę się już doczekać.

Krajowe podwórko to jedno, jednak wielu zawodników coraz częściej wybiera się na wyścigi do naszych sąsiadów, do Czech czy na Słowację. Rzeczywiście warto jeździć na imprezy za granicą?

Podstawową różnicą jest fakt, że Puchary Czech, o których wspomniałeś w przeciwieństwie do większości krajowych imprez wpisane są do kalendarza UCI. To automatycznie podnosi poziom wyścigu – sprawia, że na zawodach pojawiają się zagraniczni zawodnicy a organizacja stoi na wyższym poziomie.

Z drugiej strony nie uważam jednak, że Polskie trasy wyścigów XCO pozostają w tyle. Co prawda moje doświadczenie nie jest zbyt duże, w zeszłym sezonie zaliczyłem raptem trzy Puchary Czech, ale nie uważam, aby trasa np. w Sławnie ustępowała którejś z edycji wspomnianego już Pucharu Czech. Problemem jest to, że na Pucharze Czech w elicie startuje około 60 zawodników, a w tym często były mistrz olimpijski Jaroslav Kulhavy. Natomiast we wspomnianym już przeze mnie Sławnie podczas zeszłorocznej edycji Pucharu Polski zawodników było 20, a o obecności Jarosława można było pomarzyć. Może gdyby wszystkie edycje Pucharu Polski były wyścigami z rangą UCI sytuacja wyglądałaby inaczej?

Co wolisz XCO czy maratony? A może inaczej, co jest bardziej opłacalne?

Wyścigi XCO są fajne. Zawody trwają zdecydowanie krócej, więcej jest akcji. W najbliższym sezonie chciałbym się skupić głównie na wyścigach w tym formacie. Nie wykluczam jednak startów w  maratonach. Mam nadzieję, że uda mi się wystartować w kilku górskich wyścigach i to nie tylko w Polsce.

Aspekt związany z opłacalnością tego sportu chyba warto pominąć. Robię to dlatego, że to lubię.

Obecnie przebywasz w Calpe. Jak wrażenia? To rzeczywiście idealne miejsce do szykowania przedsezonowej formy?

W Calpe jestem pierwszy raz. Gdy tu przyjechałem w Polsce panowały fatalne warunki atmosferyczne…:)

Nie ma wątpliwości, że zdecydowanie łatwiej trenuje się przy takiej pogodzie jaka jest teraz w Hiszpanii. Dodatkowym plusem okolicy jest fakt, że dookoła jest sporo gór. To wszystko sprawia, że zdecydowanie łatwiej realizować nakreślony przez trenera plan treningowy.

Myślę, że jeśli w przyszłym roku będę miał okazję tu wrócić, to na pewno to zrobię.

Sezon tuż za rogiem, jakie plany na najbliższe tygodnie?

Do 4 marca zostaję w Hiszpanii, potem wracam do domu.  Od powrotu do Polski zostają chyba 3 tygodnie do pierwszego startu w Austrii. To niedużo  czasu. Trzeba będzie szybko dopiąć ostatnie kwestie związane ze sprzętem i wyjazdami. Poza tym, po krótkiej  przerwie wracam na uczelnię. Mam nadzieje, że szybko uda mi się wdrożyć w nowy rytm dnia i z powodzeniem połączyć trenowanie  i studiowanie. Do tej pory nieźle mi się to udawało, więc jestem dobrej myśli.

Powodzenia!

 

Rozmawiał: Bartłomiej Mazurek

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0