Komentarze postartowe 19(1)/2014

Komentarze postartowe 19(1)/2014

Taurus30 Cycling Team po Force Maraton MTB Orzesze
Maciej Jeziorski (Romet Factory Team) – Puchar Polski XCO, Lublin
Cyprus Sunshine Cup 2016 – Afxentia #1 ITT [komentarze]

 

Puchar Słowacji – Dvorniky

Marek Karkula – KS Luboń Skomielna Biała:

Brak wyścigów na rodzimym podwórku zmusił kolarzy „Lubonia” Skomielna Biała do wyprawy do miejscowości Dvorniky, gdzie rozegrana została 2 edycja Pucharu Słowacji MTB. Ciekawostką słowackich wyścigów jest przejazd techniczny, w którym uczestniczą wszyscy młodsi zawodnicy do juniora młodszego włącznie. Każdy błąd karany jest dodatkowymi sekundami doliczanymi do czasu wyścigu zasadniczego i dopiero suma tych czasów decyduje o ostatecznej klasyfikacji. Boleśnie przekonał się o tym młodzik Maciej Biedrończyk, który do mety dojechał na trzeciej pozycji, lecz po doliczeniu karnych sekund sklasyfikowany został na 6 miejscu. W tej samej kategorii, ale w gronie dziewcząt Maja Latawiec zakończyła rywalizację na 9 pozycji. Karne sekundy odczuł również Jarosław Żur w gronie juniorów młodszych. Na mecie zameldował się na 5 miejscu, by po doliczeniu karnego czasu uplasować się na 7 lokacie. Bartosz Dziadkowiec po dwóch kraksach był 8, a Michał Bal z powodu defektu roweru nie ukończył rywalizacji. W juniorkach młodszych Klaudia Bajołek sklasyfikowana została na 7 pozycji, a Magdalena Utnicka musiała wycofać się z rywalizacji w trakcie wyścigu.
Na zakończenie zawodów rozegrane zostały najważniejsze wyścigi w kategoriach od juniora do elity. Z bardzo dobrej strony pokazały się juniorki „Lubonia”. Kaja Karkula „wjechała” na 3 stopień podium, a Klaudia Demkowska była czwarta.

ŚLR – MTB Cross Maraton – Sandomierz

Jacek Rządca – Trezado BikeTires.pl:

Maraton w Sandomierzu od momentu ustawienia się na starcie na rynku starego miasta, aż do mety kojarzył mi się z moim wypadem do Toskani. Oczywiście pozytywnemu wrażeniu sprzyjała też piękna słoneczna pogoda. Rynek miasta położony na szczycie pagórka wyglądał jak stara część Sieny. Wychodząc poza obręb kamienic roztaczał się piękny widok na pagórkowaty krajobraz. Co do trasy to niesamowite, że można poprowadzić około 50 kilometrową trasę w 100% po kwitnących sadach. Monotnia otoczenia nie nudziła, gdyż cały czas trzeba było albo się wspinać albo zjeżdżać w dół. Selekcja nastąpiła po 30 minutach swoistego cross country po sadach. Ja złapałem się do pary z kolegą z Marcinem Michalczewskim z drużyny Legion-serwis. Jechaliśmy razem do około 67 km, kiedy dopadł mnie kryzys ostateczny. Na szczęście sił starczyło, aby samotnie dojechać do mety. Na finiszu pod górę na rynek doszło mnie dwóch zawodników, w tym niesamowity Bogusław Ostrowski z teamu KCP Elzat Regamet Bieniasz BikeTeam. Na podjeździe po kocich łbach zaczął pchać za rękę słabnącego kolegę, z którym mnie gonił. Facet z kategorii M5, a z naszej trójki wyglądał najbardziej świeżo, jakby wyścig się dopiero zaczął. Ja lubię finisze pod górę. Rozpocząłem spokojnie jako ostatni, ale na spokojnie się rozpędzałem i udało mi się wygrać finisz. Jedyny poważny zgrzyt to oczekiwanie na dekoracje. Ponad 3 godziny. Dłużej niż wyścig. Przez to w Warszawie byłem po 21. Szkoda, bo bardzo popsuło to pozytywne wrażenie. Jest to punkt zdecydowanie do poprawy, drodzy organizatorzy.

Śrem Maraton / Gogol MTB – Połczyn Zdrój

Michał Górniak – Duda Cars Rybczyński MTB Team:

1 maja wystartowałem w Śremie na maratonie MTB. Od startu mocno pociągnął Paweł i szybko oderwaliśmy się od grupy, jednak z racji płaskiej trasy i kolejnych startów w najbliższych dniach, po kilku minutach zjechaliśmy się i kontynuowaliśmy jazdę grupą. Na piętnastym kilometrze podkręciłem tempo na wąskiej sekcji i uzyskałem kilka metrów przewagi. Doskoczył do mnie Paweł i wspólnie dokończyliśmy pierwszą rundą i pokonaliśmy całą drugą, uzyskując na mecie prawie 3 minuty przewagi na grupką goniącą. Troszkę przewagi roztrwoniliśmy, gdyż postanowiliśmy nie przejeżdżać strumienia pod koniec rundy i powolutku przeprowadziliśmy rowery :) Fajnie zorganizowana impreza, jednak podczas dekoracji było widać brak doświadczenia w organizacji takich imprez. Nie mniej impreza przeprowadzona sprawnie i w miłej atmosferze.
2 maja wziąłem udział w Eliminatorze w Połczynie Zdroju. Troszkę przy okazji, gdyż w Połczynie spędzałem majówkę z rodziną. Specem od tego typu wyścigów nie jestem, także nie nastawiałem się na wynik. W eliminacjach byłem trzeci wraz z Pawłem i Andrzejem Kaiserem. Ćwierćfinał pewnie wygrałem. W półfinale popełniłem błąd i mimo dobrej reakcji startowej ześlizgnęła mi się noga z pedała. Mimo walki do końca nie zdołałem wyprzedzić Kaisera i zająłem 5. miejsce.
4 maja wystartowałem na Bike Cross Maratonie w Połczynie Zdroju. Z racji konieczności szybkiego powrotu do Poznania wybrałem dystans Mini(48km). Od startu jechałem z przodu i po 5km zostałem wraz z Kacprem Szczepaniakiem, jadącym towarzysko Mariuszem Gilem oraz Mateuszem Rybczyńskim, który po kilku minutach został. Do 40 kilometra jechaliśmy razem wycieczkowym tempem – wówczas przeciąłem na podjeździe oponę i wyścig dla mnie dobiegł końca.

MTB Marathon – Murowana Goślina

Sylwester Swat – Swat Team:

Kolejny start w sezonie zaliczony do tych udanych, tym razem w Murowanej Goślinie. Razem z bratem zapisaliśmy się na dystans Giga i jak się później okazało razem go tez przejechaliśmy…
Dzień wyścigu zapowiadał się raczej ładnie. Choć momentami było zimno i w prognozie był drobny deszcz, to i tak pogoda była łaskawa dla zawodników. Początek wyścigu był niesłychanie mocny, w szczególności za sprawą Bartka Janowskiego, który już po pierwszym zakręcie narzucił bardzo wysokie tempo. Na tyle mocne że jeszcze przed wjazdem na szlak nadwarciański udało nam siś z Sebastianem i Bartkiem oderwać od grupy. Niedługo też trzeba było czekać, żeby się zorientować, że tego dnia Bartek jest zdecydowanie poza zasięgiem, dlatego też nie próbowaliśmy go trzymać na siłę, w końcu to nie jednogodzinny maraton… jednak mimo to początek i tak pojechaliśmy bardzo mocno, chcieliśmy wyrobić ‘bezpieczną'(to oczywiście bardzo względne) przewagę i postarać się utrzymać ją do mety. O ile przez pierwsze dwie godziny noga pozwalała na wszystko, to już na początku drugiej rundy zaczęła się dla mnie koszmarna walka o przetrwanie. Nie miałbym szans tej walki wygrać, gdyby nie brat, który kilka razy specjalnie czekał kilka sekund, abym miał szansę wytrzymać jeszcze trochę, rzecz jasna na kole. Ok 10 km przed meta znów mnie odblokowało i już z grubsza ze spokojem, choć i tak na pełnej mocy, dojechaliśmy do mety.
Uważam, że tegoroczna trasa, ze względu na mocno męczące tereny koło Dziewiczej góry, występujące dwukrotnie podczas maratonu była bardziej wymagająca niż dotychczas, co prawdopodobnie większość uczestników ucieszyło :)

EOOM – Leżajsk

Filip Helta – KKW Jama Wałbrzych:

Ostatni kwietniowy weekend spędziliśmy ścigając się w Leżajsku. Był to start ważny dla naszych juniorów młodszych, gdyż odbywały się eliminacje do olimpiady młodzieży.
Po obfitym, zdrowym śniadaniu w naszej agroturystyce udaliśmy się na miejsce, gdzie odbywał się wyścig. Trasa była płaska, łatwa technicznie, lecz bardzo męczyła zawodników, ponieważ nie było gdzie odpocząć – cały czas na gazie.
O godzinie 13 odbył się mój start. Pogoda nie dopisywała, lał deszcz, zrobiło się błoto i na każdym zakręcie podcinało. Mieliśmy 7 okrążeń, od startu uciekliśmy z kolegą klubowym Łukaszem Winiarskim. Wyścig miałem pod kontrolą, jechaliśmy po zmianach i dobrze nam się współpracowało. Walka o najwyższy krążek zadecydowała na ostatniej prostej finiszowej, gdzie wychodząc z koła przyblokowany przez juniorkę, którą dublowaliśmy na kresce znalazłem się na drugiej pozycji przegrywając o koło …
Wyścig dla mnie był udany – zabrakło szczęścia, widzę po mojej dyspozycji, że jest coraz lepiej.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: