Komentarze postartowe 41/2014

Komentarze postartowe 41/2014

[PR] Rowerowy weekend w Wierchomli
[PR] AZS MTB CUP w Urszulinie
[PR] AZS MTB CUP w Wiechomli – Ciężka trasa i pogoda

MTB Marathon – Istebna

Michał Bogdziewicz – NEXUS Team:

Dokładnie 12 sierpnia zostałem potrącony na treningu przez auto, diagnoza była nie wesoła, złamane dwie kości w nadgarstku i koniec sezonu … Finał w Istebnej, który był bardzo późno, bo 4 października gdzieś tkwił mi w głowie dlatego trenowałem, z jednym gipsem, kolejnym gipsem, następnie aż do dziś, z ortezą na szosie. Dlatego stając w Finale na starcie podjąłem duże ryzyko, widziałem że zjazdy muszę jechać bardzo ostrożnie i powoli, podjazdy jedynie normalnie.
Do tego nie znałem formy, nie ścigając się przez ponad 2 miesiące.
Sporo ryzykowałem, ale udało mi się na trasie zachować zdrowy rozsądek i wszystkie zjazdy pokonałem jak „turysta”. Podjazdy jechałem bardzo dobrze, praktycznie połowę wyścigu z czołówką, czyli z Tomaszem Dygaczem, Michałem Fickiem ( CYKLO TRENER TEAM) i Mariuszem Michałkiem ( JBG-2 TEAM). Niestety na jednym z dłuższych zjazdów musiałem pożegnać się z nimi i jechać dalej sam. Tak też dojechałem do mety, 4 miejsce Open i wygrana w kategorii M3 to uwzględniając sytuację super wynik. Co najważniejsze, udało się obronić zwycięstwo w klasyfikacji generalnej cyklu M3 oraz zająć 2 miejsce w klasyfikacji generalnej Open. Aż szkoda że sezon się kończy, a jeszcze bardziej że ten cykl … Dłuższa relacja już wkrótce na Bogdziewicz.com

Dominik Grządziel Dobre Sklepy Rowerowe – Author MTBMarathon/Istebna

Istebna jest dla mnie szczególnym miejscem na mapie MTB Marathonu. Udało mi się tutaj wygrać w 2012 roku na dystansie mega. W tym sezonie walczyłem na giga, które było dość szybkie i łatwe jak na maratony, do których przyzwyczaił nas Grzegorz Golonko. Od startu na czoło wyszedł Adrian Brzózka – jeden z najlepszych polskich maratończyków, za nim zabrał się Karel Hartl (bardzo mocny zawodnik z Czech, mój konkurent w kategorii M3) oraz ja. Długo jednak nie jechałem z chłopakami, bo tempo Adriana było dla mnie sporo za mocne. Kilka chwil takiej jazdy wystarczyło jednakże na oderwanie się od reszty stawki. I tak, na m.w. 5-tym kilometrze rozpocząłem 3-godzinną czasówkę w górach! ;) Szybko straciłem czołówkę z widoku, za mną także było pusto. Jechałem więc sam, motywując się do mocnego naciskania na pedały. Szkoda, że opady deszczu spowodowały duże pokłady błota na ciekawszych fragmentach trasy i organizator był zmuszony zastąpić je asfaltowymi dojazdówkami. Ostatnie 15 km (pętla mini) było już jednak bardziej terenowe i dawało sporo frajdy. Niezagrożony przez żadnego rywala dojechałem do mety, na której okazało się, że straciłem do Czecha 2 minuty, co mnie mocno zdziwiło, bo spodziewałem się większej różnicy. Nie wiem jaki czas miał Adrian, bo nie został ujęty w wynikach, ale pewnie przyjechał sporo wcześniej… ;)
Wynik, jaki uzyskałem, pozwolił mi na zwycięstwo OPEN w klasyfikacji generalnej dystansu GIGA – bardzo się z tego cieszę! :)

Krzysztof Pilch – Gomola Trans Airco:

MTB Marathon w Istebnej to wyścig, który jest w moim kalendarzu startowym od kiedy się ścigam i świetne podsumował cały sezon startów, chociaż w moim przypadku niezbyt udany, ponieważ nie byłem jeszcze w pełnej dyspozycji po złamanym obojczyku 3 miesiące wcześniej na MTB Trophy i dwu tygodniowej grypie tuż przed samym maratonem. Ale i tak jechało się świetnie. W tym roku wyścig był poprowadzony bardziej płasko niż w poprzednich latach, ale zabawa była świetna. Nie zabrakło niczego co jest potrzebne do świetnego maratonu, było trochę szutrów, wąskie single, ostre zjazdy i co najważniejsze – było błoto:-) Szkoda, że w przyszłym roku nie będzie już imprez z cyklu MTB Marathon, bo uważam że robili najlepsze trasy mtb w Polsce.

[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/173149309453259/photos/a.497461937021993.1073741841.173149309453259/554192794682240/?type=1&theater/” width=””/]

 

Izabela Kłosowska – BLU Cersanit Team Refleks:

Maraton w Istebnej był ostatnim moim startem w tym sezonie. Po ostatnim spadku formy i próbach „odżycia” nie byłam do końca dobrze nastawiona na ten wyjazd. Przed maratonem postanowiłam nie wchodzić na rower, nabrać świeżości i jechać na luzie, bez żadnej presji. Dzień przed maratonem pojechaliśmy z drużyną na objazd trasy. Od startu zaczął się długi i stromy podjazd, później trudny zjazd… trasa zapowiadała się ciekawie. W dniu startu czułam się bardzo dobrze, nogi wypoczęte, głowa gotowa do walki. Trasa była bardzo ciekawa, miejscami trudna technicznie oraz fizycznie. Przez cały czas trzeba było być czujnym, żeby nie popełnić żadnego błędu, który mógłby kosztować cenne sekundy. Przez większość wyścigu utrzymywałam się na 2 pozycji open, jednak na 10 km przed metą postanowiłam zaatakować i odjechać . Pomyślałam: „muszę jechać odważnie, bo to jedyna szansa na zwycięstwo. Jak będę odważnie zjeżdżała to powinno się udać”. Tak zrobiłam i na metę dojechałam jako pierwsza open z 2 minutową przewagą!! Wymarzone zakończenie sezonu :) Teraz czas na zasłużony odpoczynek.

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=srWudFZOMUE&feature=youtu.be[/youtube]

Bike Maraton – Świeradów Zdrój

Kacper Łochowski – GATTA BIKE TEAM:

W ubiegły weekend ścigałem się na finałowej edycji Bike Maratonu w Świeradowie Zdroju. Nie ukrywam, że był to dla mnie bardzo ważny wyścig i zależało mi na jak najlepszym wyniku w kategorii M1, jak i w open. Wyścig od początku układał się po mojej myśli, mimo tego że stałem prawie na samym końcu pierwszego sektora. Udało mi się przedostać do czuba. Od początku chłopaki dyktowali bardzo mocne tempo. Pozostała nas niewielka grupa. Na pierwszym podjeździe pociągnął Piotr Kurczab (SGR Srebrna Góra). Skoczyłem tylko ja i Patryk Kaczmarczyk. Jechaliśmy równym tempem. Ostatecznie wyścig ukończyłem na szóstym miejscu open i pierwszy w kategorii na dystansie MEGA, co pozwoliło mi zająć pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Na przyszły sezon jeszcze nie wiem dokładnie gdzie będę startował. Sezon uważam za bardzo udany i cieszę się, że wszystko potoczyło się zgodnie z moimi planami.

Patryk Kaczmarczyk – Mitutoyo Dema PWR Team:

To ostatni wyścig BM w 2014 roku, do tego nie ukrywam fajnie było by na końcówce pokazać się z dobrej strony więc motywację miałem. Priorytetem było ukończenie wyścigu, który potrzebny był mi do klasyfikacji generalnej. Szans na 1 czy 2-gie miejsce już nie miałem, ale ukończenie zapewniło by mi 3-cią lokatę. Na oczko wyżej zabrakło jedynie 3 pkt., ale moja nieobecność na wyścigach o mniejszej konkurencji pomimo dobrych wyników wykluczyła mnie z rywalizacji o wyższe lokaty. Swoją dominację pokazałem na wyścigu (szkoda, że dopiero w końcówce sezonu tak dobrze szło). Start z pierwszej linii i chwilę później asfaltowy podjazd. Tu nie było spokojnie, szaleńcze zrywy w wykonaniu Piotrka Kurczaba i Marcina Kawalca szybko rozbijały peleton. Po kilku minutach Marcin chyba przeholował i został w tyle. Ja ruszyłem za Piotrkiem, którego udało mi się dogonić – jednak nie dotrzymałem zbyt długo mu kroku. Na podjeździe pod Wysoki Kamień oderwałem ogon za mną zyskując parę sekund, które powiększyłem na zjeździe. Ścieżki te są mi dobrze znane, więc jechałem pewnie. Niespełna 150m za zakrętem śmierci dogoniłem samotnie uciekającego Piotrka. Dalej nakręcaliśmy już do rozjazdu Mega/Giga. Kolejną cześć trasy jechałem samotnie, linię mety przekroczyłem z ponad półtora minutową przewagą. Ze swojego występu mogę być zadowolony, bo jak na końcówkę sezonu notuje całkiem spore zapasy sił.

AZS MTB CUP – Zabrze

Wojciech Pawłowski – Mitutoyo Dema PWR Team:

Był to ostatni zaplanowany start w sezonie i tym samym ostatnie planowane sponiewieranie się na wyścigu XCO tego sezonu. Organizacja na miejscu jak zawsze bez najmniejszego zarzutu. Pętla znana z zeszłego roku, należała do tych raczej płaskich, choć idzie się na niej zmęczyć za sprawą krótkich sztywnych podjazdów, wielu nawrotek i miejsca, w którym zawsze jest sporo błota. Na rozgrzewce wyraźnie się przekonałem o tym, że to nie mój dzień i może być ciężko. Na siodełku nie mogłem znaleźć swojego miejsca, do tego w nogach brakowało sił po świeradowskim GIGA dnia poprzedniego. Nie był to najlepszy prognostyk na wyścig. Startując z drugiej linii zostałem lekko przyblokowany przez kolegę z drużyny, któremu nieszczęśliwie po „wystrzale” startera zerwał się łańcuch. Tym samym spora grupa znalazła się przede mną, a pierwsza część poprowadzona wąskim trawersem nie sprzyjała wyprzedzaniu. Po chwili zachowawczej jazdy w ogonach i wyczekaniu, aż wyjedziemy na trochę szerszą ścieżkę, zacząłem odrabiać straty. Szybko minąłem sporą część zawodników, ale czoło było już daleko. Mimo to goniłem, kolejno mijając zawodników odpadających od czoła. Jadąc w okolicy 7 miejsca dogoniłem zawodnika z BSA, z którym tasowałem się przez większość wyścigu. Na półtorej okrążenia przed metą udało się zrobić pewną przewagę i z nią już samotnie przekroczyłem linię mety na przyzwoitym 4 miejscu w elicie i 3 w klasyfikacji AZS mężczyzn. Udane zakończenie udanego sezonu, po którym zasłużenie można odpocząć :)

Patryk Kaczmarczyk – Mitutoyo Dema PWR Team:

Wyścig na kultowej serii AZS traktowałem już niejako dodatek. Swoje pojechałem dzień wcześniej w Świeradowie Zdroju, a sobota zakończona świętowaniem zwycięstw sprawiała trudności ze wstawaniem. Na wyścig przyjechaliśmy 4-ro osobową grupą. Na starcie parę znanych i mocnych nazwisk. Stojąc w pierwszej linii chciałem to wykorzystać, nie zostać w tyle i …2 metry po starcie urwałem łańcuch. Swoje w sezonie przejechał, widać za dużo. Najpierw demontaż a potem padła propozycja od jednego z kibiców nt. skuwania. Trochę to ostatecznie trwało, ale napęd złożyłem. Wystartowałem sporo po czasie, doganiałem zawodników i na drugim okrążeniu zaliczyłem ponad metrowego drąga w kole. Kolejne męczenie się z uruchomieniem roweru. Do mety już jechałem w ramach treningu i ukończenia. W końcu jechać taki kawał drogi i tylko oglądać? Warunki na znanej nam trasie okazały się jeszcze gorsze niż przed rokiem. Miejscami ilość błota była nieprzejezdna i dosłownie od nadmiaru blokowała koła w rowerze. Swoje zmagania ukończyłem z dublem (-1 okr).

Skandia Maraton – Kwidzyn

Bartosz Kołodziejczyk – Euro Bike Kaczmarek Electric Team:

Miniony weekend, to moje ostatnie 2 starty w sezonie. W sobotę finał Skandii w Kwidzynie. Wyścig płaski, stąd też przypomniał szosowe ściganie. Po licznych atakach oderwałem się od grupy razem z Danielem Formelą i Kamilem Małeckim. Zgodnie współpracując dojechaliśmy do mety z ok. 5 minutową przewagą nad kolejnymi zawodnikami. Danny zyskał dodatkową minutę, gdyż startował z dalszego sektora i wygrał Open. Ja wjechałem, jako 3. Open i 2. w M2.
Na finałowej edycji GP Kaczmarek Electric MTB do pokonania mieliśmy niemal 80km- sporo jak na ostatni wyścig. Po kilkunastu kilometrach wyścig się ułożył i jechałem w drugiej grupie. Niestety na trasie ktoś przestawił strzałki i wszyscy się pogubili. Zjechaliśmy się w 20-30 osób i ściganie zaczęło się od nowa. Odjechali Andrzej, Marek, Alex, Bartek i Maciej, a my teamowo jechaliśmy w 4 ze Zbyszkiem, Michałem i Kubą. Na 20km do mety dopadła mnie bomba i tylko dzięki ogromnej pomocy kolegów z drużyny dojechałem tego dnia do mety jako 9. Open i 8. w Elicie.
Dla mnie to już koniec sezonu i korzystając z okazji, chciałbym podziękować głównym sponsorom mojego klubu, tj. Euro Bike Products i Kaczmarek Electric S.A.

Kaczmarek Electric MTB – Wolsztyn

Aleksander Dorożała – Merx Rocky Mountain

Co tu dużo pisać. Było szybko, a jak jest szybko to jest cieżko, a kiedy jest cieżko i nie masz „nogi” to odpadasz. Na szczęście szło dobrze. Dzień wcześniej ścigałem się na Skanii, gdzie wraz z chłopakami z JBG2, Bartkiem Banachem i Najsem odjechalismy w 6. Na moją niekorzyść Kuba kolejny raz gryzł ziemie po nie opanowaniu roweru. Niestety w tym momencie jechałem bezpośrednio za nim, wpadłem w niego, co spowodowało wytracenie prędkości do zera, a w konsekwencji pozostanie za grupka JBG2+Bartek. Tempo szło bardzo mocne (sr w terenie koło 35km/h), ale nie poddawałem się i zacząłem solo gonić wiedząc, że mieliśmy zbudowana duża przewagę nad reszta grupy w skład której wchodził mi.n. Krzysztof Krzywy, Artur Korc, Michał Kowalczyk, Przemek Ebertowski i Paweł Kowalkowski. Do tego jeszcze Patryk Piasecki, który zaraz po kraksie Kuby złapał gumę, no i Kuba który został wchłonięty. Także jechał Wawak, Kowal, Banach, dalej ja, a za mną cała ta wataha. Na 15min przed meta wciągnęli mnie. No, ale nie o Skandii miało być, tylko o Kaczmarku. Bardzo selektywna trasa i tempo jej pokonywania wyklarowalo Kaisera Fathera, Bartka Bunnego Banacha, M.Konwe i mnie. W połowie wyścigu zniknęły jednak oznaczenia trasy, a do naszej czwórki zaczęły dojeżdżać kolejne osoby. Szukaliśmy, błądziliśmy, ale w końcu udało się znaleźć trasę. Znów było nas wielu, ale trasa niezmiennie prowadziła ciężkimi terenami co ponownie uszczuplilo grupę. Tym razem oprócz naszej czwórki, dołączył Maciej Kasprzak. I tak lecielismy raz szybciej, raz wolniej. Marek Konwa z racji tego, że miał dwa dni wcześniej ślub nie był w formie jaką z reguły dysponuje. Powiem szczerze, że przyjemnie oglądało się takiego zawodnika, w nienajlepszej formie.

[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/Fotomtbpl/photos/a.552992271468099.1073741873.217811518319511/552993028134690/?type=3&theater/” width=””/]

 

Małgorzata Zellner – Euro Bike Kaczmarek Electric

Maraton Kaczmarek Elektric w Wolsztynie uważam za bardzo wymagający kondycyjnie jak i technicznie, sporo podjazdów, dość dużo odcinków piaszczystych. Ja od startu jechałam bardzo spokojnie bez żadnej spiny, bo po co jak nie ma konkurencji? Nie było potrzeby ani uciekać, ani nie było kogo gonić i tak ze spokojem dojechałam do mety na pierwszym miejscu. Teraz zasłużony odpoczynek po bardzo udanym sezonie. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali i wierzyli we mnie. Serdeczne podziękowania dla EURO BIKE za całoroczny sponsoring.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: